Scena Pokój, czyli teatr na 13 osób. Takie rzeczy tylko w Krakowie

Piotr Guszkowski
23.04.2015 17:45
Na drugim piętrze jednej z kamienic w Krakowie od dwóch lat działa Scena Pokój. Sprawcami zamieszania są Anka Graczyk i Dariusz Starczewski. Robią spektakle dla maksymalnie 13 osób, po których zapraszają do rozmowy przy kawie czy herbacie. Trudno o bliższy kontakt z widzem
Z Anką Graczyk, aktorką i współzałożycielką "sztuki na wynos" rozmawia Piotr Guszkowski

Skąd wziął się pomysł sceny na 13 widzów w mieszkaniu krakowskiej kamienicy?

- Z przypadku. Przestrzeń przy ul. Starowiślnej 55/6 wynajęliśmy na potrzeby prób do spektakli wyjazdowych "sztuki na wynos", biuro oraz działalność treningowo-coachingową. W dużym pokoju mieszkania odbyła się próba generalna spektaklu "d o w n_u s", którego byliśmy koproducentami. Została na nią zaproszona garstka widzów - współtwórców spektaklu. Atmosfera była absolutnie magiczna. Gdy po próbie zostaliśmy z Darkiem Starczewskim sami, któreś z nas powiedziało: "Ty, a może będziemy tu grać tak na stałe.?". I tak narodziła się Scena Pokój. Od początku wiedzieliśmy, że będziemy na niej chcieli zachować atmosferę i kameralność, którą odczuliśmy podczas tamtej próby. Wiedzieliśmy, że widownia będzie niewielka. Taka w sam raz, również na spotkania w kuchni i na balkonie po spektaklu. Udało nam się otrzymać w prezencie rząd starych foteli z kina Wrzos. Pod najdłuższą ścianą zmieściło się dokładnie 13, i tak zostało. A że liczba ta jest bogata w skojarzenia i przesądy, to lepiej trafić nie mogliśmy. Warto zaznaczyć, że trzynastka to nasze maksimum.

Niedawno obchodziliście drugie urodziny, więc chyba możecie się już pokusić o pewne podsumowania. Udało wam się osiągnąć to, co zamierzaliście?

- Trudno mówić o zamierzeniach, przy projekcie, który narodził się z przypadku bardziej niż z planu. Na pewno możemy mówić o spełnionych lub niespełnionych nadziejach, zaskoczeniach, planach. To, co się udało, i co cieszy nas niezmiernie, to widzowie - a właściwie goście, bo tak lubimy nazywać osoby odwiedzające Scenę Pokój. Staliśmy się dla nich miejscem istotnym: wracają do nas, dopytują o kolejne premiery, przyprowadzają znajomych, często osoby do teatru niechodzące. Działamy już dwa lata, energia nam nie opadła, rodzina "sztuki na wynos" rozrasta się, do naszej ekipy dołączają kolejne osoby. Wszystko to dobrze rokuje na przyszłość.

Co nas zaskoczyło, to że wszystko nie jest takie proste. Gdy wprowadza się w życie tak spontaniczną ideę, startuje się w różowych okularach. Osiągniecie produktywnego balansu pomiędzy wizją realistyczną a "magiczną" jest wyzwaniem. Koordynacja, logistyka, kontakty z drukarniami, zmywanie podłogi przed spektaklem - rzeczy, które po prostu są zrobione, gdy przychodzi się do "instytucji teatru", okazują się pracami, które ktoś musi fizycznie wykonać. W efekcie zaczyna brakować nam czasu. Dlatego w planach mamy zatrudnienie pierwszego pracownika biurowego.

Wszystkie te odarcia z okularów sprawiły, że przez dwa lata wypuściliśmy mniej premier, niż mieliśmy w głowie w 2012 roku. Ale z drugiej strony to, co wypuszczamy, jest, być może, dzięki temu bardziej przemyślane, dojrzalsze.

W teatrze dyskretny widz może wymknąć się z sali niezauważony, tu wydaje się to niemożliwe. Zdarzały się w ogóle takie ucieczki?

- Wciąż czekamy na pierwszego odważnego, który wyjdzie od nas ze spektaklu. Bardzo byśmy chcieli móc potem z nim czy z nią porozmawiać. Najdalsze ucieczki odbywały się na korytarz, w celu wydmuchania nosa. Długie skradanie się do wyjścia, i niewielka akustyczna różnica za drzwiami (śmiech).

Czy przy wyborze repertuaru czujecie się w jakikolwiek sposób ograniczeni przestrzenią Sceny Pokój?

- Nie. Na razie nie. Na pewno przestrzeń Sceny Pokój zmusza do wymyślania mniej oczywistych rozwiązań przestrzennych. Jednak świadomość, że swoje spektakle gramy też na wyjazdach, sprawia, że możemy myśleć o spektaklach bez ograniczeń. Jedyne ograniczenie, jakie odczuwam, to wielkość obsady. Powyżej pewnego pułapu Scena Pokój będzie przynosiła straty. Ale Darek mówi, że się tym nie przejmuje. Po to "sztuka na wynos" ma różne odnogi, by mogły się wzajemnie bilansować.

Najnowszy spektakl powstaje według "Bliżej" Patricka Marbera. Wracacie do tekstu, o którym myśleliście już pięć lat temu - dlaczego?

- Jest to tekst, z pracy nad którym narodził się pomysł "sztuki na wynos". "Bliżej" miało być pierwszą produkcją naszej firmy. Pięć lat temu było nie tylko w myśli, ale i w próbach, w różnych wariantach logistycznych, osobowych. Ten projekt powracał falami i nigdy tak naprawdę nie znikał z horyzontu. Nie mogliśmy, nie chcieliśmy i nie potrafiliśmy zakopać przyczyny całego zamieszania.

Kilka miesięcy temu Darek powiedział, że nie może już dłużej znieść tej otwartej szuflady i albo zwodujemy ten okręt przed końcem sezonu, albo go pogrzebiemy. Dlatego finalizujemy teraz. "Bliżej" było kamykiem, który zapoczątkował sztukonawynosową lawinę. Nie można było dać mu przepaść. Ale te 5 lat zaowocowało wieloma zmianami: inscenizacyjnymi, estetycznymi, obsadowymi. Ten tekst fascynował Darka od dawna, nigdy nie przestał, a teraz zawiały dobre logistyczne wiatry, i mamy nadzieję, że uda nam się ten podmuch wykorzystać.

* * *

Scena Pokój - platforma artystyczna, której główną działalnością miał być teatr w drodze. Teatr mobilny, ale absolutnie profesjonalny, na wysokim poziomie, daleki od obwoźnej chałtury - mówi Anka Graczyk.

Premiera "Bliżej" w reżyserii Dariusza Starczewskiego już 27 kwietnia. W obsadzie obok Anka Graczyk, Dagmara Bąk, Michał Kitliński i Paweł Okraska. Kolejne spektakle 28 i 29 kwietnia, a potem 18-20 maja o godz. 19.30. Bilety po 60 zł.

Więcej o: