Prof. Bralczyk: Łatwiej hejtować niż nienawidzić. O zawrotnej karierze słowa "hejt"

Alicja Bobrowicz
12.09.2015 17:25
HejtStop

HejtStop (HejtStop)

Krótki, wygodny "hejt" ułatwia sprawę. Brzmi łagodniej niż polska "nienawiść"
- Słowo "hejt" jest niby angielskie, ale do polszczyzny przyrosło tak błyskawicznie, jakby jego korzenie były arcypolskie - pisał w czerwcu Tomasz Lis. Redaktor naczelny "Newsweeka" odnosił się do przegranej Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich (uważał, że stało się tak przez "hejt industry", czyli zmasowane obrzucanie byłego prezydenta wszystkimi możliwymi obelgami przez zwolenników jego kontrkandydata). Mówimy więc o "hejcie na PO" bądź "hejcie na PiS" (w zależności od poglądów).

Ale tego samego określenia używamy, kiedy ludzie wylewają pomyje na zmarłą blogerkę modową (po śmierci Maddinki na jej profilu pojawiały się komentarze typu "jednego hipstera mniej hurra teraz pogrzeb i trumna z logo starbucks") czy dręczonego przez rówieśników chłopca, który popełnił samobójstwo. Dziś to słowo najczęściej pada w kontekście dyskusji o uchodźcach. Dziennikarz "Polityki" Adam Szostkiewicz pisze: "hejt przeciw uchodźcom w Polsce nie ustaje" i wymienia nonsensy z nim związane.

Słowo "hejt" (od angielskiego "hate" - nienawiść) robi w języku polskim zawrotną karierę. "Hejterzy wpisują do internetu hejty, które stały się nowym gatunkiem wypowiedzi, trochę odwołującym się do paszkwilu." - pisał w ub. roku na łamach "Gazety Wyborczej" prof. Jerzy Bralczyk.

Zapytaliśmy językoznawcę, skąd takie powodzenie słowa "hejt" w naszym języku.

Prof. Jerzy Bralczyk: - To słowo krótkie, więc wygodne. Ale co ważniejsze, łatwiej hejtować niż nienawidzić. Trudno przecież przyznać się do nienawiści, która jest poważnym i negatywnym uczuciem. Obce, angielskie słowo ułatwia sprawę, nie ma w języku polskim tych samych konotacji. Hejter nie ma problemu z przyznaniem się do hejtowania. Bo jednak "uprawiać hejt" to nie to samo co "uprawiać nienawiść". Choć powinniśmy takie zachowania podobnie piętnować.

- Wydawałoby się, że pod tym względem język polski jest bogaty; mamy "szykany", "potwarz", "zniesławienie", "nienawiść".

- Ale "hejt" to ani zniesławienie ani potwarz. Najbliżej jest znaczeniowo "obelga", choć też nie do końca. Obelga polega na używaniu słów nacechowanych emocjonalnie, obraźliwych. A hejt może być wyrażony spokojnie za pomocą cywilizowanych słów. Można hejtować, nie używając obelg.

- A taka definicja: "negatywny pogląd, z którego hejter czerpie przyjemność"? Trafna?

- Niezupełnie, bo "hejt" to nie jest pogląd. To akt, zachowanie językowe. Oczywiście hejter czerpie z niego pewną satysfakcję, którą można porównać do zachowań dzieci, które przeżywają to, że komuś dopiekły. To infantylna satysfakcja.

Zobacz także
  • Podziel się