Twórcy najpopularniejszych książek w Polsce ostrzegają, czym skończyłaby się upadłość Empiku

wkl
02.02.2015 18:46
książki

książki (Fot. shutter)

I tak mało czytamy, a upadek Empiku oznaczałby załamanie rynku sprzedaży książek - mówi ?Metru? Małgorzata Kalicińska. - Mniejsze nakłady, trudna dostępność do książek - Polacy czytaliby jeszcze mniej - twierdzą bestsellerowi polscy pisarze


Empik się chwieje

Grupa Empik Media & Fashion (EM&F) to koncern działający w ośmiu krajach europejskich, który prowadzi m.in. sieć sklepów Empik, Grupę Smyk, szkoły językowe czy Grupę Moda (marki, takie jak Aldo, GAP, River Island). Według szacunków wydawców, Empik ma dwudziestoprocentowy udział w księgarskim rynku. W Polsce licząca ok. 200 salonów księgarnia Empik od kilku lat boryka się z problemami finansowymi.

Od stycznia 2014 r. właściciel salonów, Grupa Empik Media & Fashion, stracił na giełdzie 76 procent. W pierwszych trzech kwartałach 2014 r. łączna strata grupy wyniosła 114 milionów złotych. W związku z tym spółka postanowiła sprzedać biznes modowy i szkoły językowe, a uzyskane pieniądze zainwestować m.in. w księgarnie. Dlatego przedstawiciele EM&F zapewniają, że sytuacja finansowa Empiku jest stabilna (udziałowcy udzielili mu pożyczki w wysokości 100 milionów złotych). Księgarnie od początku lutego mają nowego prezesa, władze firmy chcą skupić się na ograniczeniu kosztów.

Małgorzata Kalicińska
autorka książek "Dom nad rozlewiskiem", "Miłość nad rozlewiskiem"


Upadek Empiku oznaczałby załamanie rynku sprzedaży książek. My, klienci, jesteśmy leniwi, chcemy mieć wszystko pod nosem. Koło salonów można zaparkować, są w centrach handlowych. Niewielkie księgarnie nie są położone tak korzystnie. Nawet jeśli młodzi ludzie kupują książki przez internet, to społeczeństwu i Empik nadal jest potrzebny. Sieć ma ogromny wpływ na sprzedaż książek. Jeden z moich wydawców postanowił ominąć salon przy dystrybucji i skończyło się to sromotną klęską. Nie sprzedała się. Za to Empik pięknie sprzedawał Kalicińską, mimo że sieć nie przykłada się do odpowiedniej promocji spotkań z czytelnikami. Gdyby zamknięto empiki, małe księgarnie raczej nie zyskałyby klientów. Rynek przejęłyby zapewne supermarkety, ale one przecież sprzedają tylko bestsellerowych autorów.

Janusz L. Wiśniewski
autor książek "Samotność w sieci", "Moja bliskość największa"


Empik stał się komercyjną szklano-betonową świątynią książek. Przyjeżdżając do Polski, chętnie spędzam tam czas. Jako autor nie mam do Empiku zarzutów. Współpraca układa nam się świetnie, czuję, że jestem otoczony opieką. Empik to już nie jest sklep, ale sposób na życie i bycie. Przychodzą tu młodzi ludzie i zaspokajają swoje kulturalne potrzeby. Zamknięcie salonów byłoby dla nich ciosem. Przy tak niskim poziomie czytelnictwa w Polsce brak Empiku byłby groźny. Jeszcze bardziej oddaliłby klienta od książki. Supermarkety nie wypełniłyby tej luki. Nowości czytelnicze często pojawiają się tam z wielomiesięcznym opóźnieniem, w dodatku przecenione książki są upychane w kartonach, w których klient musi przebierać.

Krystyna Kofta
autorka książek "Lewa, wspomnienie prawej", "Fausta"


Jeśli zamknięto by Empiki, byłoby kiepsko. Nie obawiam się, że ludzie czytaliby przez to mniej, chociaż na pewno dostęp do książek byłby utrudniony. Współpraca z Empikiem układa się dobrze. W czasie wakacji byłam w jednym z salonów w małym mieście, chciałam kupić swoją książkę na prezent i okazało się, że bardzo szybko można ją sprowadzić. Co prawda supermarkety też sprzedają książki, ale tylko te bestsellerowe, dla młodzieży, science fiction. Powieść ambitniejsza wymaga już księgarni. Książka nie potrzebuje świętego miejsca, ale przecież w supermarkecie zawsze na pierwszym miejscu będą tylko produkty wysokonakładowe. Byłoby świetnie, gdyby udało się reanimować małe księgarnie, myślę, że nadal jest dla nich miejsce.

Katarzyna Bonda
autorka książek "Pochłaniacz", "Sprawa Niny Frank"


Upadek Empiku zachwiałby rynkiem księgarskim, to przecież jedna z największych sieci w Polsce. Sama podchodzę do empików ze sporym sentymentem - regularnie kupuję tam książki. Trudno mi wyobrazić sobie sytuację, w której salony zostałyby zamknięte. W mojej okolicy nie ma żadnych małych księgarń, tylko sieciówki. Odczułabym to na pewno jako pisarka, mimo że moje książki sprzedają się też w innych księgarniach. Nakłady książek byłyby przez pewien zmniejszone, dopóki ktoś nie wypełniłby miejsca po Empiku. Należę do grona tych pisarek, które chętnie zgadzają się na to, by ich książki trafiały do supermarketów i dyskontów, by były jak najbliżej czytelnika. Pewnie to właśnie tam kupowalibyśmy wtedy książki, gorzej byłoby jednak z dostępem do literatury pięknej, reportaży.





Więcej o:
Zobacz także
  • Podziel się