Ponad połowa rodziców po szkole wysyła dzieci na zajęcia dodatkowe. Nawet 300 zł miesięcznie wydają na lekcje angielskiego, szachy i pływanie

Alicja Bobrowicz
03.11.2014 18:31
Dzieci

Dzieci (fot. shutterstock)

- Moja córka niemal wszystkie popołudnia ma zajęte. A i tak kilka jej pomysłów na dodatkowe zajęcia odrzuciliśmy - opowiada Małgorzata, graficzka z Warszawy. Dziesięciolatka po lekcjach - IV klasa podstawówki - chodzi na zajęcia plastyczne do pobliskiego domu kultury, na język angielski i do szkółki pływackiej. Koszt: 600 zł miesięcznie
Artystyczne zacięcie dziewczynka odkryła w wakacje, angielski dodatkowy to dziś standard, a basen jest ważny dla zdrowia.

- Chciałaby jeszcze karate i szachy, ale nie ma czasu. Tym bardziej że około półtorej godziny zajmuje jej co dzień odrabianie lekcji. Mam wrażenie, że ona w szkole się nudzi, a dopiero popołudniami robi to, co ją interesuje - opowiada matka.

Według najnowszych badań CBOS już ponad połowa rodziców wysyła dzieci na płatne zajęcia dodatkowe. To rekord. Do tej pory w dokształcanie dzieci inwestowały głównie osoby z wyższym wykształceniem (stale ponad 80 proc. spośród nich to robi). Teraz ta moda zapanowała wśród rodziców ze średnim wykształceniem (54 proc. w tym roku, 45 proc. w ub.).

Najpopularniejsze są niezmiennie zajęcia z języka obcego, płaci za nie 35 proc. badanych (w ub. roku 28 proc.). To najwięcej od 1998 r. Co trzeci rodzic zamierza posłać dziecko na zajęcia sportowe, jak pływanie, gra w piłkę, tenis, sztuki walki lub jazda konna. Co piąty płaci za zajęcia artystyczne. Tyle samo osób pośle dziecko na korepetycje lub kurs przygotowawczy do egzaminów. To znaczny wzrost, bo w ub. roku dokształcanie deklarowało tylko 12 proc. rodziców.

Rodzice przeznaczą na ten cel średnio 296 zł miesięcznie na dziecko, 10 proc. więcej niż w ub. roku.

- Polskie dzieci z jednej szkoły idą do drugiej, właściwie non stop się uczą. Dotyczy to uczniów w każdym wieku, nie zauważyliśmy dużych różnic między kolejnymi etapami edukacji - mówi Barbara Badora z CBOS.

Dr Piotr Mikiewicz, socjolog edukacji z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu, statystyki łączy z upowszechnieniem wykształcenia w ogóle - połowa Polaków do 35. roku życia ma wyższe wykształcenie. - Żyjemy w społeczeństwie ryzyka. Uważamy, że trzeba się jak najlepiej zabezpieczyć przed niepewną przyszłością. Przekonanie, że sama szkoła nie wystarczy, jest powszechne, a zajęcia dodatkowe traktowane są jak inwestycja w dziecko - tłumaczy.

Niepewność wzmagają też zmiany w zasadach egzaminowania. W tym roku trudniej będzie np. na maturze ustnej z języka polskiego. Prezentację maturalną zastąpi odpowiedź na pytania wylosowane podczas egzaminu. - Trzeba będzie wykazać się wiedzą o literaturze, języku i Bóg wie, czym jeszcze. Większość uczniów ma wiedzę tak małą, że nie potrafi odpowiedzieć na proste pytania. Młodzież dobrze wie, że nic nie wie, dlatego szuka pomocy na korepetycjach - napisał na swoim blogu Dariusz Chętkowski, nauczyciel i publicysta z Łodzi.

- Rodzice niewiele wiedzą o tym, jak uczone są ich dzieci. Mówi się im o rankingach, zestawieniach, cyferkach i są przekonani, że o to właśnie muszą zabiegać. Tylko czy chcemy, żeby dzieci pracowały po 10 godzin dziennie? - komentuje Elżbieta Piotrowska-Gromniak, prezes Stowarzyszenia "Rodzice w Edukacji".

Badanie CBOS "Wydatki rodziców na edukację dzieci w roku szkolnym 2014/15", przeprowadzone w październiku br.

Więcej o: