Święto Niepodległości. Co jeść 11 listopada - gęsinę czy rogale?

Michał Stangret
09.11.2015 21:00
Rogal świętomarciński

Rogal świętomarciński (Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta)

Która z tych potraw wygra bitwę o narodowe danie Polaków na Święto Niepodległości? Batalia trwa w najlepsze.
- Lubimy naśladować Amerykanów. Za oceanem w święta patriotyczne na stołach królują indyki, więc i my postanowiliśmy dorobić się własnej niepodległościowej potrawy - mówi Stanisław Butka, starszy Cechu Piekarzy i Cukierników w Poznaniu, który rozkręca wśród Polaków modę na jedzenie rogali świętomarcińskich z okazji Święta Niepodległości.

Zaczęło się od poznańskiego cukiernika

Butka opowiada poznańską legendę, zgodnie z którą prekursorem wypieku świętomarcińskiego rogala był Józef Melzer, lokalny cukiernik. Na pomysł wypieku wpadł w listopadzie 1891 roku pod wpływem kazania proboszcza, który zachęcał, by ludzie uczcili dzień św. Marcina (11 listopada) jakimś uczynkiem miłosierdzia skierowanym do niezamożnych mieszkańców Poznania. Namówił więc swego pracodawcę do wypieku rogali, które rozdano ubogim mieszkańcom Poznania. Setki poznaniaków spróbowało specjału, który przypadł im do gustu. W kolejnych latach pomysł wypieku podchwycili inni poznańscy cukiernicy i piekarze, a jedzenie rogali na 11 listopada stało się lokalną tradycją.

Od 2008 roku nazwa "rogal świętomarciński" jest wpisana do rejestru chronionych nazw w Unii Europejskiej, a że dzień św. Marcina pokrywa się ze Świętem Niepodległości, rogal zaczął funkcjonować jako kulinarny niepodległościowy specjał. - W tych dniach sprzedajemy ok. 600 ton wyrobu w samej Wielkopolsce - mówi nam Butka, który osobiście szefuje instytucji mającej wyłączność na nazwę "rogal świętomarciński". W tym roku prawa do ich wypieku udzielono 101 cukiernikom, głównie w Wielkopolsce.

O tym, że pomysł chwycił, może świadczyć fakt, że w całym kraju na sklepowych półkach w okolicach Święta Niepodległości roi się od podobnych rogali oferowanych pod nazwami "Królewski", "Zerzeński", "Prawiemarciński". "Rogal z makiem" itp. To, co je łączy, to m.in.: przypominający podkowę kształt, waga (150-250 gramów), ciasto półfrancuskie, sprawiające, że podczas krojenia rogal się rozpada, oraz nadzienie zawierające biały mak z orzechami, które łatwo oddziela się od ciasta (te cechy to nawiązanie do idei, zgodnie z którą rogalem świętomarcińskim należy się dzielić z innymi).

Różnią się ceną. Butka mówi nam, że za średni świętomarciński oryginał (200 g) zwykle trzeba zapłacić ok. 7 zł, podczas gdy "imitacje" potrafią być tańsze. Np. Lidl reklamuje właśnie swój Rogal królewski za 4,99 zł, a w Intermarche za Rogala z makiem wystarczy zapłacić 2,99 zł.

Gęsi ścigają rogal

Od kilku lat do jedzenia gęsiny na św. Marcina mocno zachęcają w akcjach promocyjnych władze województwa kujawsko-pomorskiego. To właśnie w tym regionie - obok Wielkopolski - obchodzony jest dzień św. Marcina. Nawiązując do staropolskiego przysłowia, ukuto nawet hasło "Gęsina na świętego Marcina", a pomysł podchwyciło kilkudziesięciu restauratorów, którzy w listopadzie włączają potrawy z gęsi do menu (PKP Intercity podaje gęsinę w Warsie).

Na tej fali próbują popłynąć duże sieci spożywcze, które włączają mięso z gęsi do sezonowych promocji.

Mimo że gęsina atakuje nas w listopadzie już od kilku lat, a z wypowiedzi producentów gęsi wynika, że zainteresowanie gęsiami rośnie, to według najbardziej optymistycznych szacunków Polacy spożywają zaledwie niecałe 2 tys. ton gęsiego mięsa rocznie, co daje mniej niż 5 dag tego mięsa na głowę (dla porównania: konsumpcja kurczaków przekracza 25 kg/os. rocznie, czyli ponad 500 razy więcej niż gęsi). Być może ma to związek z tym, że - jak narzeka wielu konsumentów, którzy skusili się na gęsinę - mięso gęsi często jest twarde.

Najwyraźniej zupełnie nie przeszkadza to Niemcom, którzy są głównymi odbiorcami polskich gęsi: trafia tam ponad 90 proc. polskiej gęsiny (ok. ponad 20 tys. ton rocznie).

Zobacz także
  • Podziel się