Polska wydaje 800 tys. zł rocznie na przekonywanie, że węgiel jest eko

Anita Karwowska
29.10.2013 , aktualizacja: 29.10.2013 20:02
A A A Drukuj
Elektrownia Turów

Elektrownia Turów (Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta)

Rząd wydaje 800 tys. zł na przekonanie unijnych urzędników, by zrezygnowali z ambitnego planu walki z globalnym ociepleniem
Polska od lat walczy z Unią o to, w jakim tempie kraje członkowskie Wspólnoty będą redukować emisję dwutlenku węgla, który ma duży wpływ na ocieplenie klimatu. Unia chce ograniczyć emisję tego gazu o 20 proc. do 2020 r. (a niewykluczone, że nawet o 25 proc.), o 40 proc. w 2030 r. i aż o 80 proc. w 2050 r. Według polskiego rządu plan Brukseli jest morderczy, bo nasza gospodarka w 90 proc. opiera się na węglu. I nie ma szans, by w tak krótkim czasie to zmienić. Dlatego też blokujemy podjęcie jednogłośnej decyzji w tej sprawie przez Unię.

Przekonujemy unijnych urzędników

Finansowana przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych kampania ma do naszego zdania przekonać brukselskich polityków. MSZ przeznaczył na to ponad 800 tys. zł. Polska dyplomacja dzięki PR-owi chce zmienić swój wizerunek głównego hamulcowego w unijnych działaniach na rzecz ochrony klimatu.

Rozpoczęta w połowie października kampania, nazwana "climate4growth" to seria spotkań dla brukselskich polityków i europarlamentarzystów, anglojęzyczna strona internetowa i wpisy na Twitterze promujące polskie stanowisko. Działania firmują dwie polskie europosłanki: Róża Thun i Danuta Huebner. Dyplomatom zależy na czasie, bo unijny szczyt na temat polityki klimatycznej zaplanowany jest na marzec 2014 r.

- Niektórzy mogą nam mówić "tak, idźcie w źródła odnawialne", inni z was powiedzą: "może powinniście używać więcej gazu", ale na koniec to my musimy zakasać rękawy i radzić sobie z 90 procentami węgla - przekonywał podczas inauguracji kampanii Krzysztof Bolesta, doradca ministra środowiska.

W sprawie redukcji dwutlenku węgla Polska od lat uchodzi za najtrudniejszego przeciwnika. Dwa lata temu, podczas szczytu klimatycznego w Durbanie, reprezentujący unijne interesy minister środowiska Marcin Korolec był krytykowany za to przez europejskie gazety. "Unia osiągnęłaby większy sukces w negocjacjach, gdyby Polska nie odgrywała tak ważnej roli" - pisał "Financial Times". A teraz, im bliżej kolejnego szczytu klimatycznego, który tym razem odbędzie się w Warszawie, brukselskie media znów przytaczają opinie unijnych komentatorów niezadowolonych z tego, że to właśnie w naszym kraju za niecałe dwa tygodnie rozpocznie się kolejny szczyt klimatyczny.

Polska "zawadą" na drodze do ambicji klimatycznych

Tygodnik "European Voice" napisał na przykład, że Polska jest postrzegana przez inne kraje Unii jako "zawada" na drodze do większych ambicji klimatycznych UE. Naszemu wizerunkowi dodatkowo szkodzi fakt, że w czasie szczytu klimatycznego, który firmuje resort środowiska, w Warszawie odbędzie się też szczyt węglowy, któremu patronuje minister gospodarki.

Taktykę polskiego rządu krytykują także krajowi ekolodzy. - Zamiast podejmować merytoryczne negocjacje, Polska odrzuca propozycje Unii w całości. I kurczowo trzyma się warunku, że na daleko idącą redukcję CO2 zgodzi się tylko wtedy, jeśli podejmą się tego także najwięksi emitenci - mówi Tobiasz Adamczewski, ekspert ds. klimatu i energii organizacji ekologicznej WWF. A taki warunek na razie jest mało realny, bo Chiny czy USA bardziej dbają o wzrost gospodarczy niż o redukcję ocieplenia.

Polska broni się, że musi odrzucić pomysł ostrej redukcji CO2, bo na tak ekologiczną postawę nas nie stać. A jeśli zgodzimy się na to, wszyscy odczują to w znacznie wyższych rachunkach za prąd.

- Niekoniecznie, bo na redukcji CO2 Polska może zarabiać, sprzedając prawa do emisji dwutlenku węgla - argumentuje ekspert WWF. - Ale tego nikt nam nie tłumaczy. Jesteśmy w sytuacji, gdy MSZ wydaje publiczne pieniądze na lobbing w Brukseli, a nie chce rozmawiać o swoich planach w kraju, w bezpośredniej debacie z obywatelami i organizacjami pozarządowymi - dodaje Adamczewski.

Na razie rząd próbuje przekonać Polaków do budowy pierwszej elektrowni atomowej. Na kampanię promującą tę inwestycję przeznaczono już 18 mln zł. Ale z marnym efektem, bo od 2009 r. poparcie dla atomówki zmalało wśród Polaków aż o 15 proc. (obecnie jest ok. 35 proc. entuzjastów tej inwestycji). Czy podobnie będzie z PR-ową kampanią w sprawie klimatu?

Zobacz więcej na temat:

  • Podziel się