Moja Dania nie jest ładna

Aneta Szeliga
26.10.2011 20:00
Kopenhaga z książki Jonasa T. Bengtssona nie przypomina tej z przewodników. Jest mroczna, brudna, pod pomnikiem Andersena nie spotykają się spacerowicze tylko dilerzy. A bohaterowie zawsze mają pod górkę... Mimo to ?Submarino? wciąga
O bohaterach z marginesu, filmach Kieślowskiego i książkowym montażu z Jonasem T. Bengtssonem rozmawia Aneta Szeliga

Tytuł twojej powieści - "Submarino" - oznacza metodę tortur polegającą na podtapianiu. Gdy czytałam tę książkę, też czułam się, jak by mnie ktoś torturował.

Ja czułem się podobnie, pisząc. Wiedziałem, że to rodzaj powieści, którą muszę skończyć szybko, bo z ludźmi, których opisuję, nie mógłbym dłużej wytrzymać. To było jak trzymanie głowy pod wodą.

Na bohaterów wybrałeś dwóch braci. Nick wychodzi z więzienia, w którym siedział za ciężkie pobicie, jego brat jest uzależnionym od narkotyków samotnym ojcem. Obaj mają za sobą traumę dzieciństwa z matką alkoholiczką. Która z tych postaci była dla ciebie trudniejsza?

Obie były ekstremalne, ale z innych powodów. Nick - bo jego życie było pozbawione celu i motywacji, przynajmniej na początku. Trudno jest pisać o kimś takim. Jego brat - bo niedawno sam zostałem ojcem. Chciałem, żeby był dobry, postępował właściwie, żeby był szczęśliwy, i żeby jego synek był szczęśliwy. A jednocześnie wiedziałem, że nie ma na to za dużych szans.

Od pierwszego zdania ma się wrażenie, że ta historia nie skończy się dobrze. Tragiczny finał jest przewidywalny od początku, jak w tragedii greckiej.

Chciałem napisać powieść o ludziach, którzy naprawdę zmagają się z życiem. Zastanawiałem się, gdzie mogę ich znaleźć. W Danii, a w Kopenhadze w szczególności, ludziom chodzi o komfort. Pragną mieć wygodny samochód, dobrą pracę, najnowszy telewizor. Chciałem opisać ludzi, którzy nie są częścią tej "komfortowej" Danii. Którzy nie wybierają pomiędzy lepszymi wakacjami a nowym samochodem, tylko między życiem a śmiercią. Okazało się, że są tuż obok, po sąsiedzku.

Do tej pory Dania kojarzyła mi się bajkowo, z Andersenem. Czy chciałeś odczarować swój kraj?

Opisałem część społeczeństwa, o której nikt nie chce mówić, ale wszyscy wiedzą, że ona jest. Ale moja książka nie jest krytyką społeczną. Jest o byciu człowiekiem. Kiedy piszę o ekstremalnych sytuacjach, mogę podkreślić, uwypuklić problemy, z którymi wszyscy się borykamy. Te postaci tak naprawdę nie różnią się bardzo ode mnie czy ciebie. Zostały włożone w inne sytuacje, z którymi próbują sobie poradzić. Ale to nie są źli ludzie.

Ale może są zdeterminowani przez traumatyczne dzieciństwo?

Kilka lat temu bym się z tobą zgodził. Ale teraz uważam, że to od człowieka zależy, czy uda mu się wyrwać ze złej sytuacji, czy nie. Nick na końcu traci rękę, ale jednocześnie coś zyskuje. Przynajmniej mam taką nadzieję. Kiedy wszystko się wali, kiedy nie może być już gorzej, musi być tylko lepiej.

Te postaci z marginesu są u ciebie bardzo wiarygodne.

Wiem, wiem, ale od razu odpowiem: nie jestem alkoholikiem czy ćpunem. Od 6 lat jestem pełnoetatowym pisarzem. Ale pewne aspekty z mojej biografii umieściłem w tej książce. Bezcelowość, z którą boryka się Nick, więź między ojcem a synem... Pisałem "Submarino", kiedy mój syn był mały i rozpadało się moje małżeństwo.

Mówiąc o uciętej ręce. czy to świadome nawiązanie do takich filmów jak "Requiem dla snu" czy "Trainspotting"?

Uwielbiam oba, ale jeśli chcesz pisać o ludziach uzależnionych od narkotyków, musisz odłożyć na bok wszystko, co obejrzałeś i przeczytałeś na ten temat. Zresztą, one mogłyby wpłynąć na mnie jako na 20-latka, ale pisząc tę książkę miałem już 30. I znacznie większy wpływ miał na mnie np. "Dekalog" Kieślowskiego. Zwłaszcza "Krótki film o zabijaniu". Ekstremalny realizm połączony z czystą sztuką.

A literackie inspiracje? Twoją książkę porównuje się do "Fight Clubu" Chucka Palahniuka.

Uwielbiam go, zwłaszcza jego wczesne powieści. Ale one nie miały na mnie takiego wpływu jak np. proza P.O. Enquista czy węgierskiej pisarki Agoty Kristof, która zmarła latem tego roku. Preferuję książki krótsze, niż sam piszę.

A co myślisz o filmie Thomasa Vintenberga, który powstał na podstawie twojej powieści?

Podobał mi się. Oczywiście są różnice między filmem a książką, ale to, co najważniejsze, zostało zachowane. Moja następna książka też prawdopodobnie zostanie sfilmowana. Większość ludzi nie czyta, więc to ma sens (śmiech).

Piszesz w bardzo filmowy sposób.

Interesuje mnie teoria montażu. Ujęcie twarzy kobiety i talerza zupy - dostajemy przekaz, że kobieta jest głodna. Ujęcie tej samej twarzy zestawione np. z ujęciem żołnierza opowiada zupełnie inną historię. Pomyślałem sobie, że chciałbym przenieść tę technikę do mojej prozy. Nie wyjaśniam, co się stało. Czytelnik sam musi to odczytać na podstawie obrazów, które mu podsunę.