Dlaczego w polskich filmach nie słychać dialogów? Mamy paru podejrzanych

Maja Staniszewska
01.04.2015
Nie słyszysz dialogów w polskim filmie. Nie zwalaj wszystkiego na specjalistów od dźwięku!

Nie słyszysz dialogów w polskim filmie. Nie zwalaj wszystkiego na specjalistów od dźwięku! (Fot. shutterstock)

Jeśli nie słyszysz, co mówią aktorki w "Idzie", zastanów się, na jakim sprzęcie i kiedy oglądasz film. A jeśli kopia nie jest legalna - nie możesz mieć pretensji. A może pora odwiedzić specjalistę? Bo dźwięk w polskich filmach jest dziś naprawdę dobry
Pierwsza była znajoma z pracy. Potem dołączył krewny. Po trzeciej osobie, która stwierdziła, że nie wie, o co chodziło z rodziną Idy zamordowaną w lesie, bo nie zrozumiała dialogów, postanowiłam sprawdzić zasięg zjawiska. W internecie znalazłam gorące dyskusje przy okazji filmu pod wspólnym hasłem "w polskich filmach nie słychać dialogów". Internauci zarzucali filmowi, że dialogi są za cicho w stosunku do ścieżki dźwiękowej albo że aktorki mówią niewyraźnie. Dostało się nie tylko "Idzie", ale generalnie "niedouczonym dźwiękowcom", którzy "nie oglądają potem swoich filmów". Widziałam "Idę" dwa razy - w kinie i telewizji - i nie miałam problemów ze zrozumieniem bohaterek. Na polskie filmy chodzę regularnie i o ile rzeczywiście aktorom zdarzy się czasem coś powiedzieć niewyraźnie, to od dłuższego czasu słychać wszystko pięknie. Skąd więc problemy z "Idą"? Przeprowadziłam małe śledztwo. Wytypowałam kilku podejrzanych i postanowiłam skonfrontować ich z fachowcami, w tym z Bartoszem Putkiewiczem, najczęściej ostatnio nagradzanym (także w Hollywood) operatorem dźwięku, który stwierdził z lekką rezygnacją, że teksty o tym, że w polskim kinie nic nie słychać, pojawiają się z podobną regularnością jak te, że zima zaskoczyła drogowców...

Podejrzany nr 1: sprzęt

Jakość odbioru filmu oczywiście zależy od jakości projekcji. - Obejrzałem "Idę" w kinie 20 razy i nie zauważyłem, żeby coś było nie tak. Sprawdzałem też film na DVD. Z pierwszą partią był problem, ale został naprawiony - mówi Piotr Dzięcioł, producent "Idy". Podkreśla, że film był zgrywany w Danii (w studiu, w którym montuje się m.in. filmy Larsa von Triera) i tamtejsi fachowcy nie mieli zastrzeżeń. - Po pokazach w Polsce i na świecie tylko raz Agata Kulesza mi powiedziała, że jej znajoma miała problemy ze zrozumieniem dialogów - mówi. - Niestety, wielu Polaków ogląda filmy pirackie, ściągane z sieci, i robi to na komputerach, więc i materiał wyjściowy może być słabej jakości i sam sprzęt nieprzystosowany do filmowego dźwięku. A potem narzekają - kończy producent.

- Generalnie dźwięk w polskich produkcjach od 15 lat jest na bardzo dobrym poziomie. To jednak, jak ja i koleżanki i koledzy zrobimy film, to jedno, a to, jak on potem będzie dystrybuowany i w jakich warunkach oglądany, to drugie - mówi Bartosz Putkiewicz. To nagradzany w Polsce (na festiwalu w Gdyni za "Miasto 44") i na świecie (międzynarodowe stowarzyszenie reżyserów dźwięku Golden Reel Award nagrodziło go za "Powstanie Warszawskie") operator dźwięku. Przyznaje jednak, że zdarzyło mu "nie słyszeć" filmu. - Kiedyś sam byłem w kinie, w którym w sali nie działał środkowy głośnik, ten, w którym umieszcza się dialogi. W kinach festiwalowych na Zachodzie jakość dźwięku w salach sprawdzana jest nawet codziennie. U nas bywa z tym kłopot.

