Ile trzeba zapłacić za lekarza bez kolejki?

26.10.2011 22:00
Jeśli dodatkowe ubezpieczenia wykupi co dziesiąty z nas, będziemy krócej czekać na wizytę u specjalisty - twierdzi przedstawiciel Polskiej Izby Ubezpieczeń
Nawet dwa miliony Polaków posiadających prywatne pakiety medyczne będą musiały zapłacić od nich podatek - wynika z poniedziałkowej decyzji izby finansowej Naczelnego Sądu Administracyjnego. Polska jest europejskim fenomenem pod względem popularności takich abonamentów. Tylko w Rumunii pacjenci korzystają z nich równie często. Jednak pakiety nie gwarantują dostępu do leczenia w szpitalach. To miałyby zmienić dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, które od kilku zapowiada minister zdrowia Ewa Kopacz. Projekt ustawy jest gotowy, ale do tej pory prace nad nimi nie ruszyły. Zachętą do tego, by pacjenci chcieli wykupić dodatkowe ubezpieczenia, był pomysł odliczenia ich od podatku. Tyle że w czasach kryzysu minister finansów nie chce się na to zgodzić. Za szybszy dostęp do leczenia trzeba więc będzie zapłacić podatek. O to, czy bez dodatkowej zachęty będziemy gotowi kupić dodatkowe ubezpieczenie i co nam ono da, pytamy Marcina Tarczyńskiego, analityka Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Anita Karwowska: - Oprócz obowiązkowej składki do NFZ coraz więcej Polaków wykupuje abonamenty medyczne. Następnym krokiem do uniezależnienia się od kolejek do lekarza mają być dodatkowe ubezpieczenia. Czym różnią się od abonamentów?

Marcin Tarczyński, analityk Polskiej Izby Ubezpieczeń: - Najczęściej to pracodawcy wykupują pakiety medyczne dla swoich pracowników. Chociaż rocznie z własnej kieszeni wydajemy na porady medyczne i leki 30 mld zł, to na prywatne ubezpieczenia idzie zaledwie około180 mln zł. Zdecydowało się na nie zaledwie 450 tys. osób, przy czym nie wszystkie ubezpieczenia zdrowotne obejmują możliwość leczenia szpitalnego.

Dzięki pakietom medycznym mamy teoretycznie łatwy dostęp do lekarzy pierwszego kontaktu i specjalistów. W abonamentach pacjent zwykle korzysta z określonej sieci placówek należących do firmy abonamentowej i ze względu na wspomnianą popularność abonamentów musi się także zmierzyć z coraz dłuższym okresem oczekiwania na wizytę. Różnica w stosunku do publicznej opieki zdrowotnej polega na tym, że nie potrzebuje skierowania. Ubezpieczenia idą krok dalej - dają dostęp do szerszej, kontraktowanej pod potrzeby klientów sieci placówek medycznych, mogą gwarantować leczenie w szpitalu i inne usługi medyczne - jednym słowem kompleksową ochronę zdrowia. Gwarantują także czas, w jakim pacjent ma być przejęty na zabieg czy też do lekarza.

- Jeśli wejdzie ustawa o dodatkowym ubezpieczeniu, to dzięki niemu będziemy mieć dostęp do szpitali prywatnych czy też szybszy do tych publicznych?

- Większość szpitali w Polsce to szpitale publiczne. Ale towarzystwo ubezpieczeniowe, które będzie sprzedawać pacjentowi ubezpieczenie, nie będzie kierowało się tym, czy szpital jest prywatny, czy publiczny, ale czy jest dobry. Dzięki ustawie ma rozwiązać się podstawowy problem pacjentów w Polsce - brak dostępności do leczenia. Dziś, niestety, chociaż każdy ubezpieczony w NFZ dostaje prawo do leczenia, to jest problem z wyegzekwowaniem tego prawa. Chory, którego lekarz wysyła np. na operację zaćmy, musi czekać na zabieg pół roku lub dłużej. Dzięki dodatkowym ubezpieczeniom wielomiesięczne kolejki do zabiegów zostaną ograniczone, bo szpitale popołudniami będą mogły przyjmować pacjentów spoza NFZ - w ramach wspomnianego ubezpieczenia.

- Opodatkowanie abonamentów medycznych może zniechęcić część osób do korzystania z nich. Z kolei dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne bez np. ulg podatkowych, również może być mało atrakcyjne.

- Czasy mamy trudne, a o uldze lub jej braku decyduje Ministerstwo Finansów. Ulga mogłaby być zachętą dla tych, którzy choć płacą obowiązkową składkę do NFZ, to są gotowi wydać więcej, by lepiej dbać o swoje zdrowie. Zwolnienie podatkowe nie jest warunkiem koniecznym rozwoju ubezpieczeń. Wystarczy przygotować dobre prawo.

- Ile zapłacimy za to, by nie stać w kolejkach po pomoc medyczną?

- Cena jest sprawą kluczową. Bez sensu jest tworzenie ubezpieczeń, które nie będą masowe.

Jeśli zdecyduje się na nie choć 10-15 proc. Polaków, to będzie już bardzo dobrze. Bo im więcej osób z ubezpieczeniem, tym więcej pieniędzy na leczenie. A polisy będą wtedy tańsze, bo wymusi to konkurencja.

- Ale o jakich kwotach mówimy?

- Trudno powiedzieć. Ale dzisiaj można już kupić szpitalne ubezpieczenie za ok. 100 zł miesięcznie. Wszyscy zdają sobie sprawę, że nie może być to wysoka kwota, bo wtedy zdecydują się na nieliczni.

- Ale cena będzie uzależniona od wieku i stanu zdrowia pacjenta?

- To zależy zarówno od zapisów ustawy, jak i samej umowy ubezpieczenia. Dlatego dobrze, że w projekcie ustawy znalazł się zapis pozwalający na polisy grupowe, np. dla pracowników. Są zdecydowanie tańsze. To dobre rozwiązanie np. dla osób częściej chorujących, bo w takiej wersji ryzyko rozkłada się na całą grupę. Już dzisiaj z tych 450 tys. posiadaczy prywatnego ubezpieczenia 400 tys. osób ma właśnie grupowe polisy.

- Kiedy wejdą w życie dodatkowe ubezpieczania?

- Musimy poczekać na decyzję Ministerstwa Zdrowia, które deklaruje, że ustawa jest już gotowa i będzie jedną z pierwszych w nowym Sejmie. Bez reform sytuacja w opiece zdrowotnej będzie się pogarszać.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl