Podliczając koszt wyjazdu do Stanów Zjednoczonych trzeba wziąć pod uwagę napiwki! Tylko celnicy ich nie chcą

Magda Kłodecka
27.08.2015 20:20
Napiwki w różnych krajach/ Fot. Shutterstock

Napiwki w różnych krajach/ Fot. Shutterstock (Napiwki w różnych krajach/ Fot. Shutterstock)

W tym kraju pojemnik na drobne (a czasem ?grube?) jest codziennością i powszechne jest również wsparcie podziękowania odpowiednią kwotą - podpowiada serwis Wakacyjnyczas.pl.
A zatem ile, kiedy i dla kogo należy przeznaczyć na napiwek w USA?

1 USD - dla osoby obsługującej toaletę, w Polsce zwanej babcią klozetową.
1-2 USD - dla barmana, za drinka.
2 USD + więcej - za wniesienie bagażu do hotelowego pokoju. Za pierwszą sztukę należałoby dać 2 dolary i po dolarze za każdą następną.
2-5 USD - dla pokojówki hotelowej. Za pięknie pościelone łóżko i idealny wygląd pokoju każdego dnia należałoby zostawić taki napiwek, wkładając go pod poduszkę albo zostawiając na wierzchu, ale z adnotacją "dla pokojówki"
5 USD - za tzw. room service.
5 USD - za odprowadzenie samochodu do garażu; tyle wręcza się asystentowi, który przejmuje auto i odstawia na miejsce do parkowania.
5-20 USD - za pomoc konsjerża w codziennych sprawach, np. rezerwacji miejsca w restauracji albo biletu na samolot. Napiwek zależy od stopnia trudności powierzonego zadania.
10 USD lub więcej - tyle otrzyma maitre d'hotel za wskazanie najlepszego stolika w restauracji.
10-20 proc. ceny - dla kierowcy taksówki.
10-20 proc. - w przypadku jedzenia zamawianego na wynos; zwłaszcza jeśli zamówienie jest skomplikowane.
15-30 proc. - dla kelnera; ostateczna kwota zależy od sumy na rachunku. Nawet jeżeli obsługa była żenująca, zostawia się 10 proc., bo 0 zł to katastrofa.
15-20 proc. - bonus w salonie kosmetycznym, masażu, spa, u fryzjera.
10-40 proc. - za czyszczenie butów. Jak podaje portal Wakacyjnyczas.pl, w tym przypadku obowiązuje następujący kod: 10 proc. = niezadowolony, 20 proc. = jesteście dobrzy, 30 proc. = wow!, 40 proc. = uczyniliście mój dzień pięknym, odwdzięczę się wam tym samym.

Nie przenoście zwyczajów

W Stanach właściwie wszędzie oczekiwane są napiwki. Nawet jeżeli będziemy kupować lody, może być tak, że podczas płacenia kasjer obraca w stronę klienta ekran, na którym wyświetla się wysokość sugerowanego napiwku. Klient ma do wyboru: 10 proc., 15 proc., 20 proc. lub więcej; jest też opcja bez napiwku. Kasjer dyskretnie odwraca wzrok. Trochę te wszechobecne napiwki się Amerykanom znudziły, chociaż i tak wolą taki system (95 proc. obywateli USA) niż powszechne w Europie automatyczne doliczanie tzw. opłaty serwisowej. W Stanach taką opłatę pobierają tylko firmy z branży turystycznej, obsługujące w większości obcokrajowców.

Ale już np. w przypadku restauracji 44 proc. mieszkańców USA opowiada się za podwyższeniem pensji pracownikom - w rezultacie dostawaliby mniejsze napiwki i nie oczekiwali ich tak powszechnie. W wielu stanach obowiązuje bowiem tzw. tip credit, który pozwala pracodawcom znacznie obniżać pensje, uwzględniając wysokie napiwki.

Z amerykańskimi bonusami problem mają zwłaszcza podróżni. Po pierwsze, zwykle zaskakuje ich, że daje się je zawsze i wszędzie. Po drugie, jeśli chcą wręczyć napiwek, często wyliczają go według zwyczajów ze swojego kraju. A to może okazać się prawdziwym faux pas - np. 10-procentowy bonus w restauracji w Warszawie to coś zupełnie innego niż zwyczajowe 30 proc. w Stanach.

Rady obowiązujące zawsze i wszędzie

Zanim dasz napiwek, sprawdź, czy do rachunku nie doliczono opłaty serwisowej.

Napiwki dawaj dyskretnie i zawsze obliczaj je od pełnej sumy, nawet wtedy, gdy za część zapłaciłeś np. bonem dającym zniżkę.

Gdy masz wątpliwości, czy napiwek jest w danej sytuacji stosowny i ile powinien wynieść - możesz zawsze zapytać. Na przykład recepcjonistkę lub konsjerża, ale nie osobę, której zamierzasz go wręczyć.

Więcej o: