Krzyżówka, koc i szampan, czyli jak wygląda działkowe życie

Zofia Knittel
17.03.2014 14:07
W ogródkach w al. Sobieskiego w Warszawie sezon już rozpoczęty. W ruch poszły grabie, motyki, w ziemi tkwią pierwsze sadzonki. Ale ruch trwa tu cały rok, nawet gdy nic nie rośnie. Na najbardziej ambitnych działkowców co roku czekają medale
Pani Krystyna przyjeżdża na działkę razem z mężem od ponad 15 lat. - Co drugi dzień przynajmniej, bo trzeba nakarmić koty - tłumaczy. - A w zeszłym roku malowaliśmy domek. I w środku, i na zewnątrz. Najtrudniej było po tej stronie, gdzie rośnie bluszcz. Trzeba go było ściąć. Teraz wystarczy posprzątać i wywietrzyć - opowiada.

Sama przyznaje, że ogródki są trochę zaniedbane. - Młodzi nie mają czasu, a starsi są schorowani. Ale pokażę pani taki, który dostał nagrodę - pani Krystyna prowadzi mnie alejką do posesji pełnej owocowych drzewek, z drewnianym domkiem i dużą altanką.

Rzeczywiście działka jest bardzo zadbana, a gdy zakwitną kwiaty, będzie naprawdę imponująca. Gospodaruje na niej pan Janusz Fudała, medalowy rekordzista. - Mam złoty, srebrny i brązowy medal. Nikt tyle nie ma - chwali się. Przyznaje je działkowiczom specjalna komisja. - Po złoty jechałem aż do Radomia. Uzbierałem 140 punktów, a trzeba było spełnić wiele wymogów, na przykład konieczne są budki dla ptaków. U mnie jest też kompostownik, suszarnia. - pokazuje wokół. Oprócz medalu dostał dyplom i robot kuchenny.

Na działce jest codziennie. - Bo kto inny ptaki nakarmi? W tym roku sikorki zjadły 17,5 kg słonecznika i 2 kg słoniny. Do tego ze dwie bułki dziennie, głównie dla gołębi - opowiada.

W ogródku pracuje od ponad tygodnia. - Drzewka pobielone, trawa wyszczotkowana. Cztery worki suchej trawy wygrabiłem, bo to trzeba robić. Ja to nazywam obozem pracy za własne pieniądze - uśmiecha się działkowiec.

W ogródku ma m.in. fasolkę, śliwy, wiśnie, czereśnie i dużo kwiatów. Domek działkowy sam rozbudował. Jest cały z boazerii, więc wietrzenie wystarcza, by pozbyć się nieprzyjemnego zapachu po zimie.

Zresztą pan Janusz częściej niż w domu siedzi pod obrośniętą winogronem altanką. - A jak pada deszcz pije się winko, szampana. Przychodzą znajomi. Nawet 20 osób się tu zmieści - mówi.

Pani Krystyna czasem sobie obiecuje, że przyjedzie na działkę i nic nie będzie robić. - Tylko leżak, kocyk i krzyżówka. Ale siedzę 30 minut i już mnie ciągnie w oleandry - śmieje się. W zeszłym roku byłam niepocieszona, bo z wnukiem siedziałam i nie mogłam być na działce - dodaje.

Na zakończenie wizyty bierze od pana Janusza kilka irysów i prymulki. To początek sąsiedzkiej wymiany.

Więcej o: