Rodzice szturmują poradnie, by dzieci nie poszły w tym roku do szkoły

Alicja Bobrowicz
19.02.2015 16:48
Karolina i Tomasz Elbanowscy, pomysłodawcy organizacji referendum ws. obowiązku szkolnego dla sześciolatków, dziś odmawiają rodzicom prawa do referendum ws. likwidacji gimnazjów

Karolina i Tomasz Elbanowscy, pomysłodawcy organizacji referendum ws. obowiązku szkolnego dla sześciolatków, dziś odmawiają rodzicom prawa do referendum ws. likwidacji gimnazjów (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

We wrześniu do pierwszych klas mają pójść wszystkie sześciolatki. Rodzice szturmują właśnie poradnie psychologiczno-pedagogiczne z nadzieją na wyreklamowanie maluchów z obowiązku szkolnego
Rodzice, którzy uważają dziecko za niegotowe na szkołę, mogą złożyć u dyrektora szkoły wniosek o odroczenie nauki. Podstawą jest opinia poradni, którą poprzedza szereg testów.

- Mamy znacznie więcej zgłoszeń niż w ubiegłym roku, badamy kilkanaście dzieci dziennie. Zapisy przyjmujemy na kwiecień - mówi Małgorzata Słomka, wicedyrektorka Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 2 w Krakowie. A krakowskie poradnie w ubiegłym roku biły w tej kwestii rekordy - odroczyły w sumie 1,2 tys. sześciolatków. Teraz słyszymy, że sporo dzieci ma niską dojrzałość emocjonalno-społeczną, a to przejawia się m.in. niską koncentracją, łatwiejszym wpadaniem w złość, małą samodzielnością.

Na takie same kolejki natkną się rodzice w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 4 w Łodzi. I tu psychologowie pracują na pełnych obrotach. Podobne oblężenie przeżywają poradnie w innych dużych miastach, np. w Lublinie, Gdańsku i Katowicach. W poradniach słyszymy, że nie sposób orzec, czy dziecko będzie za pół roku gotowe na szkołę. Cykl spotkań poprzedzających wydanie takiej opinii powinien zaczynać się w maju.

Ale rodzice nie mogą czekać - w większości miast już w marcu zaczynają się rekrutacje do przedszkoli. Liczą więc na to, że dostaną odroczenie pierwszej klasy i zawalczą o miejsce w przedszkolu.

Rodziców do wizyt w poradniach nakręcają Karolina i Tomasz Elbanowscy, liderzy walki z reformą sześciolatków, rodzice siódemki dzieci z podwarszawskiego Legionowa. Ich stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców organizuje pięć razy w tygodniu dyżury telefoniczne w tej sprawie. Internetowy poradnik, który instruuje krok po kroku, jak wyreklamować sześciolatka ze szkoły, zanotował kilkaset tysięcy odsłon. - Nie mamy takiej mocy, żeby doprowadzić do odroczenia co piątego dziecka w kraju [w ub. roku taka opinię dostało ok. 19 proc. dzieci - red.] - oponuje Tomasz Elbanowski. Ale zaznacza, że ich dotychczasowa działalność sprawiła, że rodzice 5,5 rocznika dzieci mieli wybór (reformę, rozpoczętą w 2009 r. trzykrotnie przekładano). Teraz szykują się do kolejnej batalii. Na początku marca Sejm zajmie się kolejnym już projektem zmiany ustawy ich autorstwa. Zebrali pod nim blisko 400 tys. podpisów.

Jest naszpikowany zmianami, które wywracają reformę do góry nogami. Myśl przewodnia jest taka, by to rodzic decydował nie tylko o tym, kiedy posłać dziecko do szkoły, ale też o tym, co się z nim dzieje później. Chcą m.in., by: do pierwszej klasy szedł obowiązkowo siedmiolatek (sześciolatek mógłby), pięciolatek nie musiał (a mógł) chodzić do zerówki, rodzice mogli wybrać, czy chcą rządowy podręcznik, czy kupiony na rynku (za dotację z budżetu państwa), a w przedszkolach mogli jak kiedyś płacić za dodatkowe zajęcia.

Elbanowscy zaczęli właśnie lobbowanie u polityków wszystkich opcji. Wczoraj poparcie zadeklarowali Leszek Miller i Jarosław Gowin. Małżeństwo liczy, że pomoże czas kampanii przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi.

Dziś w pierwszych klasach w całej Polsce uczy się 515 tys. dzieci, wśród nich - 193 tys. sześciolatków. Około 170 tys. z nich to uczniowie urodzeni w pierwszej połowie 2008 r., czyli objęte obowiązkiem szkolnym. Resztę, czyli 23 tys. rodzice wysłali dobrowolnie.

Zobacz także
  • Podziel się