Gość. Horror w sam raz na wieczór duchów i seria samych zaskoczeń

Maja Staniszewska
30.10.2014 16:03
Kadr z filmu

Kadr z filmu "Gość"

John Carpenter byłby dumny - ma wiernych i całkiem utalentowanych uczniów, którzy za niewielkie pieniądze potrafią nakręcić zaskakujący film w sam raz na wieczór duchów. ?Gość? to seria samych pozytywnych zaskoczeń
Zaczyna się jak nieco naiwna, ale wzruszająca obyczajowa opowiastka z życia rodziny na amerykańskiej prowincji. Kończy w najlepszym duchu horrorów z lat 80. Może nieco się z nich naśmiewa, ale jednocześnie składa im hołd.

Kiedy na progu domu pogrążonej w żałobie po stracie najstarszego syna-żołnierza rodziny Petersonów staje jego przyjaciel z oddziału - mówiący łagodnym głosem, obdarzony szczerym niebieskim spojrzeniem David (Dan Stevens) - matka nie jest w stanie oprzeć się jego urokowi. Zaprasza przybysza do domu, sadza przy kuchennym stole i spija z jego ust opowieści o zmarłym Calebie. W końcu oferuje gościnę - w pokoju zmarłego. Jej pracująca na nocną zmianę 20-letnia córka Anna pozostaje sceptyczna, ale młodszy brat Caleba, Luke, cieszy się z namiastki starszego brata.

Nawet głowa rodziny, zapracowany, sfrustrowany i pojący stanowczo za dużo piwa Spencer szybko przekonuje się do gościa. A ten postanawia spełnić obietnicę, jaką dał umierającemu towarzyszowi broni, i zaopiekować się jego rodziną. Charyzma Davida działa na wszystkich, ale najbardziej na prześladowanego w szkole Luke'a. Gdy przybysz rozprawia się z jego dręczycielami, Luke jest już całkowicie kupiony. Ale Dave nie ogranicza się do opieki nad małym. Chce mieć wpływ także na Annę. A w końcu na całą rodzinę Petersonów. Tymczasem w Pentagonie pewien zasadniczy major dostaje informację o pojawieniu się Davida. Wyrusza z misją, by go zlikwidować. Jaką tajemnicę kryje były żołnierz?

Odwrót od obyczajowego filmu, który mógłby być równie dobrze całkiem poważną historią o tym, jak odnajdują się (a raczej nie odnajdują - patrz "Bracia" czy "The Hurt Locker. W pułapce wojny") w cywilnym świecie weterani wojen z Iraku i Afganistanu odbywa się w "Gościu" nagle. I przynosi zaskakująco dużo frajdy, której widz może się nawet przez moment wstydzić, ale film w końcu tak otwarcie zmienia ton, że nie pozostaje nic innego, jak rozsiąść się wygodniej i sięgnąć po kolejną porcję popcornu.

Pokazywany zimą na Sundance "Gość" zdążył już sobie zdobyć fanów. Spośród których sporą rzeszę stanowią kobiety zapatrzone z fascynacją w grającego główną rolę Dana Stevensa. Chyba niewiele z nich spodziewało się, że zdystansowany, do bólu szlachetny Matthew Crawley z serialu "Downtown Abbey" tak przekonująco wypadnie w roli czarnego charakteru. Stevens porzucił brytyjską powściągliwość i brytyjski akcent i poszedł na całość. Z korzyścią dla wszystkich. Także dla siebie.



Więcej o: