Radek ma morderczy pomysł: co miesiąc ukończyć Ironmana. Zbiera na wózek inwalidzki dla Piotrka

Michał Stangret
03.12.2015 16:17
Radek Kokosza (36 l.) z Warszawy - pomysłodawca akcji '12 razy pomagam' - triathlonista-amator, który co miesiąc przez cały rok będzie robił Ironmana. Cel? Pomóc 16-letniemu Piotrkowi zdobyć fundusze na nowy wózek inwalidzki.

Radek Kokosza (36 l.) z Warszawy - pomysłodawca akcji '12 razy pomagam' - triathlonista-amator, który co miesiąc przez cały rok będzie robił Ironmana. Cel? Pomóc 16-letniemu Piotrkowi zdobyć fundusze na nowy wózek inwalidzki. (Facebook/ 12xpomagam.pl)

Amatorzy triathlonu uważają, że do morderczego wyścigu Ironman podchodzi się góra raz w roku, ale Radek chce robić ten wysiłek co miesiąc. I to przez cały rok. Cel? Zebrać fundusze na wózek inwalidzki dla Piotrka, który jest po porażeniu mózgowym.
- Wychodzisz z basenu przepłynąwszy prawie 4 km. Chociaż padasz na twarz ze zmęczenia, wiesz, że to nie koniec. Mimo, że mróz ścina kałuże a wiatr niemal przewraca na ziemię, wskakujesz na rower, by przejechać 180 km. Kiedy zsiadasz, jest już wieczór. Miasto powoli szykuje się do snu. Ale nie ty. Przed tobą maraton. Marząc o ciepłej pościel zaciskasz zęby i biegniesz - mówi Radek Kokosza (36 l.) z Warszawy. Postanowił co miesiąc przez cały rok pokonywać morderczą trasę triathlonu na dystansie Ironman: 3,8 km pływania, 180 km na rowerze i 42,195 km biegu. Razem 226 km. Niezależnie od pogody!

Cel akcji "12 razy pomagam" (12 bo w sumie ukończy w ciągu roku 12 wyścigi Ironman) jest szczytny: chodzi o wsparcie finansowe dla Piotrka, który potrzebuje nowego specjalistycznego wózka inwalidzkiego (koszt 48 tys. zł). Jak spieniężyć wysiłek? Radek zachęca internautów do wpłat, których wysokość uzależnia od... swojego czasu pokonania dystansu w tym morderczym stylu. - Za każdą minutę poniżej czasu 12 godzin, internauci wpłacają złotówkę. Jeżeli jednak Radek przekroczy 12 godz., z własnej kieszeni wyjmie pieniądze na każdą nadprogramową minutę. Radkowi kibicuje coraz więcej internautów, ale czy uda mu się zrealizować bezprecedensowy plan?

:)))

Posted by 12xpomagam on 29 listopada 2015


Z Radkiem Kokoszą, pomysłodawcą akcji "12 razy pomagam" rozmawia Michał Stangret

Michał Stangret: Skąd ten pomysł?

Radek Kokosza: - Jako triathloniści musimy prawie rok wcześniej zapisywać się na zawody, a potem wiele miesięcy trenować. Powiększyła mi się rodzina, często coś nie wypalało i te treningi szły na marne. Postanowiłem więc, że poświęcę rok na sportową zabawę, ale szukałem motywacji do całorocznego biegania. Wtedy pojawił się pomysł, że może komuś przy okazji można pomóc. Zaczęliśmy ze znajomymi szukać potrzebującego.

Jak to się stało, że padło na Piotrka?

- Znalazła go ciocia żony, która pracuje w szpitalu. Chłopak cierpi na dziecięce porażenie mózgowe czterokończynowe spastyczne. To oznacza, że nie ma dostatecznej siły w rękach i nogach by poruszać się samodzielnie. Od urodzenia funkcjonuje na wózku, potrzebuje osoby, która go będzie pchać. Im jest starszy tym rośnie potrzeba jakiejś samodzielności. Ma już 16 lat i marzy mu się samodzielny dojazd do szkoły. Stąd pomysł by sprawić mu wózek elektryczny. Sprzęt, na który zbieramy dodatkowo umożliwi mu rehabilitację.

Co to znaczy?

- Piotrek cały czas siedzi. Jednak ze względów rehabilitacyjnych musi co jakiś wstać, zmienić pozycję. Chodzi o to, żeby kręgosłup i narządy funkcjonowały prawidłowo. Ten wózek będzie miał funkcję pionizującą, co ułatwi wykonywanie części ćwiczeń. Chłopak będzie też w stanie dosięgać samodzielnie przedmioty z wyższej półki. To odciąży rodzinę, bo to już kawał chłopa. Dodatkowa funkcja - poziomowania - umożliwi mu za to samodzielne położenie się na łóżko. Niestety zakup takiego wózka przekracza możliwości finansowe jego rodziny - chodzi o 48 tys. zł.

Udało się już coś zebrać dla Piotrka?

- Do tej pory zrobiłem już dla niego dwa Ironmany - pierwszy był w październiku, kolejny w listopadzie, następny planuję na 30 grudnia. Po pierwszym uzbieraliśmy kilkaset złotych. Osiągnąłem wtedy czas 11 godzin 47 minut, czyli 13 minut poniżej ustalonego pułapu 12 godzin. W efekcie nasi darczyńcy wpłacali po 13 zł. Wiemy, że robili to też ludzie, których w ogóle nie znamy. Dowiedzieli się o całej akcji z Facebooka, widać że zainteresowanie rośnie.

Słyszałem, że robi pan tego Ironmana dla Piotrka po nocach?

Za mną już dwa Ironmany akcji. Podczas październikowego startu cały dystans robiłem w nocy. Ok. 21.30 wystartowałem na basenie, potem do ok. 4 nad ranem - rower, bieg skończyłem ok. 10. Ale zwykle starty będę planował w dzień. Najczęściej korzystam z basenu na Bielanach, reszta ma miejsce na bocznych drogach pod Warszawą, żona jedzie za mną w samochodzie.

Ona mierzy czas?

- Korzystam ze specjalistycznego zegarka z GPS-em, który monitoruje przebieg wszystkich trzech konkurencji, a na koniec wszystko jest zliczane do kupy i wrzucane do serwisu on-line, gdzie są wyszczególnione wszystkie zebrane informacje, łącznie z moim pulsem, przebytym dystansem, tempem w danej konkurencji. Oczywiście wszystkie tego typu informacje udostępniam na fejsbukowym profilu akcji.

Jaka jest pana życiówka Ironmana?

- 10 godzin 17 minut. Na co dzień prowadzę własną działalność gospodarczą, jestem rzeczoznawcą maszyn i urządzeń. Sporo kursuję po Polsce, triathlon to odskocznia. Od 2007 roku mniej więcej co roku startuję w zawodach.

A pan chce zrobić 12 Ironmany/rok, to samobójstwo.

- Zwykle planuje się jeden start w zawodach Ironmana rocznie, bo to zbyt bardzo wyeksploatuje organizm. Jestem jednak dobrej myśli, bo prowadzą mnie doświadczeni trenerzy z grupy Progress Triathlon Team. Mój trener pływania to Sebastian Karaś, który w tym roku zrobił mistrzostwo Polski przepływając Kanał La Manche w 8 godzin i 40 minut. Część rowerową rozpisuje mi jego brat Robert Karaś, który w tym roku zrobił rekord Polski na dystansie iromana i został mistrzem świata strażaków w Ironmanie na zawodach w Niemczech. To co robię nawet dla nich jest nietuzinkowym przedsięwzięciem - normalnie przygotowania do Ironmana trwają cały rok, a oni muszą tak rozpisać mi treningi, bym był gotowy do startu co 4 tygodnie i nie padł na twarz za pół roku.

Jak zareagował Piotrek gdy się dowiedział, że chce mu pan pomóc?

- Ma problemy z mówieniem, ale był bardzo ucieszony. Cała jego rodzina najbardziej zdziwiona była formą pomocy.

A jak pan wyobraża sobie to wszystko gdy przyjdzie tęga zima, lód, śnieg?

- Z bieganiem nie ma problemu, ale z częścią rowerową faktycznie będzie trudniejsza sprawa. Prawdopodobnie nie uda się zrobić dystansu w 12 godzin. Wtedy będę musiał opłacać swoje karne minutki.

Dziękuje wszystkim za wsparcie. Na trasie walczyłem jak tylko mogłem - nie było lipy. Dowodem na to jest zrobiona życió...

Posted by 12xpomagam on 29 listopada 2015