Studenci mają problem ze zdawaniem egzaminów, bo do tej pory uczyli się pod testy

Alicja Bobrowicz
20.01.2015 18:52
W podstawówce, gimnazjum i liceum uczyli się pod testy. Na studiach muszą zdać prawdziwy egzamin ze zdobytej wiedzy. I nie dają rady. Rezygnują. Polska szkoła, ucząc schematów, niszczy kreatywność
Dzisiejszym studentom pierwszego roku nie stawiano wysokich wymagań podczas rekrutacji ze względu na niż demograficzny. Trafili na studia z wypracowaną umiejętnością zdawania testów, szkoła nie uczyła ich myśleć. W efekcie dla wielu studentów pierwszy rok studiów jest zarazem ostatnim.

Kierunki matematyczne, przyrodnicze i techniczne w 2012 r. porzucił nawet co czwarty student. Politechnika Warszawska ma dziś o 21 proc. mniej studentów na II roku, niż przyjęła rok temu, AGH - ok. 20 proc., SGH - ok. 8 proc.

Nie wiadomo, ilu studentów kończy naukę po pierwszym roku, bo oblali egzaminy, a ilu rezygnuje z innych przyczyn (nikt nie ma obowiązku gromadzenia takich danych). Ci z kierunków ścisłych i technicznych, których przepytało Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, mówili najczęściej, że studia okazały się za trudne.

Testy zabijają kreatywność

- Nie pozwalamy dzieciom pofrunąć. Są jak latawce. Chcemy, żeby latały, a jednocześnie trzymamy je za sznurek" - mówi jeden z bohaterów głośnego filmu "Alfabet" Erwina Wagenhofera, który miał polską premierę pod koniec ub. roku. Wybitni światowi eksperci od edukacji i rozwoju dzieci przekonują w nim, jak skostniałe są współczesne systemy edukacji. Stawiają na współzawodnictwo i ciągłe testowanie, co zabija kreatywność i uczy schematycznego myślenia.

Danuta Sterna, matematyczka i ekspertka Centrum Edukacji Obywatelskiej: - W liceum byli uczeni pod egzaminy. Na studiach wykładowcy już tego nie robią. Nie instruują, jak zdawać egzamin, po prostu wymagają.

- " Jasiu, nie filozofuj, nikogo nie interesuje, co myślisz, rób ćwiczonka". Jak po 12 latach takiej tresury młody człowiek ma pójść do pracy i być kreatywny? Efekt jest taki, że hamujemy to, co jest naszą największą szansą - ostrzegała na łamach "Metra" dr Marzena Żylińska, metodyczka i neurodydaktyczka z Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych w Toruniu. Przekonuje, że dzieci uczą się wtedy, gdy coś ich zainteresuje. Zamiast więc wtłaczać je w schematy i podawać gotowe rozwiązania, lepiej pozwolić bawić się, odkrywać, pytać.

Zajęcia wyrównawcze nawet na studiach

Wykładowcy najlepszych uczelni narzekają, że z roku na rok poziom studentów jest coraz niższy. Na kierunkach technicznych i ścisłych od kilku lat są zajęcia wyrównawcze z matematyki i fizyki.

Nauczyciele tłumaczą, że muszą wyrabiać się z programem. Ocenia się ich nie za kreatywność, tylko za oceny uczniów na coraz liczniejszych testach.

Kolejne badania naszych uczniów przynoszą ten sam wniosek: szkoły nie doceniają potencjału dzieci, uczą je szablonów. Ostatnio np. z Ogólnopolskiego Badania Umiejętności Trzecioklasistów dowiedzieliśmy się, że 9- i 10-latkowie sprawnie dodają, odejmują i mnożą. Ale mają niewielką intuicję matematyczną, bo za mało manipulują figurami - na lekcjach nie korzysta się z klocków, kostek i wycinania figur. Co piąty nie rozwiązał żadnego z zadań, które wymagało uważnego czytania tekstu.

Z innych badań Instytutu Badań Edukacyjnych wiemy, że piętnastolatki, szczególnie ci z dużych miast, prawie nie mają czasu na czytanie książek. Bo gimnazjaliści mają niemożliwie wypełniony kalendarz - chodzą na zajęcia dodatkowe, przygotowują się do egzaminu gimnazjalnego!

Testomania rządzi

Co z tym robimy? Planu nie ma, raczej niespójne ruchy. Testy są przecież powszechne w większości europejskich krajów, a nasi uczniowie coraz lepiej wypadają w międzynarodowych zestawieniach.

Ministerstwo Edukacji z jednej strony dostrzega problem testomanii, bo zmieniło formę zadań egzaminacyjnych tak, by uczniowie nie wkuwali na pamięć dat i faktów i nie uczyli się "pod testy" (np. dodając źródła, które trzeba umieć odczytać). Od tego roku wraca na maturę egzamin ustny, w którym uczeń będzie musiał się wypowiedzieć na wylosowany temat. Z drugiej - rozbudowuje testowy system egzaminów. W kwietniu szóstoklasiści napiszą trudniejszy sprawdzian na koniec szkoły podstawowej: 80 minut zadań z matematyki i języka polskiego, a po przerwie jeszcze 45-minutowy test z języka obcego. Zmieniony dwa lata temu egzamin na koniec gimnazjum od razu został okrzyknięty "małą maturą", bo uczniowie zamiast trzech testów piszą sześć. A ocena z języka obcego liczy się przy rekrutacji do liceów.

Eksperci tłumaczą, że na gwałt potrzebujemy zmiany sposobu kształcenia nauczycieli, bo samo wprowadzenie nowych programów to za mało. Badacze IBE obserwowali w ub. roku 80 różnych lekcji matematyki po nowemu. Nauczyciele wykładali, rzadko reagując na wątpliwości uczniów. Mowy o tym, że dane zadanie można rozwiązać inaczej, prawie nie było.

Więcej o: