Nie może chodzić do pracy - twierdzi, że ma alergię na wi-fi. Czy to możliwe?

mista
18.09.2015 12:09
Strefa Wi-Fi na terenie dworca PKP w Katowicach

Strefa Wi-Fi na terenie dworca PKP w Katowicach (DAWID CHALIMONIUK)

Francuski sąd właśnie uznał, że kobiecie uczulonej na wi-fi należy się renta inwalidzka. Wi- fi jest wszędzie. Czy czeka nas epidemia alergii? Jest się czego bać?
Przypadek Marine Richard (39 l.) z Marsylii może przejść do historii. Kobieta narzekała na coraz częstsze migreny, bezsenność, palpitacje serca, zauważyła rosnące problemy z koncentracją, a nawet z pamięcią. Problemy narastały od lat. Lekarze wykluczali kolejne choroby. Kobieta zauważyła jednak, że uciążliwości ustępowały kiedy opuszczała miasto. Zaczęła podejrzewać u siebie EHS, czyli tzw. nadwrażliwość elektromagnetyczną.

Jednym z powodów, był fakt, że uciążliwości - jak twierdzi - narastały gdy jej organizm był wystawiony na działanie fal elektromagnetycznych generowanych przez telefony komórkowe, wi-fi dyskomfort stawał się nie do zniesienia, w końcu musiała wynieść się za miasto. Bo tylko tam - jak mówi - natężenie fal było na tyle słabe, że nie powodowało problemów.

Wiązało się to z rewolucja w jej życiu. Nie mając środków do życia, zaczęła starać się o rentę inwalidzką. Francuska administracja puknęła się w głowę: "Alergia na wi-fi? Nie ma takiej choroby" - twierdzili. Zdesperowana Richard oddała w końcu sprawę do sądu. I wygrała. Sąd w Tuluzie stwierdził, że kobieta w wystarczającym stopniu dowiodła, że przyczyną jej dolegliwości było zbyt silne pole elektromagnetyczne i przyznał jej 800 euro renty.

To pierwszy taki przypadek w historii, ale mogą być kolejne. Kilka dni temu amerykańskie media doniosły, że do sądu poszli rodzice ucznia z Massachusetts cierpiącego na podobne dolegliwości. Problemy miały się nasilić w 2013 roku, kiedy szkoła zainstalowała nowy system bezprzewodowej łączności o znacznie większej mocy.

Rodzice wielokrotnie zwracali się do dyrekcji, by coś z tym zrobiła, ale eksperci badający poziom radiacji utrzymywali, że jest on całkowicie bezpieczny. Ale 12-latek cierpiał coraz bardziej - uskarżał się na nudności, bóle głowy, a nawet krwotoki z nosa. Objawy nasilały się, gdy przebywał w szkole. Rodzice w pozwie domagają się likwidacji sygnału wi-fi w placówce i 250 tys. dol. odszkodowania.

Bać się wi-fi? O alergii na wi-fi rozmawiamy z ekspertką z Zakładu Ochrony Mikrofalowej w Wojskowym Instytucie Higieny i Epidemiologii.

Michał Stangret: Jest coś takiego jak alergia na wi-fi, czy to wydumany problem?

Dr nauk biologicznych Elżbieta Sobiczewska*: - Trudno powiedzieć, czy wydumany. To, że są ludzie nadwrażliwi na pole elektromagnetyczne, które mogą odczuwać nawet bardzo niskie natężenia i ich organizm może na to reagować, jest tematem, który już się przewija od kilku lat. Ale nie ma naukowych dowodów jednoznacznie wskazujących na to, że to się dzieje. Tego typu możliwa nadwrażliwość nie jest więc - przynajmniej na razie - opisana w kategoriach jednostki chorobowych. Nie ma również badań wskazujących na jakieś objawy jednakowe dla wszystkich, z którymi tego typu nadwrażliwość mogłaby się wiązać. W przypadku tego typu doniesień operujemy w sferze subiektywnych odczuć różnych osób.

A w jaki sposób taka alergia na wi-fi może się przejawiać?

- W naukowych publikacjach pojawiają się doniesienia o problemach ze snem, jak zaburzenia snu, bezsenność, a także bóle głowy, lub objawy związane z nerwicami.

Dziś wi-fi jest wszędzie: praca, szkoła, urzędy, galerie handlowe. Nawet nie mając go w domu, jesteśmy w zasięgu wi-fi sąsiadów.

- No i niestety nie da się tego uniknąć. To jest jeden z tych czynników środowiskowych, którego będzie przybywać. Im bardziej się otoczymy bezprzewodowymi urządzeniami - komórkami, internetem, to niestety będą coraz większe tereny objęte podwyższonym polem elektroenergetycznym.

Są szacunki mówiące o tym ile osób może cierpieć na nadwrażliwość elektromagnetyczna?

- Na tym etapie nie ma. Pojawiają się badania pseudo-epidemiologiczne robione na grupach osób mieszkających w okolicach stacji bazowych sieci komórkowych, ale jednoznacznych wyników które mogłyby potwierdzić lub też wykluczyć wpływ tego typu instalacji na wskazywane objawy wciąż nie ma. Myślę, jednak, że ich pojawienie się jest tylko kwestią czasu.

Tego się można nabawić, czy z tym się rodzimy?

- Mechanizmy powstawania również są w sferze naukowych dociekań. Zwróćmy uwagę, że bardzo trudno stwierdzić, że organizm danej osoby inaczej odbiera pole magnetyczne niż inne. Potrzebna byłaby procedura badawcza, a tej również na razie naukowcy się nie dorobili.

Na jakim poziomie organizmu człowieka wpływ tego pola może zachodzić: komórek, cząsteczek, a może organów?

- Z punktu widzenia biologicznego wpływ jest niewielki, bo mówimy o polach elektromagnetycznych cechujących się niskim natężeniem. Ale odpowiedź na to pytanie wymagałaby bardzo szczegółowych obserwacji. Problem w tym, że mamy do czynienia z czynnikiem, który nie musi zadziałać natychmiast. Wszystko może zależeć od indywidualnego stopnia wrażliwości na pole elektromagnetyczne, teoretycznie możliwe są więc i bardziej opóźnione reakcje organizmu. Na razie w Polsce badań w tym kierunku się nie prowadzi.
*dr n. biol. Elżbietą Sobiczewską jest ekspertką z Zakładu Ochrony Mikrofalowej w Wojskowym Instytucie Higieny i Epidemiologii