Studentom będzie trudniej spisywać cudze prace. Działają programy antyplagiatowe

Monika Rosmanowska
08.03.2015 16:11
Praca magisterska

Praca magisterska (Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

Zmiana szyku zdań, zastępowanie słów ich synonimami czy przestawianie całych fragmentów tekstu To tylko część sposobów studentów na bezkarne kopiowanie czyjejś pracy. Uczelniane ?nie? dla takich działań brzmi coraz głośniej
W sieci aż gęsto od ogłoszeń typu: "praca magisterska, licencjacka i inżynierska w sześciu językach", "z raportem antyplagiatowym", "za najniższą cenę", z możliwością "odbioru darmowej próbki tekstu", gwarancją "wysokiej jakości, terminowości i umowy cywilno-prawnej" oraz 5-proc. rabatem "za polecenie serwisu nowemu klientowi". Można też próbować kopiować całe fragmenty znalezionych w internecie prac innych, zmieniając je tak, aby nie budziły podejrzeń.

Dobrym powodem, aby z tych ofert nie skorzystać, przynajmniej dla części zainteresowanych, może być strach przed ujawnieniem. Obowiązująca od października ub.r. nowelizacja ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym nakłada na uczelnie obowiązek sprawdzania prac dyplomowych jeszcze przed ich obroną, z wykorzystaniem programu antyplagiatowego. Programy te analizują teksty i wykrywają ciągi wyrazów identyczne ze znajdującymi się w internecie i udostępnionych bazach danych. Na Uniwersytecie Wrocławskim i Uniwersytecie Rzeszowskim korzystają z systemu "Plagiat", przez który przepuszczana jest każda praca licencjacka, magisterska i doktorska. - Jeśli analizowany tekst przekracza pewne współczynniki, to dziekanat informuje o tym promotora, a ten decyduje, czy są podstawy, aby uznać prace za nierzetelną albo dopuszcza ją do obrony - mówi dr Jacek Przygodzki, rzecznik Uniwersytetu Wrocławskiego.

W Szkole Głównej Handlowej w Warszawie warunkiem przekazania całości pracy promotorowi jest jej sprawdzenie w systemie antyplagiatowym. Student zaświadcza także pisemnie, że praca została przez niego napisana samodzielnie. A Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pracuje obecnie nad Otwartym Systemem Antyplagiatowym OSA. Ma on być jeszcze bardziej efektywny i odporny na różne metody kamuflażu nieuzasadnionych zapożyczeń, jak m.in. zmianę szyku w zdaniu, przestawianie zdań czy zastępowanie części słów ich synonimami.

O skuteczności systemu antyplagiatowego decyduje przede wszystkim bogactwo baz porównawczych. Ogólnopolskie repozytorium prac dyplomowych jest w trakcie tworzenia. Do tego czasu uczelnie muszą radzić sobie same. Wszystkie prace dyplomowe, które powstają na UW, są archiwizowane. Tytuły oraz opisy zamieszczane są w ogólnodostępnym Archiwum Prac Dyplomowych. System antyplagiatowy wykorzystywany przez SGH porównuje teksty z treściami dostępnymi w internecie, z bazą prac napisanych i obronionych w SGH oraz bazą prac udostępnionych przez inne uczelnie.

Siła promotora i... sumienia

Jednak najbardziej skuteczną metodą przeciwdziałania plagiatom jest bezpośrednie zaangażowanie promotora w pracę ze studentem. - Promotor jest partnerem i przewodnikiem studenta w całym procesie pisania. Dlatego też praca oddawana jest do konsultacji etapami, np. rozdziałami. Każdy jest omawiany podczas seminarium, a promotor sugeruje poprawki. Jeżeli przypuszcza, że część lub całość została przygotowana niesamodzielnie, taka informacja jest przekazywana do dziekana, a promotor odmawia przyjęcia pracy - mówi Marcin Poznań, rzecznik SGH. - Grupy magistrantów powinny być jak najmniejsze i do tego staramy się na uczelni dążyć. Prowadzący pracę może wówczas na bieżąco monitorować postępy magistranta. Przy takim stylu działania szanse na to, że praca nie będzie dziełem autorskim, są niewielkie - wtóruje Olga Basik z Biura Prasowego UW. Liczbę studentów znajdujących się pod opieką jednego promotora ustalają tam władze wydziałów. - Na polonistyce minimalna liczba studentów uczestniczących w seminarium magisterskim to pięć osób, a maksymalna - 20, na biologii - minimum dwie i maksymalnie osiem osób - wylicza Olga Basik. Limity grup seminaryjnych na Uniwersytecie Wrocławskim na różnych wydziałach wynoszą od trzech do 15 osób, na SGH - maksymalnie 24 osoby, na UAM - 12.

Studenci rozpoczynający naukę na UW, bez względu na wydział i kierunek, muszą zaliczyć "Podstawy ochrony własności intelektualnej". Podobne szkolenie przechodzą na SGH, Uniwersytecie Rzeszowskim oraz na UAM. Na Uniwersytecie Wrocławskim istnieje dodatkowo Kodeks Etyki Studenta.

Nagana i wydalenie z uczelni

Jak reagują uczelnie na podejrzenie plagiatu? Po otrzymaniu wiadomości o podejrzeniu przypisania sobie autorstwa istotnego fragmentu cudzego utworu, rektor powinien zlecić rzecznikowi dyscyplinarnemu przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego. Jeżeli popełnienie plagiatu potwierdza się, rektor wstrzymuje postępowanie o nadanie tytułu zawodowego do czasu wydania orzeczenia przez komisję dyscyplinarną oraz składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Ujawniane na uczelniach przypadki plagiatów są sporadyczne. Obecnie na UWr. prowadzone są trzy postępowania o stwierdzenie nieważności decyzji nadającej tytuł zawodowy magistra. Na Uniwersytecie Rzeszowskim w ostatnim czasie jedna z "podejrzanych" osób zrezygnowała ze studiów, a druga poprawiła tekst. Wszystko odbywało się jeszcze na etapie pisania prac. W latach 2012-14 na UAM ukarano podejrzanych o plagiat dwiema naganami, trzema upomnieniami i jednym zawieszeniem w prawach studenta. W ośmiu przypadkach zdecydowano o umorzeniu postępowania wyjaśniającego. A w 2013 roku Uniwersytet Warszawski prowadził sprawy dyscyplinarne wobec 18 studentów, sześciu doktorantów i osoby, która decyzją rady naukowej miała już zamknięty przewód doktorski. Sześciu studentom udzielono nagany, czterem kolejnym i jednemu doktorantowi upomnienia, a jednego doktoranta wydalono z uczelni. W przypadku osoby, która miała już zamknięty przewód doktorski, sprawę uczelnia skierowała do prokuratury. Dla czterech studentów postępowania wyjaśniające wciąż trwają. Sprawy dotyczyły m.in. fałszerstw w indeksie i właśnie przypisania sobie autorstwa cudzego utworu w pracy zaliczeniowej, semestralnej lub licencjackiej.

NIK sprawdził uczelnie

Jak uczelnie radzą sobie z wykrywaniem plagiatów zbadała w ostatnim czasie Najwyższa Izba Kontroli. NIK skontrolowała działalność 14 szkół wyższych w okresie od 1 października 2011 roku do I kwartału 2014. We wszystkich został stworzony system ochrony praw autorskich w pracach dyplomowych, ale - zdaniem NIK - stosowane rozwiązanie nie zapewniają skutecznego zapobiegania i wykrywania naruszeń tych praw. Skuteczność programów do wykrywania plagiatów jest wątpliwa - systemy łatwo oszukać, baza porównawcza jest też wciąż niewystarczająca. Raport zwraca też uwagę, że promotorzy są często obciążani nadmierną liczbą studentów, piszących prace pod ich opieką.

NIK przeprowadził także anonimowe badania wśród studentów I roku studiów II stopnia. Dla 12 proc. znane są przypadki, kiedy kupiona w internecie praca dyplomowa została pozytywnie oceniona i obroniona. 22 proc. przyznało, że promotor nie czytał ich pracy zbyt dokładnie, a 11 proc., że sprawdził pracę dopiero, gdy była skończona. Z drugiej strony co trzeci pytany przyznał, że w trakcie jego studiów licencjackich zdarzały się sytuacje, w których praca dyplomowa oceniona jako plagiat nie została dopuszczona do obrony, a 70 proc. zapewniło, że promotor czytał ich prace bardzo dokładnie.

Poziom nauczania jest wysoki. Pytanie: jak jest wykorzystywany przez tych, którzy uczą i tych, którzy studiują? [SONDA]


Zobacz także
  • Podziel się