Praca fizyczna ok. Ale za dobrą pensję

Anita Karwowska
11.03.2012 21:13
O połowę więcej pracowników zza wschodniej granicy niż przed rokiem przyjedzie do pracy na wakacje. Polacy nie kwapią się do ciężkiej pracy w rolnictwie za dwa do trzech tysięcy złotych. Od studentów UW usłyszeliśmy: na taką pracę zdecydują się jeśli niczego lepszego nie znajdą w mieście albo nie wypali wyjazd do pracy za granicą
Najbliższe wakacje mogą być rekordowe pod względem liczby pracowników fizycznych, jakich na plantacje i budowy ściągną za wschodniej granicy polscy pracodawcy.

Jak wyliczyła rekrutująca cudzoziemców agencja East West Link, firmy zgłosiły na ten rok niemal o połowę większe zapotrzebowanie na pracowników ze Wschodu (do urzędów pracy trafiło ok. 260 tys. oświadczeń o planach zatrudnienia cudzoziemców). Dlaczego? Bo zdaniem ekspertów są tańsi i cieszą się z pracy, na którą Polacy kręcą nosem.

Plantatorzy truskawek mówią, że najbardziej pracowici zbieracze zarabiają ok. 150 zł dziennie (trzeba zebrać sto dwukilogramowych opakowań). Owoce zbierają zwykle cudzoziemcy, mieszkańcy z okolicy i młodzież. Za miesiąc ciężkiej pracy (zwykle kilkadziesiąt kilometrów od miasta, trzeba dojechać na własną rękę) można zarobić 2-3 tys. zł.

Student szuka pracy

Czy taką ofertą zainteresowani byliby studenci z doborowych polskich uczelni? Pracy nie ma niemal co czwarty Polak w wieku 15-24 lata, czyli 1,25 mln osób. Według opublikowanego kilka dni temu raportu serwisu StudentsWatch.pl połowa studentów pracuje, a trzy czwarte (również mający zajęcie) szuka pracy. Za granicą chciałby pracować zaledwie co 10.

Nie mają wygórowanych oczekiwań:
- za niezbyt obciążającą pracę mogliby zarabiać do 2 tys. zł miesięcznie;
- praca nie musi mieć związku z kierunkiem studiów;
- etat może pojawić się dopiero po dyplomie, gdy zaczepią się gdzieś na dłużej.

- Młodzi pracują od początku studiów, chcą przede wszystkim na własnej skórze przekonać się, jakie zasady rządzą rynkiem pracy. Według takiego modelu od lat wchodzą w dorosłość młodzi ludzie w najbogatszych krajach, np. Niemczech czy Stanach Zjednoczonych - mówi prof. Mieczysław Kabaj, ekspert z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.

Polacy nie szanują pracy fizycznej

Od studentów UW usłyszałam, że wykształceni, starsi Polacy nie szanują ciężkiej fizycznej pracy.

- Od kilku lat co wakacje pracuję w Ameryce na złomowisku. Gdy w roboczym stroju wchodzę w czasie przerwy do sklepu, jestem traktowany z takim samym szacunkiem jak każdy inny klient. W Polsce na robotników patrzy się z wyższością - mówi 23-latek, student prawa, który w czasie roku akademickiego praktykuje w kancelarii prawnej (dlatego nie chciał podawać nazwiska).

- Dlaczego pani nas o to w ogóle pyta? Czy sądzi pani, że praca na polu hańbi? - mówi jego kolega z roku, który w wakacje dorabiał przy zbieraniu owoców w sadach.

- Dziś każdy student pracuje, również przy pustakach na budowie, czy ze słuchawką na call centre - dodaje Dawid Dzik, student IV roku prawa, który od lat tak właśnie dorabia w czasie studiów.

Rozmawiałam ze studentami prawa, politologii, polonistyki. Żaden nie pracuje w zawodzie. Ich zdaniem w stolicy z pracą dla młodych nie ma problemu - wystarczy rzucić okiem na portale z ogłoszeniami. W większości to zlecenia, czasem bez umowy.

Większość przyznaje, że przyjęłaby pracę na plantacji. Zawsze jednak z zastrzeżeniem, że to harówka, więc za miesiąc intensywnego zbierania chcieliby 3 tys. zł. Inaczej woleliby zbierać winogrona we Francji albo truskawki w Norwegii.

Czy pracowałbym na polskiej plantacji truskawek?

Irmina Piesio, V rok polonistyki
- Dziś nie pracują tylko ci studenci, którzy nie chcą pracować. Praca jest, schody zaczynają się, gdy szukamy zajęcia zgodnego z wykształceniem i na stałą umowę. Mogłabym pracować na plantacji, choć wyobrażam sobie, że to ciężka praca. To byłby raczej ostateczny wybór. Pracuję kilkanaście dni w miesiącu w herbaciarni: osiem zł plus napiwki.

Piotr Olesiński, V rok polonistyki
- Od kilku lat pracuję w Ikei, ale mam też inne opcje: student polonistyki może dorobić np. przy redagowaniu tekstów. Mam wielu znajomych, którzy decydują się na ciężką pracę fizyczną w wakacje, głównie za granicą. W Polsce za ciężką pracę fizyczną chciałbym co najmniej trzy tysiące złotych na rękę.

Zosia Połecka, I rok politologii
- Pracuję w sklepie odzieżowym. Za godzinę 9-10 zł, niedługo przejdę na etat. W Warszawie można zarobić więcej - koleżanki pracujące np. na recepcji dostają 16 zł za godzinę. Na razie praca to dla mnie jedynie źródło dochodów na drobne wydatki. Nie chcę obciążać mamy. Na plantacji wolałabym nie pracować. W Polsce za tak ciężką pracę (w kucki, w słońcu) płacą mniej niż na Zachodzie. Jeśli już to wyjechałabym na truskawki za granicę.

Monika Niechciał, I rok politologii
- W wakacje znajomi zarabiali na plantacjach za granicą (7-8 euro za godzinę). Ja również mogłabym tam pracować, ale nie chciałabym, aby zajęło mi to całe wakacje. Od II roku studiów powinnam dbać o doświadczenie zawodowe związane ze studiami, bo potem nie znajdę dobrej pracy.

Daniel Bracanovic, IV rok prawa
- W wakacje trochę odpoczywam, a trochę pracuję. Praktyki dla studentów prawa są bezpłatne, jeśli potrzebowałbym pieniędzy, mógłbym na kilka tygodni pracować na plantacji czy na budowie. To żadna ujma. Najważniejsze, aby uczyć się pracy i zarabiania na siebie.

Przeczytaj także:

Dlaczego pracodawcy nie odpowiadają na CV i nie szanują kandydatów?

Na dziwnych pomysłach też można zarobić. Przegląd najdziwniejszych

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl