The Rookles, czyli brytyjski rock po polsku. To nasza płyta tygodnia

Konrad Wojciechowski
09.08.2015 19:11
Co jakiś czas na polskim rynku objawia się zespół, który zadaje kłam obiegowej opinii, że boom na rocka skończył się wraz z obfitującą w wysyp takich kapel dekadą lat 80. Po Magnificent Muttley przychodzi czas na The Rookles - czterech młodych rockowych wojowników, którym marzy się kariera Beatlesów. Właśnie wydali debiutancki album "Open Space".
Ich przygoda z muzyką trwa od ponad dziesięciu lat, ale początkowo Hubert, Maciek, Piotrek i Kamil grali oczywiście covery i to jeszcze pod roboczą nazwą In Rock, choć nieprzypadkową, bo zapożyczoną od tytułu jednej z płyt Deep Purple. Od marca 2011 obowiązuje już szyld The Rookles, ale poza tym nic się nie zmieniło. Gitarowy kwartet cały czas przemierza terytoria muzyczne z różnych epok rocka.

Każdy, kto interesuje się zjawiskiem British Invasion w muzyce, znajdzie tu coś dla siebie, bo The Rookles kompetentnie odwołują się w swoich piosenkach do kanonu. Słychać więc słodkie beatlesowskie harmonie ("I Follow You Girl"), czy bardziej zawadiackie, chropawe granie lepiej pasujące do konkurentów czwórki z Liverpoolu, czyli The Rolling Stones, zwłaszcza że w "Not Going Away" pobrzmiewają echa "It's All Over Now"; ale skojarzenia z melodyką Davida Bowiego (w końcu też Brytyjczyk!) są również w tym przypadku jak najbardziej na miejscu. Ważne, że The Rookles bawią się dźwiękami i nie zamierzają deklarować, czy bliżej im do Red Hot Chilli Peppers ("Slide It Like A Man"), czy amerykańskich gwiazd surf rocka pokroju The Beach Boys ("Fall In Love Again").

Czterej chłopcy z gitarami robią wszystko, żeby ich riffy i solówki zostały nam na długo w pamięci, dlatego nawet akustyczny wstęp do "All I'll Be There For You" jest podobny do tego z "Tears In Heaven" Erica Claptona, bo przecież cel uświęca środki. Trzeba też oddać, że śpiewanie angielszczyzną wychodzi twórcom "Open Space" dość wiarygodnie, a na pewno zdecydowanie lepiej niż po polsku. Bonusowe piosenki "Wypaleni" i "Neonowy świat" to kompletne nieporozumienie. W plebiscycie na najbardziej infantylny przebój zajęłyby ex aequo pierwsze miejsce i długo nie znalazłyby pogromcy.

Zobacz także
  • Podziel się