Duży sukces polskiej firmy. Z jej usług korzysta już Biały Dom, Google...

Michał Stangret
19.11.2015 14:20

fotomontaż / wikipedia.org

- To ekscytujące: codziennie rano budzę się i pierwszą rzeczą jaką robię to sprawdzam kto u nas wykupił konto. Dziś rano pojawił się klient z państwa, o którego istnieniu nawet nie zdawałem sobie sprawy - mówi nam Michał Sadowski, właściciel wartej kilkadziesiąt milionów złotych firmy Brand24 S.A., która zajmuje się monitorowaniem internetu.
Michelle Obama, Pierwsza Dama USA, postanowiła, że wykreuje wśród młodych Amerykanów modę na edukację. Chce przekonywać młodych do zdobywania wykształcenia i nowych zawodowych umiejętności, które mogłyby zapewnić im lepszą przyszłość. Od pomysłu do realizacji daleka droga, a elementem tych działań ma być internetowa kampania promująca edukację (nosi nazwę "Better Make Room"). Po pomoc zgłosiła się do wrocławskiej firmy Brand24, która monitoruje internet i platform społecznościowych.

Z Michałem Sadowskim, właścicielem brand24 S.A. rozmawia Michał Stangret.

Pan już jest niemal celebrytą: sukcesy, wywiady...

- Pięć minut sławy. Znam swoje miejsce w szeregu.

Są setki firm zajmujących się monitoringiem sieci, a Pierwsza Dama USA prosi właśnie was o pomoc?

- To nie była jakaś specjalna filozofia, bo nasz produkt jest dostępny w wersji automatycznej. To znaczy, klienci testują go sobie bez kontaktu z człowiekiem, a jeśli są zainteresowani mogą sobie również bez kontaktu z człowiekiem wykupić abonament. Akurat Flotus, czyli Biuro Pierwszej Damy USA przetestował nasz produkt, porównał wyniki z konkurencji i wybrali. Trafili na nas przez Google.

Czyli was wyguglali?

- Tak, zaproponowali nam dodatkowo status partnera. Potrzebowali trochę rozszerzonych parametrów konta, więc postanowili nas włączyć do całej tej akcji. Tutaj nie było więc jakichś widowiskowych pościgów sprzedażowych. To był naturalny tryb w jakim zdobywamy klientów. Tyle szczęścia, że to dość widowiskowy klient. Ale współpracujemy także z policją stanową w Kentucky, z urzędem telekomunikacji w Emiratach Arabskich i wieloma innymi egzotycznymi instytucjami..

Co właściwie będziecie robić dla Pierwszej Damy?

- Kampania, którą oni organizują ma kilka aspektów, m.in. to będą różnego typu podkampanie realizowane w oparciu o różne hashtagi w mediach społecznościowych i my będziemy pomagać wychwytywać zasięgi jakie udało się wygenerować przy pomocy tych kampanii, Dzięki nam lepiej zrozumieją co ludziom podoba się w tej akcji, a co nie, będą mogli z nimi porozmawiać, ale będą mogli też zmierzyć efekt jaki udało się osiągnąć promując edukację wśród generacji Z.

Wcześniej waszym klientem został sam Google.

- Dział Google, który zajmuje się promocją nauki programowania w bardzo młodym wieku prowadzi związaną z tym kampanię. Potrzebowali narzędzia, które umożliwiłoby im sprawdzanie efektów, mierzenie zasięgów, które te kampania generuje.

Google też was wygooglało?

- Firm monitorujących internet są setki, natomiast firm które dawałyby błyskawiczną możliwość przetestowania produktu - w kilkadziesiąt sekund po wejściu na stronę - jest pewnie mniej niż na palcach jednej ręki. Coraz częściej nawet w dużych podmiotach ludzie nie chcą spędzać dni czy tygodni na rozmowach telefonicznych, webinarach, żeby dopchać się do wersji demo produktu. Chcą móc przetestować tu i teraz i jeśli działa to super, działamy. W obu przypadkach - Flotusa i Google - byliśmy jednymi z dwóch, czy trzech narzędzi, które oni testowali i nasz produkt im najbardziej odpowiadał.

Konkurencja też może za chwilę uruchomić wersje demonstracyjne on-line swoich produktów.

- To prawda, ale to nie jest tak łatwe do wdrożenia. Do nauki praktyk wynikających z automatycznego dostępu do narzędzia, można by postawić na nogi całe uniwersytety. Te firmy mają doświadczenia w zupełnie innej formie sprzedaży: przychodzą do klienta, opowiadają o produkcie, szkolą, spotykają się, miliony uścisków dłoni i tak dalej. Ich doświadczenia w automatycznym procesowaniu klienta są bardzo ograniczone, a my je budujemy od czterech lat. Do tego nasze narzędzia są o wiele tańsze. Działalność monitoringu internetu to dość stara branża jak na biznes internetowy, bo narzędzia tego typu działają od 8-10 lat. Powstały w momencie gdy nie było wielu klientów, a technologia przechowywania i przetwarzania danych była piekielnie droga. Cenniki większości tego typu usług usystematyzowały się na tysiącach dolarów miesięcznych opłat. W międzyczasie technologia bardzo mocno potaniała. Klientów jest dużo więcej, bo z monitoringu chcą korzystać nie tylko topowe marki, ale też np. właściciele restauracji, właściwie każde mała firma. Myśmy to w dobrym momencie zauważyli i przygotowaliśmy produkt bardzo dostępny cenowo, bo abonamenty zaczynają się od 50 dol/mies. Wypełniliśmy lukę która była na rynku monitoringu. Stąd nasza ekspansja globalna. Przychody zagraniczne urosły 8-krotnie w ciągu roku.

Macie już klientów z 35 krajów.

- To ekscytujące, bo codziennie rano budzę się i pierwszą rzeczą jaką robię to sprawdzam kto u nas wykupił konto.

A dzisiaj rano?

- Pojawił się klient z kraju, o którego istnieniu nawet nie wiedziałem: Belize. To malutki kraj w Ameryce Południowej, gdzie jest raj podatkowy i gdzie dużo rosyjskich firm jest rejestrowanych.

Młodzi często mówią: zrobiłbym własny biznes, ale do tego potrzeba kasy na start. Ściana.

- Właśnie nie i to jest najpiękniejsze w branży internetowej. Nie trzeba mieć milionów na start, bo nie trzeba kupić magazynów i inwestować we franczyzę. Know-how plus czas i cierpliwość mogą wygenerować dużą wartość. I tak było w naszym przypadku - do momentu pozyskania pierwszych klientów nie włożyliśmy w tą spółkę więcej niż kilkaset złotych na podstawowe serwery. Pozostałe to czas jaki musieliśmy poświęcić na stworzenie jakichś tam umiejętności. To jest fajne, że żyjemy w czasach, w których można zrobić coś z niczego.

Mam 36 lat, od czego zacząć?

- Wiek w ogóle nie jest problemem. Mark Pincus, który stworzył Zyngę (firmę która zrobiła Farmville'a, grę w pokera na Facebooku - bardzo popularne usługi) miał chyba 49 lat jak ją założył i to był jego dziesiąty projekt. Lepszy przykład z własnego podwórka - mój tata, który w wieku 52 lat zaczął się uczyć programowania. W tej chwili jest świetnym programistą, a wcześniej prowadził zakład krawiecki. Inna sprawa to umiejętności. Ja jestem fanem tego, by zamiast samemu uczyć się programowania, znajdować wspólników z odpowiednimi kompetencjami. Wystarczy trójka osób - project manager, programista, grafik - i razem mogą zrobić praktycznie każdą usługę internetową, jaką sobie wymyślą.