Rząd zapłaci za naukę na najlepszych uczelniach świata. Kto ma szansę na stypendium?

Alicja Bobrowicz
15.02.2015
Harvard

Harvard (Fot.)

Premier Ewa Kopacz wyśle setkę studentów na najlepsze uczelnie, głównie w Ameryce. W zamian młodzi naukowcy będą musieli przez pięć lat płacić w Polsce składki ubezpieczeniowe
W jesiennym exposé premier Ewa Kopacz obiecała, że od 2016 roku najzdolniejsi studenci dostaną od rządu stypendia na naukę na najlepszych zagranicznych uczelniach. Pod warunkiem, że wrócą do Polski i je odpracują. W końcu znamy szczegóły tej propozycji. Projektami, które przygotowało ministerstwo nauki, zajmie się jutro rząd.

Ufunduje rocznie około 100 stypendiów. Pieniądze pokryją koszty rekrutacyjne, czesne, zakwaterowanie, utrzymanie, przejazd i ubezpieczenie. Tylko w 2016 roku wydamy na to ponad 18,5 mln zł.

Młodzi Polacy pojadą głównie na uczenie amerykańskie. Ministerstwo nauki chce bowiem, by program dotyczył 15 najlepszych uczelni świata według tzw. Listy Szanghajskiej. Otwierają ją Harvard, Stanford i MIT (patrz ramka). Oprócz amerykańskich, w czołówce są tylko dwie brytyjskie uczelnie: Cambridge i Oxford. Dodatkowo rząd weźmie pod uwagę najlepsze uczelnie w rankingach branżowych, m.in. wśród uczelni medycznych, matematycznych czy w naukach społecznych. Ale i tu przeważająca większość jest za oceanem.

Czesne na tych uczelniach w USA to ponad 40 tys. dolarów rocznie. Wyżywienie i zakwaterowanie to dodatkowe kilkanaście tysięcy dolarów.

O rządową pomoc będą mogły ubiegać się osoby z licencjatem albo ukończonym trzecim rokiem studiów magisterskich. Trzeba mieć wysoką średnią, osiągnięcia naukowe, rekomendacje od dziekana. I dokładnie wiedzieć, co się chce osiągnąć. Mało tego, trzeba już mieć zagwarantowane miejsce na zagranicznej uczelni! Bo do zgłoszenia trzeba dołączyć potwierdzenie o pomyślnej rekrutacji.

Setkę najzdolniejszych wybierze kapituła złożona z 12 autorytetów ze świata nauki i gospodarki. Kandydaci będą zaproszeni na rozmowy kwalifikacyjne. Ostatecznie o tym, kto pojedzie, zdecyduje minister nauki.

Ale coś za coś. Stypendysta podpisze umowę, w której zobowiąże się, że pieniądze zwróci. Np. jeśli nie zda egzaminów albo narozrabia i zostanie skreślony z listy studentów. Dług może odpracować, płacąc w Polsce składki emerytalne i zdrowotne przez pięć lat. Musi to zrobić w czasie dziesięciu lat po ukończeniu studiów. Kto płacić nie chce, musi ukończyć w kraju studia doktoranckie.

Studenci, choć popierają pomysł, nie do końca są zadowoleni z tego, co zaproponowało Ministerstwo Nauki. Według Niezależnego Zrzeszenia Studentów 100 stypendiów to niewiele w porównaniu z liczbą wszystkich studentów (1,5 mln). Parlament Studentów Rzeczpospolitej Polskiej zaś jest zdania, że kiepskim pomysłem jest uzależnienie zwrotu stypendiów od składek emerytalnych czy zdrowotnych. - To nie spowoduje, że studenci wrócą do kraju i będą tu pracować - mówi Mateusz Mrozek, przewodniczący PSRP. Ostrzega, że warunki stawiane przez rząd, można spełnić zakładając nawet fikcyjną działalność gospodarczą, płacąc przy okazji najniższe składki ubezpieczeniowe. Według studentów lepiej dokładnie wyliczyć, ile stypendysta powinien zwrócić państwu pieniędzy.

Najbardziej kontrowersyjny jest jednak zapis o tym, że o stypendium może się ubiegać każdy obywatel Unii Europejskiej. - Zupełnie nie rozumiem, dlaczego polski rząd miałby fundować stypendium np. Niemcom - mówi Mrozek.

Dziś na studiowanie za granicą decydują się nieliczni. Ostatnie statystyki OECD mówią o 2,2 proc. Polaków na zagranicznych uczelniach. Za to o 4 proc. Francuzów, 5 proc. Niemców i 7 proc. Norwegów. Barierą są koszty. Garstka, bo tylko 3,7 proc. wyjeżdżających na studia za granicę, jedzie do USA

Na przykład na Harvardzie wśród 4796 cudzoziemców Polaków jest tylko 19. Ale nakazy pracy to dziś w Europie rzadkość, choć większość państw wspiera studentów.

W Stanach Zjednoczonych wiąże ze sobą młodych ludzi armia, która oferuje pieniądze na college lub spłatę zaciągniętych pożyczek w zamian za odsłużenie kilku lat. Rząd duński funduje za to stypendia zagraniczne, nawet do czterech lat studiów, ale zdobyte dzięki nim kwalifikacje muszą być przydatne w Danii - nie ma obowiązku pracy w kraju.

15 najlepszych uczelni świata, według Listy Szanghajskiej

1. Harvard, 2. Stanford, 3. Massachusetts Institute of Technology (MIT), 4. Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley, 5. Cambridge, 6. Princeton, 7. Kalifornijski Instytut Technologii, 8. Uniwersytet Kolumbia, 9. Uniwersytet w Chicago, 10. Oxford, 11. Yale, 12. Uniwersytet Kalifornijski w Los Angeles, 13. Cornell, 14. Uniwersytet Kalifornijski w San Diego, 15. Uniwersytet Waszyngtoński

Więcej o: