Hanna Szymanderska - odeszła Wielka Polska Matka Karmiąca

Igor Nazaruk
22.09.2014 16:21
Zostawiła miliony przepisów i kilkadziesiąt książek kulinarnych w milionowych nakładach. - Najlepszymi kucharzami w Polsce są baby z kół gospodyń wiejskich - mawiała tragicznie zmarła Hanna Szymanderska
Nie ma i długo nie będzie drugiej takiej autorki książek kulinarnych, chodzącej encyklopedii, skarbnicy anegdot i historii polskiej kuchni. Hanna Szymanderska - nazywana "Pierwszą Kucharką Rzeczypospolitej" - zginęła w niedzielny wieczór w wypadku samochodowym w okolicach Skarżyska-Kamiennej. Wraz z nią tragicznie zmarł Grzegorz Komendarek, kucharz i aktor. Wracali z IV Festiwalu Rosołu w małopolskim Łapanowie.

Szymanderska była bezkompromisowa, ostra jak brzytwa, lecz z wrodzoną życzliwością krytykowała indolencję kulinarną Polaków i ich zachwyt ulotnymi modami. Wkurzały ją popularne programy kulinarne, zamiast w telewizji wolała spotykać się z gospodyniami z kół gospodyń wiejskich, które uważała za najlepsze kucharki i przekaźniczki kulinarnej tradycji. Wyśmiewała cappuccino z grzybów czy carpaccio ze słoniny mówiąc, że skoro w duchu kuchni fusion wymyślamy nowe dania, to powinniśmy znajdować dla nich nowe nazwy.

Bawiły ją poematy w restauracyjnych kartach dań, zapoczątkowane przez Magdę Gessler, typu: "Mazurek z sandacza, otulony pierzynką ze szpinaku, ze śmietanowym kleksem, na spodzie z rukoli". Nie znosiła restauracji, które siliły się na staropolszczyznę nie wiedząc nic o historii. Krytykowała premiera Tuska, kiedy powiedział, że najlepsze truskawki są w Chorwacji. Powtarzała, że możemy liczyć tylko na siebie, politycy tylko w tym przeszkadzają. Nawoływała do buntu np. przeciwko unijnym dyrektywom w sprawie wędzenia.

Nie planowała być "piszącą kucharką". Wspominała, że kuchnią zaczęła się interesować po ślubie w 1967 r., kiedy pustki na półkach zmusiły ją do kulinarnych eksperymentów. Na jej pierwszej książce "200 potraw z warzyw" cenzura nie zostawiła suchej nitki. Książkę do druku dopuszczono dopiero w 1979 r., po licznych przeróbkach i wykreśleniu np. niedostępnej szynki czy śledzi, które uwielbiała bardziej niż kawior.

Nikt tak pięknie nie pisał o jedzeniu, choćby o banalnych przyprawach: "Przyprawy to takie specjały, które po części dla zdrowia, po części dla dobrego smaku dodajesz do potraw i leków. Muszą więc mieć przyjemną woń i smak, w ogóle posiadać gorącą, ulotną i duchową naturę, przydawać sokom i duchowi ludzkiemu życia i ruchu, pobudzać, rozcieńczać i rozdzielać". W swoich książkach i felietonach nie koncentrowała się tylko na przepisach i opisie produktów. Jak dobre dania "dosmaczała" je szczyptą anegdot, garścią zapomnianych historii, etnograficznych ciekawostek. Spędziła setki godzin w bibliotekach w Polsce i za granicą, gdzie wyszukiwała w pamiętnikach, dworskich inwentarzach, starych książkach zapiski utraconych smaków.

- Tragiczna śmierć Hanki Szymanderskiej to wielka wyrwa w matriarchalnej tradycji polskiej kuchni - mówi Maciej Nowak, krytyk kulinarny, teatralny, dziennikarz. - Od drugiej połowy XIX w. Polaków uczyły gotować autorki książek kucharskich: Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Marta Norkowska, Elżbieta Kiewnarska, Maria Monatowa, Maria Disslowa; "Wielkie Polskie Matki Karmiące". Hanna Szymanderska była godną kontynuatorką tej dynastii. Zostawiła po sobie kilkadziesiąt fascynujących książek z przepisami i opowieściami o polskiej kuchni. Odcisnęła na naszych obyczajach i gotowaniu ślad nie do zapomnienia. Jej 70-letnia podróż przez życie nie była błahym epizodem i w ostatniej chwili mogła westchnąć z satysfakcją: warto było. A nam powinno być żal przede wszystkim nas samych, że nie zajrzymy do następnej jej książki, że nie usłyszymy kolejnej porcji soczystych anegdot, że nie przywoła nas do porządku precyzyjnie złośliwą repliką - dodaje Maciej Nowak.

Z wielkim żalem żegnamy wspaniałą autorkę i człowieka

Zobacz także
  • Podziel się