W sieci kin Helios ogólna kontrola jakości i poziomu dźwięku odbywa się w trakcie każdego seansu, a raz w miesiącu każda sala sprawdzana jest przez wyspecjalizowaną firmę. Jak jest np. w Multikinach, nie udało mi się dowiedzieć. - To wewnętrzna sprawa kina - dostałam jedyną odpowiedź.

Inaczej jest z oglądaniem filmów w domu. - Zdarzało się, że film wychodził na DVD i ścieżka dźwiękowa nie była zapisana profesjonalnie, bo przecież "pan Zenek" robi to tanio - opowiada Putkiewicz. - Film kinowy z dźwiękiem kinowym o dużej dynamice, z dialogami w osobnym kanale został źle przeniesiony na stereo i rzeczywiście te dialogi uciekały. A ludzi, którzy ten dźwięk robili, nie proszono nawet o sprawdzenie, jak wyszło. I tak film z dobrym dźwiękiem w kinie widziało 100 tys. ludzi, a potem milion obejrzał go w domu i miał pretensje o dźwięk, choć dźwiękowcy nie mieli z tym nic wspólnego - dodaje Putkiewicz.

Dźwiękowiec podkreśla, że znaczenie ma także pora oglądania filmu, bo nasz słuch ma zmienną wrażliwość. - W nocy tam, gdzie w filmie dynamika jest duża, wydaje nam się, że jest za głośno. Dialogi wypadają już cicho. O godz. 20 byśmy tego nie zauważyli, podobnie jak szumu pracującego wentylatora. Odtwarzanie filmów w domu wymaga też sprawdzenia, w jakiej technice został zapisany dźwięk. Jeśli wielokanałowy, dookolny kinowy dźwięk 5.1 odtworzymy w komputerze albo w starym telewizorze, rzeczywiście będzie źle słychać. Zwłaszcza że komputer sam automatycznie ustawi sobie poziom dźwięku. Do takiego oglądania potrzebne jest zwykłe stereo, czyli 2.0. Warto wybrać format dźwięku, zanim zaczniemy oglądać film - radzi Putkiewicz.

Podejrzany nr 2: filmowcy

Za dźwięk odpowiadają oczywiście dźwiękowcy. Ale nie tylko. Jak przyznaje Putkiewicz, czasem na udźwiękowienie filmu, które siłą rzeczy następuje na końcu, nie ma ani odpowiednich pieniędzy, ani czasu. Starają się więc jak najwięcej zrobić już na planie. W latach 90. bywało dramatycznie - dźwiękowcy musieli upominać się o ciszę na planie, jeden z największych z nich Nikodem Wołk-Łaniewski nieraz słyszał "Cisza dla Nikodema" i odpowiadał wtedy: "Nie dla mnie, dla filmu". - Sam pamiętam plany, z których chciałem uciec - mówi Putkiewicz. - Dziś jednak reżyserzy o wiele uważniej podchodzą do dźwięku. Realizator dźwięku, jak usłyszy coś złego - na przykład, że aktor mówi niewyraźnie - to zwraca uwagę. Można to od razu, jeszcze na planie, poprawić albo potem dograć postsynchrony w studio. To właśnie tam wspólnym zadaniem reżysera i dźwiękowca jest doprowadzić aktora do tych emocji, jakie miał na planie, żeby dźwięk pasował - mówi. Pojawiają się jednak problemy. Zdarza się, że aktor ma zły dzień, gra zbyt histerycznie albo bełkocze, a reżyser to puszcza. - To czasem maniera młodych reżyserów - "bo to takie prawdziwe" - mówi Putkiewicz. - Tylko jaką wartość ma scena, nawet szalenie prawdziwa, jeśli nikt nic nie zrozumie? Potrafimy dograć jednak postsynchrony tak, że nawet specjalista nie rozróżni, czy dźwięk jest z planu, czy ze studia - kończy dźwiękowiec.

Czy aktorom często zdarza się mówić niewyraźnie? Jedna z cenionych nauczycielek emisji głosu potwierdza, że przytrafia się to nawet najlepszym, bo dzisiejsi aktorzy pracują i w teatrach, i w serialach, i w filmach - i muszą umieć się szybko przestawić z mówienia scenicznego na mówienie ekranowe. Gdyby grali postawionymi głosami scenicznymi, filmów nie dałoby się oglądać, raziłyby sztucznością. Tylko czasem jej zdaniem ekranowa "naturalność" posuwa się za daleko.

Podejrzany nr 3: my sami

- U młodzieży i dorosłych w Polsce kilka-kilkanaście procent ma niedosłuch i może o tym nie wiedzieć - mówi Elżbieta Włodarczyk, audiolog i foniatra ze Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach. - Zwłaszcza gdy jest to niedosłuch wysokoczęstotliwościowy, przy którym pojawia się niedosłyszenie mowy. Gdy rozmawiamy z kimś twarzą w twarz, możemy tego nie zauważyć, ale już rozmowa w kawiarni, na ulicy czy właśnie słuchanie dialogów w kinie mogą sprawiać problemy. To dlatego, że człowiek nie słyszy wysokich częstotliwości niezbędnych do prawidłowego rozumienia mowy. A odbiór polskiego filmu oparty jest tylko na dźwięku - w filmach zagranicznych są napisy i nawet jeśli ten język obcy znamy, wzrok bezwiednie nam do nich biegnie, dlatego ze zrozumieniem filmów zagranicznych nie ma problemów.

A czy doświadczonej specjalistce zdarza się czegoś nie usłyszeć? - Owszem, bywają pojedyncze sceny czy aktorzy, którzy mają niedoskonałą dykcję, ale nie zdarzyło mi się, żebym całkiem nie zrozumiała dialogu. Za to pacjenci czasem się na to skarżą. Jeśli więc takie sytuacje się powtarzają, doradzam powiedzenie o tym lekarzowi pierwszego kontaktu, który wypisze skierowanie na badanie słuchu - mówi lekarka.

Podejrzany nr 4: język polski

W internetowych dyskusjach o kiepskiej jakości dźwięku w polskim filmie powracają jako przykłady filmy hollywoodzkie, w których "wszystko słychać". Tutaj poza argumentem przytoczonym przez doktor Włodarczyk dodać należy jeszcze jedno: angielski jest od polskiego językiem prostszym, nie tylko gramatycznie, ale też... brzmieniowo. - W języku polskim już na starcie jest trudniej, bo to język - mówiąc brutalnie - niechlujny: podmiot i orzeczenie wędrują po zdaniu, nigdy nie wiadomo, gdzie będą. Mamy w języku wybuchowe spółgłoski, spółgłoski bezdźwięczne, zbitki - mówi Bartosz Putkiewicz. - Przez to dźwięk dialogów od razu musi być głośniejszy, mieć większy odstęp od reszty ścieżki dźwiękowej. W angielskim czy francuskim ten odstęp może być zdecydowanie mniejszy. Język polski nie dorobił się też skodyfikowanego języka dialogów filmowych. W amerykańskim kinie sensacyjnym, gdy trzeba uciekać - czy to z płonącego domu, z jadącego ku przepaści samochodu, czy wyskakiwać z samolotu - zawsze padnie kwestia "Let's get out of here" (ang. "wynośmy się stąd"). Nawet więc jak wokół będzie głośno albo aktor będzie mamrotał i nie zrozumiemy dokładnie słów, i tak będziemy wiedzieli, co powiedział. W polskim kinie tego nie ma.