Dla kogo powinna istnieć puszcza? Dla Ciebie, czy dla myśliwych?

Anita Karwowska
09.09.2015 08:33

Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze / Grzegorz Leśniewski

Puszcza Karpacka, przedgórze Bieszczad. Okolice Przemyśla, granica z Ukrainą o rzut kamieniem. ?Kraj w najwyższym stopniu dziki, tak że go nie mogę porównać z żadnym znajomym w Europie. Potargane góry okrywają dziewicze lasy, rozpościerające się tak na szczytach wierchów, jako i po równinach? - pisze o puszczy w połowie XIX stulecia Ludwik Zejszner, pionier polskiej kartografii.


W 2011 r. do Birczy, liczącej około tysiąca mieszkańców podkarpackiej wsi na Pogórzu Przemyskim, przeprowadza się Radosław Michalski, szef fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze. Zostawia blokowisko przy Hucie Warszawa, ściąga w Karpaty ludzi, którzy będą chcieli z nim walczyć o utworzenie w Puszczy Karpackiej Turnickiego Parku Narodowego. Idą po śladach swoich poprzedników, bo pierwsze takie propozycje pojawiają się już przed II wojną (pod nazwą Wschodniokarpacki Park Narodowy). Pomysł ponownie powraca na początku lat 80., a konkretyzuje się w 1993 r. - wtedy inicjatorzy utworzenia parku składają u ministra środowiska dokumentację dotyczącą Turnickiego Parku Narodowego. Cel: powtórzyć sukces Bieszczadzkiego Parku Narodowego (powstał w 1973 r.), w którym udało się objąć ochroną resztki lasów o charakterze naturalnym, pierwotnym i mocno ograniczyć wycinkę drzew.

Takich lasów już nie ma

- Puszcza Karpacka wymaga ochrony, bo to obszar wyjątkowy. To las pierwotny, coś, czego praktycznie już nie ma, pozostał już tylko w Puszczy Białowieskiej i właśnie w Karpatach - mówi Michalski. To tysiące starych drzew, m.in. jodeł, buków i jaworów. Olbrzymy, którym należy się wpisanie na listę drzew pomnikowych - obwód wielu z nich to cztery-pięć metrów.

Puszcza nie jest poszatkowana gęstą siatką dróg, tereny są słabo zaludnione - po wysiedleniach w ramach akcji Wisła (procesu wysiedlenia w 1947 r. 140 tys. osób narodowości ukraińskiej z ziem ojczystych na Ziemie Odzyskane) jest tam 20 km przestrzeni bez człowieka. To idealne warunki dla dużych drapieżników. Niedźwiedzie, wilki, rysie i żbiki swobodnie polują, przemieszczają się po lesie i rozmnażają. Na terenie planowanego parku gniazda ma dziewięć par orła przedniego. - Mamy tu takie gatunki owadów czy roślin, które cudem się jeszcze zachowały. Mamy tu np. taki gatunek, który się nazywa zagłębek bruzdkowany, niewielki chrząszcz, który żyje w wielkich kłodach martwych jodeł - wylicza z pasją Michalski.

Parku nie chcą samorządy, leśnicy i myśliwy

Historia walki o Turnicki Park Narodowy jest przygnębiająca. Argumenty ekologów za każdym razem odbijają się o sprzeciw samorządów sąsiadujących z terenami planowanego parku (obawiają się, że park ograniczy miejsca pracy dla lokalnej ludności), lobby myśliwych i leśników.

- Problemem jest opór samorządu i familijno-branżowe powiązania grup, które stracą na utworzeniu parku. Oponentami są leśnicy i przedsiębiorcy, którzy na tym terenie chcą budować hotele oraz pensjonaty - mówił w 2010 r. "Gazecie Wyborczej" Wojciech Jarosz, prezes Stowarzyszenia na rzecz Turnickiego Parku Narodowego. Siła sprzeciwu jest ogromna - podpisana w latach 90. przez 50 tysięcy osób petycja na rzecz parku utknęła w szufladach Ministerstwa Środowiska i nikt tam do sprawy nie wraca.

Teraz kolejny bój o park zaczyna razem z fundacją Dziedzictwo Przyrodnicze organizacja WWF Polska. - Dla wielu roślin i zwierząt żyjących w Karpatach, każdy dzień stanowi walkę o przetrwanie. Dziś zaledwie 2,7 proc. powierzchni projektowanego parku narodowego jest objętych ochroną rezerwatową - mówi Paweł Średziński, rzecznik WWF Polska.

Ekolodzy chcą ochronić puszczę przed prowadzoną na wielką skalę przez Lasy Państwowe wycinką drzew. - Na terenach poza rezerwatami trwa rabunkowa gospodarka leśna, a pozyskanie drewna jest bardzo wysokie - około 65 tys. m sześc. rocznie. Oznacza to, że z puszczy wyjeżdża średnio sześć 40-tonowych ciężarówek dziennie - alarmuje WWF. Lasy są coraz bardziej przecinane przez szerokie, utwardzone drogi, którymi wywożone są ścięte drzewa. Ciężki sprzęt wdziera się głęboko w las, zostawiając po sobie potężne wyrwy w podłożu. Średziński podkreśla, że mogłoby być inaczej: w położonym po sąsiedzku Bieszczadzkim Parku Narodowym, który zajmuje prawie 30 tys. ha, pozyskuje się zaledwie 2 tys. m. sześc. drewna rocznie, czyli ponad 30 razy mniej.

Pluton myśliwych, zwierzęta bez szans

Puszcza Karpacka to dziś także raj dla myśliwych. Ściągają tu celebryci, politycy i duchowni, którzy kochają polować. Według danych Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie na trenach jej podlegających jest ponad 10 tys. jeleni, 36 tys. saren, 300 łosi, prawie 10 tys. dzików i tyle samo lisów, 13 tys. zajęcy. Myśliwi mają do dyspozycji 170 hektarów poletek łowieckich i 350 ambon. Szokujące wrażenie robi ciąg ustawionych na odcinku kilku kilometrów jedna przy drugiej ambon, które wykorzystywane są do polowań zbiorowych. Naganiane z lasu zwierzęta nie mają przed plutonem myśliwych żadnych szans: spłoszone wybiegają wprost na lufy ich strzelb.

Dla potrzeby miłośników łowiectwa przygotowano infrastrukturę - przede wszystkim legendarny ośrodek wypoczynkowy Arłamów (dziś to wielki prywatny kompleks, w czasach PRL rządowy ośrodek wypoczynkowy i myśliwski, w którym w 1982 r. osadzony był Lech Wałęsa). Łowczy mają do dyspozycji m.in. luksusowe wille mogące pomieścić jednorazowo kilkadziesiąt osób.

Lasy Państwowe: Po co park, zadbamy sami

O stanowisko w sprawie utworzenia Turnickiego Parku Narodowego zapytaliśmy Lasy Państwowe. - Przyroda na tych terenach jest właściwie chroniona i jest to właśnie zasługa Lasów. Gdyby nie była tak dobrze zachowana, nikt nie mówiłby o tworzeniu tu parku narodowego - odpowiada Edward Marszałek, rzecznik prasowy RDLP w Krośnie.

- Wycinka prowadzona jest według planów zaakceptowanych przez Ministerstwo Środowiska. Bardzo starych drzew nie wycinamy, nie miałoby to żadnego gospodarczego sensu - mówi. Według Marszałka niezbędne są też drogi, których w puszczy przybywa.

- Rozumiem, że taki widok może przerażać, ale straż pożarna musi mieć jak dotrzeć w głąb lasu w razie pożaru. Poza tym dzięki temu możemy wywozić drewno w cywilizowany sposób, bez niszczenia poszycia - wyjaśnia Marszałek.

Obecność myśliwych i rozbudowaną dla nich infrastrukturę tłumaczy tym, że zwierzyny jest bardzo dużo. - Z ambonek nie tylko prowadzone jest polowanie, ale też prowadzimy z nich liczenie i obserwację zwierzyny - mówi.

Retorykę Lasów Państwowych sprowadzającą się do tego, że doskonale wywiązuje się z zadania ochrony lasów, podważyła w sierpniu Najwyższa Izba Kontroli. Z niezwykle krytycznego dla LP raportu NIK niezbicie wynika, że leśnicy wycinają coraz więcej drzew - ilość sprzedanego drewna między rokiem 2011 a 2013 wzrosła z 34,3 mln m sześc. do 36,5, czyli o 6,5 proc. Wytknięto im też, że na potęgę przecinają lasy nowymi drogami - głównie po to, by łatwiej sięgać po drewno.

Zobacz także
  • Podziel się