Nowe prawo konsumenckie: mamy więcej praw podczas internetowych zakupów

Magda Kłodecka
21.12.2014 21:45
Zakupy przez internet

Zakupy przez internet (Fot. Wojciech Surdziel / AG)

Koniec z ukrytymi opłatami podczas zakupów internetowych, gigantycznymi kosztami wysyłki, czy zawieraniem umów podczas rozmów telefonicznych - już od 25 grudnia zaczyna obowiązywać prawo, która będzie lepiej chroniło klientów
Sprzedaż na odległość i poza lokalem przedsiębiorstwa, czyli na pokazach i w sieci, bo to główne kanały takich zakupów, stanowi znakomite pole do nadużyć. I sprzedawcy - zwykle jednak oni - często z tej możliwości korzystali, zwłaszcza na pokazach. Teraz, od 25 grudnia, klienci mają być znacznie lepiej chronieni. Co dla nas się zmieni?

- Na odstąpienie od umowy bez powodu klient ma - UWAGA! - 14 dni, podczas gdy do tej pory miał 10.

- 14 dni liczy się od dnia następnego po: * otrzymaniu rzeczy albo ostatniej partii zamówionych towarów; * podpisaniu umowy na usługi.

- UWAGA! Gdyby sprzedawca "zapomniał" powiedzieć klientowi o prawie do odstąpienia, może on zrezygnować w ciągu 12 miesięcy (do tej pory - trzech). Chyba, że sklep sobie przypomni i dośle taką podpowiedź; wtedy mamy 14 dni od momentu jej otrzymania.

- 14 dni do namysłu jest również w przypadku zawartej na odległość umowy dotyczącej usług finansowych (np. na kredyt konsumencki), a 30 dni - usług ubezpieczeniowych.

- Zawiadomić o rezygnacji najlepiej pisemnie lub mejlem; w tym drugim przypadku odbiorca musi to potwierdzić.

- Również w ciągu 14 dni od otrzymania takiej informacji sklep powinien oddać klientowi pieniądze, łącznie z kosztem dostawy (najtańszej opcji, jaka była do wyboru) - w taki sam sposób, w jaki wpłynęły, chyba, że strony ustalą inaczej. Sprzedawca może się wstrzymać z oddaniem nam pieniędzy do momentu, gdy zwracany towar lub potwierdzenie zwrotu do niego dotrze.

- Za samo odesłanie zamówionego towaru płaci klient. Albo sprzedawca jeżeli nie uprzedził klienta o tym, że to jego obowiązek lub ma taką wolę. Odesłać kupioną rzecz klient musi w ciągu 14 dni od rezygnacji.

- UWAGA! Gdyby klient tych 14 dni nie dotrzymał, umowa i tak zostaje rozwiązana, a on odpowiada tylko za ewentualne skutki tego opóźnienia.

- Termin zwrotu nie obowiązuje, jeśli sprzedawca zobligował się, że sam rzecz odbierze. Musi zaś to zrobić, jeżeli - UWAGA! - spełnione są łącznie trzy warunki: * umowę zawarto poza lokalem przedsiębiorstwa, czyli np. na pokazie; * rzecz dostarczono do mieszkania; * jest to przedmiot, którego raczej nie da się odesłać, idąc na pocztę, np. pralka.

- Wraz z odstąpieniem od takiej umowy wygasają też umowy z nią powiązane, w których podpisaniu pośredniczył sprzedawcę, np. ubezpieczenie. W dodatku zawiadomić o tym np. ubezpieczyciela musi właśnie sklep, nie kupujący.

- UWAGA! Klient może zapłacić coś w rodzaju kary za to, że przed odesłaniem korzystał z rzeczy w sposób nieodpowiedni. Co to znaczy "nieodpowiedni", mniej więcej da się ustalić - ma prawo sprawdzić rzecz tak, jak zrobiłby to w sklepie stacjonarnym. Ale jak oszacować wysokość opłaty, którą klient musiałby uiścić, już nie wiadomo. - Karnej opłaty nie będzie, gdy sklep nie poinformuje kupującego o prawie odstąpienia od umowy.

- Zamówioną rzecz sprzedawca ma dostarczyć niezwłocznie, a najpóźniej w ciągu 30 dni (chyba, że strony zgodziły się na inny termin). A razem z towarem - pozostałe elementy wyposażenia, instrukcję po polsku, gwarancję, jeśli jest itd. Jeżeli nie uda się tego dopilnować, klient może zrezygnować z zakupu i wybrać inny sklep.

- UWAGA! Koniec z wziętymi z sufitu opłatami za przesyłkę. Sprzedawca nie ma prawa żądać więcej, niż sam zapłacił np. na poczcie lub kurierowi. Do ceny może najwyżej doliczyć prowizję za płatność kartą, ale też taką, jaką sam zapłacił.

- To sprzedawca odpowiada za bezpieczny transport przesyłki. Jeżeli uważa, że blender może bezpiecznie dowieźć tylko kurier, nie powinien proponować poczty, a później tłumaczyć się, że "widziały gały, co brały". Chyba, że kupujący zażyczy sobie dostawcy, którego sam wybrał - wtedy odpowiada on.

- Sprzedawca internetowy nie ma prawa zaznaczać za klienta żadnych punktów mówiących o dodatkowych opłatach (np. przy kupnie biletu na samolot ubezpieczenia bagażu) - z których ten może zrezygnować, odznaczając. Jeśli tak było, klient może zażądać zwrotu tej opłaty.

- Musi też jednoznacznie pokazać klientowi, że i ile za zamówioną rzecz będzie musiał zapłacić. A więc - UWAGA! - koniec z ikoną "kupuję". Po 25 grudnia na stronie sklepu powinna się pojawić opcja "kupuję i muszę za to zapłacić" albo znaczący to samo inny napis (a do tego główne cechy zamówienia, okres obowiązywania umowy). Inaczej umowa jest niezawarta. Tak więc np. jeśli informacja o tym, że treści pobrane z internetu są płatne, która znajduje się tylko w regulaminie, nie jest dla klienta zobowiązująca.

- Podobnie: jeśli podana cena nie będzie ostateczna i sprzedawca "schowa" gdzieś pozostałe opłaty, klient nie ma obowiązku ich ponosić.

- Koniec także - UWAGA! - z umowami zawieranymi nieświadomie podczas rozmowy telefonicznej. Można przytakiwać do słuchawki do woli, a umowę i tak zawiera się dopiero po dostarczeniu na piśmie lub innym trwałym nośniku jej warunków oraz po podpisaniu dokumentów lub wysłaniu potwierdzenia np. e-mailem.

Więcej o: