Apel do kierowcy wiozącego powietrze: stop z drogowym egoizmem

Marcin Kozłowski
16.11.2015 14:48
Na drogach dojazdowych w kierunku morza tworzą się korki

Na drogach dojazdowych w kierunku morza tworzą się korki (ŁUKASZ WĄDOŁOWSKI)

Od pewnego czasu stojąc na przystanku w oczekiwaniu na autobus do pracy zacząłem zwracać uwagę na to, jak wielu kierowców jeździ w aucie samotnie, bez żadnego pasażera. Za każdym razem uderza mnie to, że jest ich zatrważająca większość. A ruch w miastach przecież wcale nie maleje
Ósma rano. Korki. Zdenerwowany kierowca klnie, wyzywa innych od idiotów, posuwa się z prędkością kilku metrów na minutę. W napięciu patrzy na zegarek. Za zaistniałą sytuację wini wszystkich wokół - władze miasta, źle zorganizowaną infrastrukturę, nieodpowiednio działającą sygnalizację świetlną, uliczne remonty i innych kierowców, którzy mogli przecież zostać w domu. Nie zastanawia się jednak nad tym, że zamiast wybrać się w podróż komunikacją miejską, woli opcję wygodniejszą. Własny samochód. Można posiedzieć, radia posłuchać, fajkę zapalić. Pełen komfort.

Z podobnego założenia wychodzą codziennie tysiące kierowców w miastach. Korki to nie tylko efekt czynników od nas niezależnych. To także efekt niewyobrażalnego egoizmu tych, którzy codziennie kursują za kółkiem. A nie muszą. Na własne życzenie paraliżują miasto w godzinach szczytu.

Już słyszę głosy oburzonych miłośników czterech kółek. "Muszę zawieźć dzieci do szkoły, a potem spieszę się do pracy!", "Po godzinach robię duże zakupy, nie będę ich dźwigać", "Mam chory kręgosłup, nie mogę stać w autobusie i tramwaju", "Mieszkam za miastem". Mam jednak wrażenie graniczące z pewnością, że wśród całej rzeszy kierowców poruszających się po ulicach polskich miast, tylko część z nich wozi dzieci do szkoły, robi duże zakupy, ma chory kręgosłup i mieszka za miastem w domku z ogródkiem. A co z resztą? Najczęściej mają przystanek pod nosem, w ostateczności mogą podjechać np. do pętli i auto zostawić w pobliżu. Ale nie chcą.

Na takim podejściu cierpią głównie ci, którzy decydują się na opcję z pozoru najmniej wygodną i korzystną, czyli komunikację miejską. Autobusy stoją siłą rzeczy uwięzione w korkach razem z autami osobowymi. Stać w korkach muszą także te osoby, które rzeczywiście wiozą dzieci, ciężki bagaż i dla których podróż autem nie jest kaprysem, a koniecznością. A wśród nich samotny, sfrustrowany kierowca w pustym aucie trąbiący na wszystkich wokół.

Niejednokrotnie słyszę wymówki tych, którzy wbrew porannym i popołudniowym zatorom na drogach decydują się na podróż autem. Bo komunikacją to trzeba się przecież przesiadać, bo zimą za zimno, bo latem za gorąco, bo daleko do przystanku. Podróżuję autobusami, tramwajami, pociągami od wielu lat. I przyznam, drodzy kierowcy, że komunikacja miejska wcale nie gryzie. Nie jest to luksus, ale nie przesadzajmy. Przy odrobinie sprytu i szczęścia, można znaleźć miejsce siedzące i poświęcić czas w drodze do i z pracy na przeczytanie kilku stron książki, przejrzeć internet. Komunikacja miejska jest też zazwyczaj punktualna.

Zazwyczaj. Chyba, że akurat są korki.