Dyjak próbuje naprawić swoje relacje z kobietami

Konrad Wojciechowski
06.05.2013 , aktualizacja: 06.05.2013 19:53
A A A Drukuj
Marek Dyjak

Marek Dyjak (fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

Kto lepiej rozumie kobiety niż mężczyzna po przejściach? Marek Dyjak sięgnął po damskie piosenki, aby zważyć swoją delikatność. Na "Kobietach" wykrzykuje skrajnie różne emocje - raz idzie na wojnę, raz zwija sztandar
Z Markiem Dyjakiem rozmawia Konrad Wojciechowski

Nagrałeś tę płytę, aby się zmierzyć z kobiecą wrażliwością czy rozliczyć ze światem kobiet?

- Żyję w ich świecie regularnie i permanentnie popadam w konflikt z kobietami. Nie umiem się posklejać. Ale nie jestem wyjątkiem. Myślę, że tylko jeden na dziesięciu ma jako tako poukładaną relację z drugą połową. Świat kobiet wypełnia nas po brzegi. Gdy naczynie przechyla się lekko na boki, słychać chlupot i sygnał do ewakuacji. Też to przerabiałem. Nie zaznałem dotąd trwałego szczęścia u boku partnerki. Najprawdopodobniej z mojej winy - byłem włóczęgą i pijakiem.

Czyli zawsze byłeś w drodze i łączyły cię z kobietami tylko epizody?

- Dwa małżeństwa na koncie trudno nazwać epizodem. Moja córka, z którą usiłuję odnowić kontakt, skończyła już trzynaście lat Od półtora roku jestem w nowym związku i po raz pierwszy mam cokolwiek do powiedzenia, bo potrafimy ze sobą rozmawiać. Cały czas doskonalę w sobie sztukę chodzenia na kompromis. Chyba każdy chciałby widzieć swój związek idealnym. Choć ci, których to nie dotyczy, bo wybierają samotność, mają święty spokój.

A ty jesteś bardziej dla innych, czy dla siebie?

- Miewam lepsze i gorsze dni. Czasami idę do przodu jak taran, a innym razem płakać mi się chce i opuszczam ręce w geście kapitulacji z powodu bezsilności. Kobietom chyba łatwiej. Nie straciły swoich praw z czasów patriarchalnych, a dodatkowo zyskały nowe przywileje. Można to zrozumieć na przykładzie faceta w drzwiach obrotowych - wchodzi jako pierwszy, wychodzi jako drugi [śmiech], czyli z zakrętu w zakręt. To tak jak ja - ciągle próbuję wyjść na prostą.

I dlatego stałeś się rutynowanym rozwodnikiem?

- Moje małżeństwa nie wytrzymały próby czasu, bo zawsze chadzałem swoimi ścieżkami i to głównie nocą, nie za dnia. Nieraz asfalt się podniósł i grzmotnął mnie w głowę, zostawiając liczne sznyty na pamiątkę. Czy facet po przejściach może być dobrym materiałem na męża? Dziś to się zmieniło. Nie mam siły na tamten tryb życia.

A może to one nie potrafią bezgranicznie okazywać ci współczucia?

- Faceci bardzo różnią się od kobiet. Nie mamy ich zaborczości, nie potrafimy tak silnie ze sobą rywalizować. Fakt, one umieją pięknie okazywać miłość, ale też słowa "litość" nie używają regularnie, choć krzyk przestraszonego nocą dziecka zawsze będzie muzyką dla ich uszu, która faceta mniej wzrusza.

Umiesz przyjaźnić się z kobietami?

- Spotkałem w życiu wiele życzliwych kobiet. Mam cudowną znajomą, szefową dużej spółki akcyjnej, która wsparła mnie finansowo, kiedy po raz drugi brałem rozwód. Bardzo mocno przyjaźnię się z Marysią Seweryn i doceniam, że wielokrotnie wyciągała do mnie pomocną dłoń. Jest kilka takich pań, którym naprawdę dużo zawdzięczam. A żeby się zbliżyć do Dyjaka, trzeba go dobrze poznać i oswoić z jego inną towarzyszką życia - bezsilnością. Potrzebuję kobiety wyjątkowej, o wielkim sercu, wyrozumiałej dla mojej skomplikowanej konstrukcji psychicznej. Niemniej kiepska ze mnie partia, bo niespecjalnie spełniam warunki stabilizacyjno-życiowe. Nieustannie się z tym życiem siłuję na rękę. Powypadały mi zęby, ale nadal bym gryzł.

Śpiewasz piosenki różnych kobiet - Edyty Bartosiewicz czy Ewy Demarczyk - by zgłębić nieco kobiecą psychikę?

- Długie obcowanie z kobietami to często spotkanie w oparach absurdu. Nie wiadomo, jaką przyjąć strategię: wyostrzyć żagiel czy swobodnie puścić w ruch talię. Najczęściej jesteśmy kochani przez kobiety, na których nam nie zależy, a nienawidzeni przez te, którym nasze atrybuty nie zaprzątają głowy. Te światy są równolegle, ale wzajemnie się nie dotykają. Trudno trafić w gust, gdy macha się do kogoś z przeciwległego bieguna. W wyniku różnicy ciśnień powstaje wiatr, uczucie też jest jej wypadkową. Świat widział wiele nieszczęśliwych miłości, wielu czternastoletnich chłopców dyndających na drzewach, bo zakochali się nie w tej dziewczynie co trzeba.

Też targnąłeś się na swoje życie z podobnego powodu?

- Próbowałem, ale okazało się, że Bóg sam wymyśla, co mamy zrobić z własnym jestestwem i nie potrzebuje suflerów. Pomimo że splotłem wiele węzłów, tego nie zawiązałem odpowiednio dobrze i darowano mi życie. Doświadczyłem pomocy od wielu serdecznych ludzi. Chyba zostali wysłani przez Boga.

Śnią ci się koszmary, jesteś na zakręcie. Z czego jeszcze składa się płyta "Kobiety"?

- Nie ma tu onirycznych wizji świata. Całość nawiązuje do mojej walki z życiem. A jest to walka o dużym ciężarze gatunkowym. Wybrałem bliskie mi piosenki, ale o ich kolejności na płycie zadecydował przypadek. Tak jak zdecydowałem się żyć, a nie umierać.

Kartoteka cierpień Dyjaka

Ta płyta nie powstałaby, gdyby życiorys Dyjaka dało się streścić trzema słowami - facet bez skazy. I, paradoksalnie, gdyby różnice między mężczyznami i kobietami były oczywiste. Piosenkarz w repertuarze Ewy Demarczyk ("Tomaszów"), Eli Mielczarek ("W dworcowej poczekalni"), Stanisławy Celińskiej ("Atramentowa rumba") albo Sistars ("Sutra") szukał tzw. skrzyżowań, czyli kobiecych cech, które i jemu nie są obce. Każdy utwór mówi o Dyjaku coś innego - podzielony na dwie części "Sen" odtwarza jego regularne koszmary nocne, "Na zakręcie" to jak kolejny przystanek na drodze krzyżowej artysty, a "Kiedy mnie już nie będzie" nie wymaga komentarza. Pomiędzy piosenkami można wsłuchać się w swobodne monologi bohatera upozorowane na spowiedź grzesznika, który ma wiele złotych myśli i gorzkich prawd do wyrecytowania. "Droga mężczyzny do Boga wiedzie przez kobiecość" - tako rzecze Dyjak. I trudno się z nimi nie zgodzić.

Zobacz więcej na temat:

  • Podziel się