Nie możesz jechać na wykupione wczasy? Podpowiadamy, jak stracić najmniej

Magda Kłodecka
17.07.2015 16:09
Może dopilnować, żeby biuro podróży nie wyciągnęło za dużo z twojego portfela. Bo trochę wyciągnąć musi
Zaplanowany urlopowy. Wyjazd zbliża się wielkimi krokami, a tu pojawiają się problemy. Taka sytuacja przytrafiła się pani Beacie. Hiszpańskie wybrzeże, all inclusive, rodzina w komplecie i dużo wolnego czasu - takie były plany. Jednak mniej niż trzy tygodnie przed wylotem, wyjazd stanął pod znakiem zapytania. Pani Beata postanowiła zrezygnować, choć nie miała wykupionego ubezpieczenia od rezygnacji. Poinformowała o tym biuro podróży i szybko pożałowała. Organizator zadeklarował, że może jej oddać tylko połowę wpłaconej sumy - tzw. odstępne. W sumie więc strata była naprawdę znacząca, około 7 tys. zł. Zdaniem pani Beaty, zdecydowanie za dużo.

Płacimy tylko za udokumentowane wydatki

To, że klient może zrezygnować z wyjazdu, nie podlega dyskusji. Ale już o tym, jakie koszty poniesie w związku z rezygnacją z wycieczki, mogą decydować, choć nie powinny, zapisy w regulaminie. Biuro może ustalić, że w przypadku odstąpienia od umowy podróżny poniesie następujące koszty: do 40 dni przed wyjazdem - 200 zł od osoby, 21-39 dni przed - do 30 proc. ceny imprezy, 10-20 dni przed - do 50 proc., 5-9 dni przed - 75 proc., 4 lub mniej dni przed - do 90 proc.

Dla turysty szczególne znaczenie ma dopisek "do" - wysokość odstępnego może wynieść do 30, 40 itd. procent. Biuro nie może bowiem z góry zakładać, że zna wysokość strat, jakie oznacza dla niego rezygnacja. Jak zastrzega Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, biuro może potrącić tylko te koszty, które już rzeczywiście poniosło. Zwykle musi ono znacznie wcześniej płacić np. za rezerwację hoteli, czarter samolotu itp. A jeśli niedoszły turysta będzie chciał te wydatki zweryfikować, organizator wyjazdu powinien mu przedstawić wszystkie rachunki.

Bezprawnie zaaresztowana zaliczka

Biuro, które w regulaminie ma precyzyjnie i konkretnie zapisane, ile zabierze klientowi za rezygnację, narusza prawo - takie punkty w umowach są uznawane za niedozwolone klauzule. Niektórzy organizatorzy imprez turystycznych podają dokładnie wyliczone odstępne, zaznaczając jednak, że są to "ukształtowane historycznie średnie koszty potrąceń". Takie zapisy - np.: "Zatem o ile uczestnik nie zgłosi się punktualnie na miejsce zbiórki, najprawdopodobniej nie zostanie zabrany na imprezę i nie będą dokonywane żadne zwroty z tytułu niewykorzystania zakupionych świadczeń" - trafiły już do rejestru niedozwolonych klauzul.

Niezgodne z prawem jest również zatrzymanie przez organizatora wpłaconej zaliczki, gdy klient odstępuje od umowy, bez względu na okoliczności i powody tego odstąpienia. Przykład takiej niedozwolonej klauzuli wpisanej do rejestru: "Jeżeli rezygnacja Uczestnika z przyczyn niezależnych od Biura, nastąpi w terminie krótszym niż 60 dni przed rozpoczęciem Pielgrzymki, to kwota wpłacona jako "wpłata-zaliczka", stanowi pokrycie kosztów organizacji i zostaje zatrzymana przez Biuro"

Ubezpieczenie od tego i owego

Nieco inaczej wygląda sytuacja, kiedy klient wykupi ubezpieczenie od rezygnacji - zwykle trzeba za nie zapłacić 3-3,5 proc. ceny wycieczki. Zostawia ono furtkę, na wypadek, gdyby wyjazd okazał się niemożliwy. Ale polisa będzie chronić tylko pod pewnymi warunkami, np. gdy jej właściciel nagle zachoruje lub ulegnie wypadkowi, gdy straci pracę lub umrze mu ktoś bliski. Czasami, w wariancie rozszerzonym, czyli droższym zapobiec utracie pieniędzy może sytuacja, gdy ubezpieczony lub ktoś bliski nie będzie mógł jechać z powodu "uaktywnienia się" przewlekłej choroby.

Nie ma właściwie żadnej szansy, żeby ubezpieczenie uchroniło podróżnego od strat, gdy się rozmyśli albo znajdzie np. lepsze miejsce do wypoczynku.

Jeśli więc turysta zdecyduje się wykupić ubezpieczenie od rezygnacji - a zapewne warto, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy - musi wcześniej dokładnie sprawdzić, w jakich okolicznościach ono zadziała.

Więcej o: