Jak przychodnie zarabiają na mammografii

Anita Karwowska
13.10.2014
Rocznie jest do podziału miliard złotych na mammografię z krajowego programu profilaktycznego. Dlatego przychodnie walczą o pacjentki, by u nich robiły te badania
Polki po pięćdziesiątce dostają co dwa lata zaproszenie na bezpłatną mammografię. Ale do badania przekonują się z trudem. Gdy program profilaktyczny kilka lat temu startował, korzystała z niego jedna trzecia zapraszanych pacjentek. Dziś bada się 43 proc. W ciągu ostatnich czterech lat przebadało się 4,6 mln Polek. Nowotwór wykryto u 27 tys., a na dodatkowe badania z powodu podejrzenia nowotworu skierowano 200 tys. kobiet.

Na program idą duże pieniądze. Za przesiewowe mammografie NFZ wypłaca szpitalom i przychodniom ponad 1,1 mld zł rocznie. Dlatego ośrodki zabiegają o pacjentki. - Właśnie mijają dwa lata od ostatniego badania. Już dostałam wysłane pocztą zaproszenie sygnowane przez Ministerstwo Zdrowia z listą placówek, gdzie mogę się zbadać. W tym samym czasie kilka przychodni zaprosiło mnie telefonicznie na to badanie. Gdy wybrałam już ośrodek i poinformowałam o tym kolejną przychodnię, usłyszałam westchnienie: konkurencja nas ubiegła - opowiada 63-letnia Hanna. Jolanta Kotowska, dyrektorka Wojewódzkiego Ośrodka Koordynującego program przesiewowy we Wrocławiu tłumaczy, że w Polsce przybywa przychodni, które wyspecjalizowały się w mammografii. - Zainwestowały w drogi sprzęt, ściągnęły specjalistów. W programie profilaktycznym widzą nie tylko słuszną ideę, ale także dobry biznes - mówi. Przyznaje, że także we Wrocławiu przychodnie zapraszają na badania, uprzedzając wysyłane przez WOK zaproszenia (na które rocznie NFZ wydaje ponad 8 mln zł). Ośrodki ostro walczą o pacjentki, bo choć wzrosła konkurencja, to od lat za jedno badanie NFZ płaci ok. 84 zł. O pacjentki muszą zabiegać tym bardziej, że coraz więcej z nich pyta, czy mammografia ma sens i czy jest bezpieczna.

Wiosną tego roku kanadyjscy naukowcy ogłosili, że systematyczne poddawanie się tym badaniom nie przynosi większych korzyści zdrowotnych niż rutynowe badanie piersi zrobione przez lekarza albo pielęgniarkę. Doszli do takich wniosków po prześledzeniu historii zdrowotnych 90 tys. kobiet badających piersi kobiet w ciągu 25 lat. Inni naukowcy argumentują, że badanie usypia czujność kobiety na inne objawy, które może dawać nowotwór. Niektóre kobiety wierzą też, że promienie rentgenowskie wykorzystywane w mammografii mogą uaktywnić proces nowotworowy.

Dr Jerzy Giermek z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej warszawskiego Centrum Onkologii: - Mammografia nie jest doskonałym badaniem, ale co lepszego zamiast niej można zastosować? Może USG piersi? - U starszych pacjentek, u których w piersiach przeważa tkanka tłuszczowa, lepiej sprawdza się mammografia. Poza tym jest ona w stanie wykryć niektóre zmiany, których nie widzi ultrasonograf. USG jest lepsze dla kobiet młodych, których piersi mają więcej tkanki gruczołowej - tłumaczy onkolog. Przyznaje jednak, że na bardzo dobrych aparatach USG bardzo doświadczony specjalista może uzyskać wyniki zbliżone do rentgenu. Jolanta Kotowska: - Badania przesiewowe raka piersi na całym świecie robi się w oparciu o mammografię. USG jest drugą metodą, z której zawsze korzysta się, gdy prześwietlenie pokazuje, że z piersią dzieje się coś niedobrego. - I odwrotnie. Jeśli USG niepokoi, robi się mammografię - dodaje dr Giermek. To może warto badać wszystkie kobiety obiema metodami? - Byłoby to bardzo drogie, trudne do zorganizowania, ale przede wszystkim medycznie nieuzasadnione. Lepiej traktować te badania jak do tej pory, jako uzupełniające się, gdy wynik wskazuje, że dzieje się coś złego - argumentuje onkolog. Co roku raka piersi wykrywa się u 15 tys. Polek. Co trzecia z nich umiera.



Nie można zrezygnować z mammografii na rzecz USG, te badania muszą się uzupełniać - twierdzą onkolodzy

Więcej o: