Profesor musi zarobić, więc opiekuje się pracami magisterskimi stu osób! Czy ma szansę je przeczytać?

Alicja Bobrowicz
09.02.2015
Praca magisterska

Praca magisterska (Fot. Piotr Skornicki / Agencja Gazeta)

Sto dyplomów na jednego promotora to absurd - mówią studenci i apelują do rządu o ustalenie odgórnych limitów. Niektóre uczelnie już to zrobiły - by podnieść jakość nauczania. Ale niektóre mają wątpliwości
Czy jeden profesor jest w stanie poprowadzić 100 prac dyplomowych? I z każdym z setki studentów omówić temat, każdego pokierować i konsultować postępy. A potem każdą pracę uważnie przeczytać, opatrzyć uwagami i wyłapać ewentualny plagiat? - W takich warunkach to można co najwyżej przejrzeć, czy przypisy się zgadzają - podkreśla Mateusz Mrozek, przewodniczący Parlamentu Studentów Rzeczpospolitej Polskiej. I proponuje, by w ustawę o szkolnictwie wyższym wpisać maksymalną liczbę dyplomantów przypadających na jednego promotora. Np. 20 studentów. - Taka decyzja na pewno ukróciłaby patologię - dodaje.

Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła pracę ponad 200 promotorów z 14 publicznych uczelni. I pod koniec ub. roku ogłosiła, że w 10 opiekunowie prac byli nadmiernie obciążeni.

W trzech na jednego promotora przypadło ponad 100 studentów! Np. na Uniwersytecie Techniczno-Humanistycznym w Radomiu w roku akademickim 2012/13 dziesiątka prominentnych nauczycieli akademickich (wśród nich byli rektor, prorektorzy i dziekani) wypromowała w sumie ponad 600 dyplomów. Rekordy (ponad 100) padły też na Uniwersytecie Wrocławskim i Szczecińskim. Tylko trzy szkoły limitowały liczbę studentów przypadających na jednego promotora. Inne ustalały liczbę uczestników seminarium dyplomowego, by i tak tego nie przestrzegać. Kontrolerzy NIK ocenili, że "takie rozwiązania organizacyjne czasem wręcz uniemożliwiały promotorom rzetelne wspieranie i nadzorowanie studentów". Według co czwartego z ankietowanych studentów, promotor nie przeczytał zbyt dokładnie ich pracy.

Tymczasem według uczelni sytuacja wcale nie wygląda niepokojąco: - Może to wynikać z nakładania się poziomów studiów, np. dany pracownik naukowy ma seminarium zarówno na studiach dziennych, jak i zaocznych - pisze Bogumił Dudczenko z Uniwersytetu Wrocławskiego. W Radomiu słyszymy, że w większości nie były to typowe pisemne prace dyplomowe, a projekty inżynierskie bądź licencjackie, które - jak twierdzi rzeczniczka UTH, Aneta Mirosz - nie wymagały od promotora tak dużej pracy.

Ale w ocenie NIK powody są inne. Uczelnie swobodnie ustalają, jak wynagradzać pracowników za opiekę nad dyplomantami. Najczęściej dopisują im do pensum dodatkowe godziny dydaktyczne. W dobie niżu demograficznego to jeden ze sposobów na łatanie pensji wykładowców. Prof. Marek Rocki, szef Polskiej Komisji Akredytacyjnej, która sprawdza jakość nauczania na uczelniach, nie ma wątpliwości, że są powody do obaw. Jeszcze gorzej jest na uczelniach niepublicznych. - Tam spada liczba studentów, więc maleje kadra. A prace trzeba przeczytać - mówi. Ale jest przeciwnikiem ustalania limitów, bo to naruszyłoby autonomię uczelni.

Podobnie myśli Ministerstwo Nauki. Prof. Włodzisław Duch, wiceminister nauki, mówił w ub. tygodniu w Sejmie, że byłoby to wbrew autonomii uczelni. - Wprowadzenie takiego zapisu byłoby bardzo trudne i budziło powszechny sprzeciw środowiska. Pojawiłyby się spory, czemu w naszej dziedzinie jest pięć, a w waszej 20 osób - tłumaczył.

Ale już dziś są uczelnie, które to limitują. To kwestia jakości nauczania - słyszymy. Na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej jeden promotor ma maksymalnie 12 dyplomantów; uczelnia chce to w ciągu najbliższych miesięcy zmniejszyć do 10 (także na wydziale humanistycznym). Warszawska Szkoła Główna Handlowa ustaliła, że "zapłaci" wykładowcy tylko za 24 studentów (dodatkowo płatne 5-15 godzin, w zależności od stopnia dyplomu). - Unikamy sytuacji, w której promotor dostawałby pieniądze za objęcie opieką zbyt dużej liczby studentów, a z przyczyn czasowych nie byłby w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań wobec studentów - tłumaczy Marcin Poznań, rzecznik SGH. Taki sam limit ma od tego roku Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu (wcześniej 36, teraz 24). Opiekun dostaje dodatkowe trzy godziny za każdy obroniony dyplom (stawka to tu 50-130 zł, w zależności od tytułu naukowca i rodzaju studiów).

Więcej o: