Kto pali i pije, ten w kryzysie żyje

Michał Stangret
08.11.2011 19:51
Kryzys gospodarczy i brak pracy według ekonomistów powodują, że chętniej sięgamy po alkohol, kawę czy papierosy. Tyle że u nas popyt na używki zamiast rosnąć, spada
Studenci ekonomii już na początku studiów uczą się, że w czasach poważnego kryzysu wzrasta konsumpcja używek, jak alkohol, czy papierosy. Paradoks? - Mechanizm tego zjawiska jest prosty: jest nam źle, to szukamy zapomnienia. Doświadczając dużych stresów związanych np. z utratą pracy, czy spadkiem dochodów, chcemy odreagować - tłumaczy dr Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Dodaje, że wzrost popytu na używki obserwujemy w okresach, gdy ludzi ogarnia ogólny pesymizm i strach o jutro.

Też tak to powinno być dziś, bo światowa gospodarka chwieje się na nogach, ekonomiści wieszczą, że będzie jeszcze gorzej, a politycy straszą nawet, że niepokój może się przerodzić w wojnę.

Tyle że Polacy z tego powodu wcale nie zaciągają się częściej dymkiem. Choć na papierosy oficjalnie wydajemy nieco więcej niż w zeszłym roku (ok. 22 mld zł wg Euromonitor International.), to jednak nie oznacza, że kupujemy ich więcej. W rzeczywistości sklepy sprzedają dziś ok. 5-6 proc. mniej tytoniu niż rok temu (wzrost wartości sprzedaży to efekt wzrostów cen). Podobnie jest z inną popularną używką, kawą. Choć rzuciliśmy się na ekspresy ciśnieniowe (w ciągu roku ich sprzedaż wzrosła o jedną trzecią), to jednak najczęściej jest to chyba mało używany prezent z okazji parapetówki, czy ślubu.

Jak szacują sprzedawcy, samej kawy kupujemy ok. 4 proc. mniej niż przed rokiem, choć w czasie kryzysu powinniśmy wypijać jej hektolitry. Socjologowie ukuli na to zjawisko termin "efekt filiżanki" - gdy boimy się zwolnienia, chcemy być w pracy bardziej skoncentrowani, wydajni i pijemy kawę za kawą, by nie zostać ofiarą redukcji.

Oszczędniej sięgamy też po trunki. Sprzedaż wódek w Polsce może być w tym roku aż o 5 proc. niższa niż rok temu (to prognoza Williama Carey'a, prezesa giełdowej spółki CEDC). Odpuściliśmy sobie też piwo. Choć jeszcze dwa-trzy lata temu Polak wypijał wg Euromonitor International ok. 90 l złotego trunku, dziś to nieco ponad 80 l.

Rośnie i to mocno, bo aż o 30 proc., sprzedaż whisky. Eksperci tłumaczą to jednak zachłyśnięciem się młodych zamożnych mieszczuchów modą na "picie na bogato". Jest więc ten kryzys czy go nie ma?

- Może Polacy nie odczuwają jeszcze prawdziwego kryzysu? - zastanawia się Wiktor Wojciechowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju. - Możliwa jest też sytuacja odwrotna. Jest tak źle, że nawet nałogowcy zdecydowali się oszczędzać na używkach.

Bohdan Wyżnikiewicz upiera się zaś, że kryzys wciąż jest wirtualny. - Przeciętny Polak wie, że on gdzieś jest, ale gdyby miał powiedzieć, czy go odczuwa, to ma problem - tłumaczy.

- Jesteśmy odważnym narodem, a nasza ułańska fantazja powoduje, że nie przywiązujemy wagi do rzeczy, których jeszcze nie ma. Oby tak dalej, bo to bardzo zdrowe dla naszej psychiki - ocenia prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Dodaje, że nasz obecny optymizm może po części wynikać z powyborczego entuzjazmu. - Być może gdy sytuacja gospodarcza się pogorszy, jak w Grecji, to sięgniemy po używki, czyli środki powodujące redukcję napięcia w sposób szybki i skuteczny.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl