Weekend to najpopularniejszy zespół w Polsce? Fani się nie mylą: ja wyznaczam trendy

Z Radkiem Liszewskim "Lisem", wokalistą zespołu, rozmawia Igor Nazaruk
08.11.2012 , aktualizacja: 09.11.2012 15:19
A A A Drukuj
"Ona tańczy dla mnie" - bez tego hitu nie ma ostatnio żadnej imprezy. Na YouTube w ciągu trzech miesięcy obejrzano go 12 milionów razy, a zespół Weekend jako jedyna grupa z Polski znalazła się na liście stu najpopularniejszych na świecie kawałków serwisu.
Wasz kawałek okazał się 91. ze 100 najpopularniejszych na YouTube. To ogromny sukces chłopaka z pięciotysięcznego miasta na Suwalszczyźnie. Woda sodowa uderzyła ci do głowy?

- No co ty. To jeszcze do mnie nie dociera. Może dzięki temu, że mieszkam na końcu świata, w pięknym miejscu nad jeziorem. Moi synowie spokojnie do szkoły sobie chodzą, nie wiedzą, co to prochy.

Jakie były początki? Kiedy zacząłeś grać?

- Najpierw była perkusja, miałem dziewięć lat. Później, jeszcze za małolata, w domu kultury grałem w różnych składach. To była ciężka muza, hardcore albo punk. Pamiętasz zespół Paczka Gwoździ?

No pewnie. Ale jak z punka stałeś się discopolowcem?

- Przypadkiem. W szkole średniej grałem jeszcze na perkusji, ale dwaj goście z kapeli weselnej przypadkiem usłyszeli, jak śpiewam. Spodobało im się, szukali właśnie wokalu. No i zacząłem z kolegami Witkiem i Waldkiem grać chałtury.

Wtedy wymyśliłeś Weekend? Skąd ta nazwa?

- Nie pamiętam. To był 1994 rok. W Polsce jeszcze nikt nie mówił, że muzyka disco polo to przypał. Wtedy discopolowe gale, np. z Jeziorka, emitowała publiczna telewizja.

Wtedy tym rynkiem rządziła mafia, grupy z Pruszkowa i Wołomina. Wiesz coś na ten temat?

- No co ty, ja wtedy grałem wesela i wiejskie imprezy. A gdy zaczynałem na poważnie, czyli w 2000 roku, żadnej mafii w biznesie disco polo już nie było. W latach 90. właścicielami dyskotek i klubów byli zamożni ludzie, ale czy to byli ludzie z mafii?



Kiedy z grajka weselnego stałeś się gwiazdą?

- Znów przypadkiem. W 1996 roku spotkałem Tomka Jakubowskiego, naszego przyszłego menedżera, który wtedy imprezował z wokalistą zespołu Casanova. W 1998 roku wkręcił nas na wielką galę disco polo w Bondarach. Na widowni było wielu właścicieli dyskotek z Polski. Spodobałem im się. No i zacząłem grać w większych dyskotekach. Całe noce.

Pojawiły się większe pieniądze...

- Z tego akurat nie było dużych pieniędzy, ale reklama ogromna. W 2000 roku zagrałem w Ostródzie na największym festiwalu disco polo. Dla mnie, chłopaka, który grał na dyskotekach, to był szok i niezły kop.

W tym czasie zaczęła się nagonka na disco polo.

- A my w tym czasie nagraliśmy pierwszą kasetę, zrobiliśmy pierwszy teledysk do kawałka "Nie jesteś playboyem". Media grzmiały, że to przypał, wiocha, buractwo.



Nigdy ci to nie przeszkadzało?

- Dopiero się rozkręcałem. Jak pierwszy raz w telewizji poleciał nasz teledysk, to mało co rąk sobie nie urwaliśmy od przybijania piątek.

Kiedy pojawił się wasz pierwszy hit?

- W 2003 roku, za "Miłość mą". 57 tygodni na liście przebojów, z czego osiem na pierwszym miejscu. Wtedy łyknęła nas największa wytwórnia Green Star. To był przełom, nagraliśmy płytę "Usta". W tym czasie szydzenie z nas osiągnęło apogeum. Niby nikt tego nie słuchał, a ja przecież nie grałem dla pustych sal. Ale tak naprawdę od 2010 roku jest totalne szaleństwo.



To znaczy?

- Tylko w tym roku grałem 11 razy w Warszawie. Graliśmy praktycznie we wszystkich najlepszych klubach od Zielonej Góry po Szczecin, od Cieszyna po Sopot. Ostatnio w klubie Senso w Szczecinie graliśmy dla dwóch tysięcy ludzi. Zabrakło miejsca dla kilkuset osób.




No to może disco polo już nie jest obciachem?

- To muzyka łatwa i przyjemna, a jednak nie gra nas radio Zet, czy RMF. W sumie nie mam pojęcia dlaczego. To taki sam gatunek muzyki jak pop. Tyle milionów ludzi nie może się mylić. Zawsze jak ktoś mówi, że disco polo to buractwo, to zastanawiam się nad tolerancją takiego człowieka. Myślę, że wyznaczamy trendy. Ja nie mam się czego wstydzić. Wiem, skąd pochodzę, gdzie jestem i dokąd zmierzam.

Filozofujesz. Opowiedz mi lepiej o groupies.

- Wyłączam na noc telefon. Zdarza się, że zapomnę i mam problem, wydzwaniają do mnie o trzeciej nad ranem. Na szczęście moja żona ma do tego zdrowe podejście. Nie mamy już piętnastu lat.

(Jak na zawołanie dzwoni telefon. Radek odbiera w trybie głośnomówiącym: "Cześć, Warszawa się kłania - mówi damski głos. - Kiedy będziecie?)

W waszych teledyskach od luksusu aż kipi. Pływacie jachtami, rozbijacie się furami, musicie być bogaci...

- W październiku zagrałem dwadzieścia cztery koncerty. Nie chcę mówić o pieniądzach. Odpowiem tak: mam dwa domy, dwa jachty, pół jeziora, samochody, działkę, i wszystko by było ekstra, gdyby nie te raty (śmiech). A teledyski muszą przyciągać, sprawiać wrażenia bogactwa.

Ile kosztuje wypożyczenie jachtu do nakręcenia teledysku?

- Nie wiem, znajomy pożyczył. Pływaliśmy po jeziorze w Mikołajkach, a ludzie pytają, czy to Chorwacja, czy Morze Śródziemne. O to chodziło.



Dostrzegli cię także politycy.

- Trzy lata temu zagraliśmy dla PSL kilkadziesiąt koncertów.

Jesteś ludowcem?

- Jestem muzykiem. Polityka mnie odrzuca. Nie chodzę na wybory. Jak słyszę o Smoleńsku, bierze mnie na wymioty. Zagram jednak dla każdego. To jest moja praca, pasja, ale też biznes. Jestem trochę jak konferansjer, muszę się uśmiechać, wyjść na scenę po wystąpieniu jakiegoś bufona i rozkręcić publikę. Gram dla nich, a nie dla polityków, choć to oni mi płacą. Czy jestem chorągiewką czy raczej biznesmenem?

Kilka dni temu na meczu Legii tysiące kibiców śpiewało "Ona tańczy dla mnie". Ręce mi opadły.

- A mi wręcz przeciwnie. Powinniśmy dostać za to nagrodę. Głosimy dobrą nowinę na stadionach. Ta piosenka jest już wszędzie.

Jak powstawała?

- Tekst w kilka minut. Lubię ironię, podteksty, żeby ludzie mogli sami nucić. A muzycznie najpierw powstało proste pianinko - tam, tam, tam, tam, a potem ekspresowo, zwyczajny syntezator saksofonowy poddany kompresowi, bas, synkopa, podbicie saksu na jedną ósmą i prosta solówka.

Nic nie rozumiem. Spytam inaczej. Czy istnieje przepis na sukces?

- Ja go nie mam i nikt nie ma. W przypadku "Ona tańczy dla mnie" przepis to metrum cztery czwarte i cztery akordy plus słowa z głębi serca.

Zobacz więcej na temat:

Bestsellery