"Ekologiczne" jajka mogą być niebezpieczne? Urzędnicy ostrzegają

Michał Stangret
18.10.2015 20:00
Jajka

Jajka (Fot. archiwum)

Jaja od kur z wolnego wybiegu mogą zawierać niebezpieczne dioksyny - twierdzą urzędnicy
Jaja od kur z wolnego wybiegu to hit ostatnich lat. Mimo że potrafią kosztować kilkukrotnie więcej niż fermowe (ponad 1 zł/szt.), kupujemy je coraz chętniej. Niektórzy uważają, że smakują lepiej, i podoba nam się, że przy okazji wspieramy gospodarstwa, które w cywilizowany sposób obchodzą się ze zwierzętami. Hodowcy takich kur twierdzą, że dzięki temu udziela się im hormon szczęścia, bo zwierzęta żywią się naturalnie, skubiąc trawkę i robaki. Dzięki temu ich jaja są zdrowsze niż te od kur z klatek, które są żywione paszą.

Wolne jaja z dioksynami?

Duże fermy niosek do tej pory tylko przyglądały się tej modzie. Teraz ich właściciele postanowili przejść do ofensywy. - Nie możemy dłużej bezczynnie patrzeć, jak ludzie ulegają modzie na spożywanie jaj z wolnego wybiegu. W rzeczywistości spożywanie tego typu jaj może być nawet ryzykowne. Bo mogą zawierać wiele szkodliwych substancji. Mamy na to dowody i chcemy o nich głośno powiedzieć. Jesteśmy w trakcie planowania dużej kampanii informacyjnej. Ruszymy z nią w ciągu kilku miesięcy - mówi Rafał Ratajczak, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz zrzeszającej m.in. dużych producentów jaj fermowych.

O jakich dowodach mówi prezes? Jak się dowiedzieliśmy, chodzi m.in. o wyniki badań jaj od kur z wolnego wybiegu, wykonane przez Państwowy Instytut Weterynaryjny. Mają dowodzić, że w wielu gospodarstwach produkujących jaja z wolnego wybiegu stwierdzono przekraczające normy stężenia dioksyn.

- To prawda. Gdy trafiliśmy na pierwsze takie przypadki, byliśmy zaskoczeni. Jak to ekologiczne gospodarstwo, a w jajach toksyczne dioksyny? Niestety, to się powtarza nagminnie. Przekroczenia norm notujemy aż w 13 proc. kontrolowanych gospodarstw zajmujących się produkcją jaj z wolnego wybiegu. W większości przypadków są to nawet kilkunastokrotne przekroczenia - potwierdza prof. dr hab. Jadwiga Piskorska-Pliszczyńska, kierownik Zakładu Radiologii Państwowego Instytutu Weterynaryjnego.

Czym są dioksyny?

- To substancje, których większość powstaje w procesie spalania. Są emitowane przez przemysł, przydomowe piece węglowe albo w wyniku tego, że gospodarz pali różnego rodzaju śmieci. Opadają na glebę. A 10 proc. tego, co trafia do organizmów kur biegających po podwórkach i wydziobujących trawę oraz robaki, to właśnie gleba. Do tego na podwórku mogą być wylewane różnego rodzaju oleje, chemikalia. Efekt jest taki, że dioksyny jako składnik ich diety, znajdujemy potem w jajach - wyjaśnia profesor.

Tłumaczy, że nadmierne ilości tych substancji dla organizmu człowieka, mogą mieć działanie rakotwórcze.

- Ale najgorszą ich cechą jest to, że po dostaniu się do organizmu naśladują naturalne hormony i zaburzają homeostazę. Innymi słowy ingerują w ludzki układ hormonalny, co może skutkować trudnościami w rozmnażaniu i bezpłodnością - mówi prof. Piskorska-Pliszczyńska.

Co gorsza, zanieczyszczona jest nie tylko gleba.

- Niedawno mieliśmy przypadek starego obiektu drewnianego zamienionego na elegancki kurnik. Stwierdziliśmy wielokrotne przekroczenia norm dioksyn w jajach tamtejszych kur. Okazało się, że drewniane ściany kurnika były zabezpieczane antygrzybicznymi preparatami, które emitowały diabelne ilości dioksyn - twierdzi profesor.

Kto sprzedaje najgorsze jaja?

Inspekcja weterynaryjna przeprowadza tego typu kontrole wyrywkowo. Po tym, jak zostaną stwierdzone przekroczenia, hodowla jest zamykana, a jaja niszczone.

Według weterynarzy, nie każde jajo ekologiczne musi być skażone dioksynami, bo nie wszystkie gospodarstwa muszą być równie zanieczyszczone - Ale nie ma możliwości, by wszystkie skontrolować, bo są ich setki. Jednak spożywając jaja od kur z wolnego wybiegu, trzeba się liczyć z dużym ryzykiem. W przypadku jaj produkowanych na fermach tego problemu w ogóle nie notujemy - mówi prof. Piskorska-Pliszczyńska.

Najbardziej "podejrzane" są jaja sprzedawane przez rolników na targowiskach. W większości tego typu gospodarstwa nie są objęte nadzorem Inspekcji Weterynaryjnej.

Według danych resortu rolnictwa w nierejestrowanej produkcji przyzagrodowej utrzymywane jest aż 17-20 proc. całego pogłowia kur. Zweryfikować, czy producent znajduje się na liście ferm i stanowisk dla kur, zarejestrowanych przez Inspekcję Weterynaryjną, można na stronie Głównego Inspektoratu Weterynarii.

Ich listę można znaleźć na stronie Głównego Inspektoratu Weterynarii.

Więcej o: