Nawet co czwarty student wyleci ze studiów po pierwszym roku. Pokona ich pierwsza w życiu sesja

Alicja Bobrowicz
19.01.2015 19:08
Rozpoczynające się teraz trudne egzaminy są szokiem dla młodych ludzi, którym nie stawiano wymagań w czasie rekrutacji na studia
Na uczelniach zaczyna się właśnie zimowa sesja egzaminacyjna. "System eliminacji studentów jest aktywny" - żartują w internecie studenci, podpowiadając sobie jak ogarnąć materiał na egzamin. Wielu najbliższe tygodnie spędzi w bibliotekach. Niektórzy zarwą tam noce (m.in. biblioteki Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i Uniwersytetu Warszawskiego będą otwarte do rana).

Sesja będzie prawdziwym sprawdzianem dla tych, którzy dopiero zaczęli studia. Najwięcej studentów odpada właśnie na pierwszym roku.

Nie sposób dokładnie oszacować, ilu studentów kończy naukę po pierwszym roku, bo oblali egzaminy, a ilu rezygnuje z innych przyczyn. Ministerstwo Nauki takich danych nie gromadzi, a uczelnie niechętnie się nimi chwalą. Tłumaczą, że nie muszą precyzyjnie notować, z jakiego powodu ubywa im studentów.

A że ubywa, to pewne. Na Politechnice Warszawskiej po pierwszym roku ze studiów stacjonarnych odpadło 1360 osób, to 21 proc. przyjętych. - Szacujemy, że połowa sama zrezygnowała, część w ogóle nie podjęła nauki. Reszta najpewniej sobie nie poradziła - mówi Krzysztof Szymański, rzecznik PW. Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie po pierwszym roku także ma ok. 20 proc. studentów mniej. Szkoła Główna Handlowa ok. 8 proc. (tu na pierwszym roku wszyscy studiują to samo, podział na kierunki jest od drugiego roku). Wiele zależy od kierunku i wydziału, np. na wspomnianej już AGH z pierwszoroczniaków wydziału matematyki stosowanej została tylko połowa.

Potwierdza to raport Narodowego Centrum Badań i Rozwoju z ub. roku. Eksperci wyliczyli, że w 2012 r. naukę po pierwszym roku przerywało 25 proc. wszystkich studentów. Ale aż 42 proc. tych, którzy wybrali kierunki matematyczno-statystyczne i fizyczne, oraz 32 proc. inżynieryjno-techniczne. Liczba rezygnujących z tych kierunków od 2009 r. rośnie. Studia ścisłe i techniczne, reklamowane jako dające dobrą pracę, okazują się dla wielu osób zwyczajnie za trudne.

- Ubolewamy nad tym, ale musimy stawiać młodzieży wymagania. Mamy kształcić ludzi, którzy będą zmieniać Polskę i Europę. Nie możemy obniżyć poprzeczki - mówi prof. Henryk Krawczyk, rektor Politechniki Gdańskiej. Szacuje, że ok. 20 proc. jego studentów nie radzi sobie na pierwszym roku. Nie pomagają nawet zajęcia wyrównawcze z matematyki i fizyki, które są normą nie tylko w Gdańsku, ale i innych polskich uczelniach.

Szok może być dla młodych tym większy, że w dobie niżu mogą niemal przebierać w kierunkach (w październiku naukę rozpoczęło o 14 tys. osób mniej niż w ub. roku akademickim). Uczelnie, nawet te największe, ogłaszają drugie tury naboru. Mają problem nie tylko z obsadzeniem trudnych kierunków - jak fizyka, ale też z obleganą dotąd socjologią i politologią.

Jakie są losy porzucających studia na pierwszym roku? Ministerstwo Nauki nie wie. Trudno doszukać się takich danych w badaniach. Możliwych scenariuszy jest kilka: próbują jeszcze raz na innym kierunku, szukają pracy albo wyjeżdżają za granicę.

Dr Tomasz Kozłowski, socjolog z Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu, jest zdania, że coraz częściej studenci nie czekają na wynik sesji, ale rezygnują sami: - Zmieniło się podejście do studiowania. Kiedy zaczyna być pod górkę, student zastanawia się, czy jest na właściwym miejscu i jeśli odpowiedź jest przecząca, odpuszcza. Próbuje gdzie indziej. Czuje się jak klient w supermarkecie, który szuka idealnej dla siebie oferty.

Więcej o: