Zeusie, widzisz i nie grzmisz

Mariusz Jałoszewski
02.11.2011 19:40
Nad Polskę i Europę znowu nadciąga widmo ostrego kryzysu. Wszystko przez małą Grecję, która zamiast zaciskać pasa, nagle postawiła się światu
W przeddzień szczytu najbogatszych państw G20 szefowie instytucji unijnych oraz kanclerz Niemiec i prezydent Francji wezwali na dywanik premiera Grecji. Jeorjos Papandreu już po wynegocjowaniu 10 dni temu pakietu ratunkowego, zapowiedział referendum w sprawie kolejnych oszczędności.

Zmęczeni reformami Grecy mogą odrzucić cięcia. Bez nich kraj nie dostanie już żadnej pomocy. Jest winny 355 mld euro i ktoś tę górę pieniędzy musi wpisać w straty. Bankructwa banków mogą wywołać panikę i kłopoty w kolejnych mocno zadłużonych krajach, jak Portugalia czy Włochy. A potem co? Chaos? Rozpad Unii?

Co więc czeka Polskę i Europę? Prognozuje prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów.

Scenariusz pierwszy. Grecja sama wychodzi ze strefy euro. Swoje długi zostawia w bankach, głównie niemieckich i francuskich. Te tracą, ale dają sobie radę, bo mają rezerwy oraz mogą liczyć na pomoc państwa (polskie banki są bezpieczne, nie mają greckich obligacji). Przez jakiś czas szaleje kurs euro i złotówki, ale potem sytuacja się uspokaja. Grecy znów mają drachmę. Dzięki taniej walucie są tanie wakacje, oliwki i ser feta. Przyjeżdżają turyści, zarabia eksport. Ale dług nie zniknął, a z powodu słabej drachmy ciągle rośnie. Kraj traci dopływ kredytów, bo żaden bank nie da pieniędzy. Grecja bankrutuje, padają firmy, gospodarka kurczy się o połowę, ludzie nie mają pracy, emerytur, krajowi grozi chaos. Dla Grecji byłoby lepiej, żeby dogadała się z UE w sprawie wyjścia ze strefy euro. Wtedy bankructwo będzie kontrolowane, a Europa nie zostawi jej na pastwę losu.

Scenariusz drugi. Grecja przyjmuje pomoc - tak jak uzgodniono to tydzień temu - zaciska pasa, jej gospodarka kurczy się o 15-20 proc., ale za kilka lat kraj zacznie wychodzić na prostą. Wszyscy oddychają, Polacy też, bo mają kraj na spokojne wczasy oraz bardziej stabilne raty kredytów we frankach i euro. Przybywa miejsc pracy, bo firmy chętniej inwestują, a kredyty są bardziej dostępne.

Scenariusz trzeci. Grecja stawia kolejne żądania, nie wprowadza oszczędności, kombinuje, jak wykiwać Unię. Wszyscy na tym tracą. Europa żyje w niepewności, gospodarka zwalnia, w Polsce powoli rośnie PKB, nie widać nowych miejsc pracy i podwyżek pensji. Wpadamy w marazm.

Zdaniem prof. Gomułki lepiej byłoby, gdyby Grecy przyjęli pomoc i oszczędzali. - Ale tylko wtedy, jeśli są odpowiedzialni. Jeśli mają kombinować, to dla wszystkich będzie lepiej, jeśli opuszczą strefę euro i zbankrutują - podkreśla ekonomista.

Dionisios Sturis, dziennikarz radia Tok FM, mający rodzinę w Grecji
Strasząc referendum, premier Grecji może naciskać na Unię, żeby umorzyła nie połowę, ale np. 70 proc. długów. Może też grać na popularność, bo traci nie tylko w oczach społeczeństwa, ale i swojej partii. Uważają go za marionetkę w UE, bo decyzje zapadają nie w Atenach, tylko w Brukseli i Berlinie. Jeśli Grecy w referendum zgodziliby się na dalsze oszczędności, to wzmocni to pozycję premiera, który będzie miał poparcie dla reform. Ale zanim dojdzie do referendum, może upaść rząd, bo w piątek będzie głosowane votum zaufania.
Grecy nie buntują się mocno przeciwko oszczędnościom. Już obniżono emerytury, obcięto pensje w budżetówce, zlikwidowano tzw. trzynastki i czternastki, ulgi dla bogatych oraz podniesiono i wprowadzono nowe podatki. Może nadal i tak mają więcej niż w Polsce, ale jednak ponieśli spore wyrzeczenia. Grecy boją się, że teraz ich firmy, lotniska, porty wykupią za grosze Niemcy, Chińczycy, że ludzie będą tracić pracę, a kraj suwerenność.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl