Zamieszkał w kamperze. Pracuje dwa miesiące w roku. Nie narzeka

Marcin Kozłowski
06.12.2015 13:27
Witold Zbijewski, autor bloga

Witold Zbijewski, autor bloga "Kamper w mieście" (KAMPERWMIESCIE.BLOGSPOT.COM)

Zrezygnował z męczącej pracy w korporacji, długich dojazdów i mieszkania. 39-letni Witold Zbijewski od 4 lat mieszka... w kamperze.
Z Witoldem Zbijewskim, autorem bloga "Kamper w mieście" rozmawia Marcin Kozłowski

Czy przeprowadzka do kampera to nie był zbyt radykalny krok? Można było po prostu zmienić pracę.

Kiedy się na to decydowałem, moje dzieci nie chodziły jeszcze do przedszkola. Rozstałem się wtedy z ich matką, ale chciałem spędzać z nimi dużo czasu. Pracowałem jako kontroler finansowy, analizowałem budżety firm. Zrozumiałem też, że największym kosztem, jaki ponoszę, było mieszkanie, a tak naprawdę tylko w nim sypiałem. Przeprowadziłem się zatem do kampera i mało wydaję. Mam dużo czasu dla siebie. Żałuję, że nie zrobiłem tego już jako dwudziestolatek.

W wywiadach opowiada pan, że dziennie wydaje pan na życie 10 zł. A paliwo?

Kamperem jeżdżę po mieście mało, rocznie - może ok. 500 kilometrów. Koszt paliwa to ok. 1 zł dziennie. Czasami stoję dwa tygodnie w jednym miejscu, zimą w ogóle nie jeżdżę. Najczęściej zatrzymuję się na parkingach przy parkach. Gdy zdarza mi się jechać gdzieś dalej, wystawiam ofertę w internecie, zabieram współpasażerów, którzy dorzucają się do paliwa i czasem nawet trochę zarobię. Mój główny wydatek to jedzenie. Ubrania są tanie.

Przez niektórych jest pan odbierany jako lekkoduch, który spokojnie żyje w kamperze i na pewno nie płaci alimentów.

Zapewniam, że moje dzieci są zabezpieczone finansowo, a to dzięki mieszkaniu, na które pracowałem przez 10 lat. Spędzają ze mną dużo czasu nie tylko w weekendy, ale również w tygodniu, odbieram je ze szkoły. Wyjeżdżamy razem na rejsy żeglarskie, na wycieczki kamperem dalsze lub bliższe. Jestem do ich dyspozycji i mogę reagować niemalże na każdy ich telefon.

Z czego się pan utrzymuje?

Pracuję łącznie ok. dwóch miesięcy w roku. Prowadzę swoje rejsy jako instruktor żeglarski i kapitan. Doradzam też społecznościom w zakresie promocji. Jestem zapraszany na spotkania, na których odpowiadam na pytania dotyczące mojego stylu życia. Organizatorzy pokrywają mi koszt dojazdu, wyżywienia.

Bliscy uznali pana za czarną owcę?

Byłbym ostrożny z mówieniem, że to były bliskie mi osoby. Bliscy powinni cieszyć się z tego, że coś robię, powinni życzyć mi sukcesów. Tymczasem spotkałem się z krytyką, doradzaniem i odradzaniem. Bliską osobą jest ktoś, kto życzy mi szczęścia, a przynajmniej nie przeszkadza.

Przejdźmy do spraw codziennych: gotowanie, prysznic, korzystanie z toalety?

Korzystam często z infrastruktury miejskiej. Odkrywam uroki basenów. Gdy kupię karnet na pół roku, to wejście na kwadrans kosztuje mnie ok. 2,5 zł. Wystarczy na wzięcie co kilka dni prysznica. Latem jeżdżę nad wodę i mam jeziora pod ręką, w kamperze także jest prysznic. Zmieniłem dietę na surową, praktycznie nie gotuję w kamperze. Noce spędzam czasami w hotelach, w internecie można znaleźć ciekawe oferty noclegów z wyprzedzeniem. Podnajmuję kampera, a za tę samą kwotę mogę wynająć pokój. W ten sposób rekompensuję sobie codzienne niewygody czymś wygodnym.

Życie w kamperze nie jest wygodne?

W środku nie ma dużo miejsca. To jest mobilna sypialnia z dodatkami. Poza tym bardzo lubię różnorodność. Kiedyś dzień w dzień wracałem do tego samego mieszkania, teraz mogę od czasu do czasu wprowadzać jakieś zmiany.

Jak wygląda pana typowy dzień?

Spacery, czytanie, przeglądanie internetu, robię zakupy na bazarku, chodzę na darmowe pokazy filmowe, przyjmuję gości, odwiedzam przyjaciół, piszę bloga. Rozpuszczam się w nudzeniu się, uczę ludzi nierobienia niczego, co wbrew pozorom nie jest takie proste.

Na zimę przeprowadził się pan do mieszkania.

Najchętniej wyjechałbym nad Morze Śródziemne na całą zimę. Wynająłem sobie jednak mieszkanie ze względu na dzieci, bo chcę być blisko nich. Mieszkam praktycznie za darmo. Przyjmuję odpłatnie gości, którzy przyjeżdżają do Warszawy na pojedyncze noce, na weekendy. Jeśli chcą mieć mieszkanie dla siebie, a jest w miarę ciepło, to nocuję w tym czasie w kamperze.

Kiedy pan wraca do kampera?

21 marca organizuję otwarcie strefy "nicnierobienia" w centrum Warszawy, rozpoczęcie sezonu. Spotykamy się w południe. To będzie spotkanie towarzyskie dla osób, które zechcą ze mną porozmawiać, odpocząć, poleżeć na leżaku i nic nie robić.

Nie chciałby pan mieszkać w kamperze cały rok?

Zimę spędzam w mieście głównie ze względu na dzieci. Zamiast ocieplać kampera, wolałbym zbudować go od nowa. Planuję zbiórkę pieniędzy na budowę prototypu elektrycznego kampera, który byłby zasilany panelami fotowoltaicznymi i którego można byłoby doładowywać np. na stacjach benzynowych. Nie musiałby przy tym osiągać dużych prędkości.

Mógłby pan wrócić do poprzedniego życia, gdyby np. pojawiła się możliwość założenia nowej rodziny?

Jestem teraz w bardzo satysfakcjonującym związku. Każde z nas żyje po swojemu, spotykamy się we wspólnej przestrzeni.

Partnerka akceptuje pański styl życia?

Ważne jest dla niej moje zdrowie, to, że o siebie dbam, że możemy porozmawiać ze sobą na ciekawe tematy, że mam dla niej wystarczającą ilość czasu. Reszta jest przygodą.

Mieszkanie w kamperze to eksperyment również na starość?

Poznałem wiele osób, które przez sześć miesięcy w roku podróżują kamperami na emeryturze. Są wolni. Ja także. Mój eksperyment z kamperem się sprawdza, więc nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić.



Zobacz więcej na temat:

Zobacz także
  • Podziel się

Polecamy