Ludzie boją się korporacji. Protesty przeciwko umowie handlowej między UE A USA w całej Europie

Anita Karwowska
13.01.2015 19:37
Ponad milion Europejczyków protestuje przeciwko umowie handlowej między Unią Europejską i USA. Boją się, że po wejściu w życie traktatu ważniejsze od ich praw będą interesy amerykańskich korporacji
Pod petycją STOP TTIP, czyli umowie handlowej między Unią Europejską i USA (Transatlantyckiemu Partnerstwu w dziedzinie Handlu i Inwestycji) podpisało się do tej pory ponad 1,2 mln osób, w tym kilka tysięcy Polaków. Sygnatariusze domagają się, by unijni politycy zerwali rozmowy z Amerykanami i zarzucili pomysł połączenia sił dwóch najpotężniejszych gospodarek świata. Te już teraz codziennie robią ze sobą interesy warte 2,7 mld dol. - Ideą umowy jest, by Unia i Stany nie konkurowały ze sobą, ale z resztą świata - tłumaczy polska europarlamentarzystka Lidia Geringer de Oedenberg.

Negocjacje budzą wiele kontrowersji. Wspólnie protestuje przeciw nim ponad 300 organizacji pozarządowych w Europie. Alarmują, że politycy do głosu dopuszczają jedynie lobbystów reprezentujących interesy korporacji, a dla obywateli rozmowy są tajne. Politycy odpowiadają, że obowiązuje ich tajemnica handlowa.

Pozew za zakaz palenia?

To sceptyków nie przekonuje. Dopytują unijnych urzędników o sprawy, których boją się najbardziej. Czy amerykańskie filmy do reszty wyprą europejskie kino? Czy do sklepów trafi faszerowane hormonami mięso z USA? Czy za udostępnienie pliku z filmem lub muzyką w internecie będą grozić wielomilionowe kary, jak w USA?

Wiele wątpliwości budzą zapisy o tzw. arbitrażu. To mechanizm, który wprowadzałby finansową odpowiedzialność państwa wobec korporacji, która straciła spodziewane dochody z powodu podjętych przez państwo decyzji. O co chodzi, niedawno doskonale wyjaśnił na łamach "Guardiana" dziennikarz śledczy George Monbiot. - Już teraz na skutek umieszczenia takiego mechanizmu w mniejszych traktatach handlowych wielkie firmy rozpoczęły szereg procesów, których celem jest zablokowanie przepisów, które mogą pozbawić je w przyszłości zysków. Firma tytoniowa Philip Morris pozwała rządy Urugwaju i Australii za to, że próbują zniechęcić swoich obywateli do palenia papierosów. Szwedzka firma Vattenfall pozwała rząd Niemiec za wycofywanie się z energetyki jądrowej. Australijska firma pozwała rząd Salwadoru o 300 mln dol. odszkodowania za odmowę zgody na wydobycie złota z powodu obaw, że doprowadzi to do skażenia wody pitnej - napisał w artykule, który obiegł całą Europę (w Polsce przedrukowała go "Krytyka Polityczna").

W tej sprawie w ramach konsultacji społecznych do Komisji Europejskiej wpłynęło 150 tys. opinii od obywateli i aktywistów, głównie przeciwnych arbitrażowi. Przez najbliższy kwartał komisja będzie omawiać te głosy z Parlamentem Europejskim i państwami członkowskimi.

Rozmowy mniej tajne

W zeszłym tygodniu przeciwnicy TTIP osiągnęli pierwszy sukces: Komisja Europejska opublikowała zbiór dokumentów ze swoimi propozycjami zapisów w umowie, m.in. dotyczących branży kosmetycznej, chemicznej, tekstylnej, farmaceutycznej, IT, medycznej i maszynowej. - Ta większa przejrzystość negocjacji to dla nas nowość, z której się cieszymy. Nie dowiedzieliśmy się jednak z dokumentów wiele więcej niż do tej pory. Przecieki z negocjacji wciąż są niepokojące - mówi Marcin Wojtalik z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności, który monitoruje prace nad TTIP.

Z tych nieoficjalnych informacji ma wynikać np., że sygnatariusz umowy na życzenie drugiej strony będzie musiał tłumaczyć się, dlaczego wprowadza dane przepisy. Z punktu widzenia Europejczyków niepokoić mogłoby np. zainteresowanie Amerykanów naszymi regulacjami dotyczącymi ochrony danych osobowych. Bo jak udowodnił m.in. współpracownik amerykańskiego wywiadu Edward Snowden, USA nie ma oporów przed inwigilacją internautów.

Dociekania i naciski organizacji pozarządowych nie podobają się Amerykanom. - Negocjatorzy z Waszyngtonu przeciwstawiają się staraniom europejskiej rzeczniczki praw obywatelskich o przejrzystość w rozmowach - mówi Wojtalik.

Politycy są za

Aktywiści nie mają też wsparcia polityków w swoich krajach - większość prześciga się w promowaniu TTIP. Do sfinalizowania umowy dąży też Donald Tusk, nowy szef Rady Europejskiej. Już w pierwszym dniu swojego urzędowania rozmawiał o porozumieniu z prezydentem USA Barackiem Obamą i nazwał umowę "wyrazem naszego geopolitycznego partnerstwa".

Po stronie społecznej stanął za to Parlament Europejski. W zeszłym roku przyjął rezolucję, w której broni prawa obywateli UE do prywatności i grozi, że jeśli w TTIP nie znajdzie się taka ochrona, odrzuci wynegocjowany przez Komisję traktat. Ultimatum PE należy jednak raczej odbierać jako nacisk na negocjatorów, by zmienili taktykę podczas rozmów, bo mało prawdopodobne jest by europosłowie wyrzucili do kosza dokument, nad którym czołowi unijni politycy pracują od lat.

Negocjacje mają być zamknięte do końca 2015 r. Kolejna, ósma już runda odbędzie się za trzy tygodnie. 20 lutego swoją konferencję organizują polscy przeciwnicy TTIP, ponad 50 organizacji pozarządowych, m.in. Instytut Globalnej Odpowiedzialności, Panoptykon i Greenpeace.

Zobacz więcej na temat:

Zobacz także
  • Podziel się

Polecamy