Owsiak: Im dziwniej dzieje się w naszym kraju, tym bardziej ludzie są z orkiestrą

Paulina Pietrzak
06.01.2016 14:43
Jurek Owsiak

Jurek Owsiak (Kuba Atys / Agencja Gazeta)

- Im dziwniej dzieje się w naszym kraju, tym bardziej ludzie są z Orkiestrą - mówi w rozmowie z ?Metrocafe.pl?, Jurek Owsiak, szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Już w niedzielę 24 finał WOŚP
Paulina Pietrzak, z fundacją Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy związana od sześciu lat. Początkowo jako członek Pokojowego Patrolu, później również jako wolontariusz działu prasowego. Dziś także dziennikarka Metrocafe.pl: Byłam przez chwilę w dziale prasowym przywitać się ze znajomymi. Mają bardzo dużo pracy, a jednocześnie mnóstwo pozytywnej energii, którą wręcz zarażają. Gdzie znajduje takich pracowników?

Mamy własny system wyszukiwania ludzi do pracy. To zazwyczaj osoby, które są bardzo aktywne w sztabach Orkiestry. Widuję ich raz do roku, potem przychodzą do Pokojowego Patrolu, więc przyjeżdżają do nas częściej. Niektórzy z nich dostają żółtą koszulkę i stają się liderami. Gdy mają więcej czasu zostają tzw. "krasnalami". To osoby, które pracują wolontariacko przed finałem i dostają za to pieniądze. Dlaczego? Wolontariusza można ubezpieczyć i dać mu pieniądze, nawet niewielkie. Ale kiedy to zrobisz, to wiążesz go umową - nie powie, że w czwartek nie przyjdzie do pracy, bo ma inne plany. Ma świadomość, że podpisał umowę i musi się z niej wywiązać. To nam bardzo usprawniło pracę. Wiele organizacji pozarządowych korzysta z tego systemu.

Potem część "krasnali", którzy nadają na podobnych falach, zostaje w fundacji. Podczas rozmowy o pracę nie pytałem ich czego słuchają i jakie mają poglądy. Rozmawiamy o tym, czy ich to kręci, czy ten rodzaj pracy im odpowiada. Bo to jest usystematyzowany schemat, a nie kilkudniowych happening.

Spotykasz się z orkiestrowymi sztabami, gdy przyjeżdżają do siedziby WOŚP?

Dla mnie jest to ważne, żeby przybić im wszystkim piątkę. Ja to lubię. To, że przyjeżdża dwudziesty sztab danego dnia i mówię już prawie jak katarynka - również. Nawet jak jestem zmęczony to podliczam sobie -" Ile było dzisiaj sztabów? Osiem było umówionych, a drugie tyle przyszło, bo gdzieś w fundacji mnie zobaczyli.

Podczas tych spotkań ludzie się pytają, czy mam jeszcze siły na Finał. A Finał to ekwiwalent dużej wspaniałej zabawy. Praca jest przed i po nim. Biegam po studio, tracę głos, fizycznie robię maraton, ale satysfakcja jest gwarantowana.

A Jurek Owsiak czym zajmuje się w fundacji na co dzień?

W Fundacji jestem prezesem zarządu, tzn. razem z pozostałą trójką fundatorów wytyczamy główne cele działań fundacji. Nie jestem z nią związany żadnym etatem i pieniędzmi. Oprócz tego jestem od kilku lat prezesem spółki Złoty Melon, która zarabia pieniądze dla Fundacji. Kreujemy cały design Fundacji. Nie wynajmujemy żadnej firmy. Wszystkie grafiki Finału czy Przystanku Woodstock robimy sami i to jest moja praca. Czuję się za nią odpowiedzialny.

W tym roku symbolem Finału jest balon. Kto go wymyślił?

Od kilku lat siedzimy i wymyślamy skróty myślowe, będące symbolem danego Finału. Kiedy po raz pierwszy graliśmy dla geriatrii wymyśliliśmy karuzelę, co kojarzyło się z babcią, dziadkiem i idącym z nimi wnukiem. Potem wraz z hasłem "Na ratunek" narysowałem latarnię morską - sygnał, że tam gdzieś jest ratunek. W zeszłym roku naszym symbolem był dziecięcy wiatraczek. W tym roku miał to być bączek, taka dziecięca kręcąca się zabawka - pokazująca, że to się nieustannie kręci.

Jednak jakoś przypadkowo zobaczyłem swoje zdjęcia z jury krakowsko-częstochowskiej, gdzie był wielki pokaz baloniarstwa. To wtedy odkryłem, że balon kojarzy się z tyloma pozytywnymi rzeczami: odwagą, wysokością, wielkością. Dlatego wybraliśmy balon. Ale przygotowanie go jako symbol Finału, to była ciężka praca - tysiące przejrzanych zdjęć i inspiracji.

Fundacja nigdy bowiem nie starała się wyrażać swoich emocji w sposób stawiający ludzi pod murem - obrazek płaczącego dziecka lub inny wzruszający chwyt. Niektórzy to robią, ale myśmy zawsze chcieli, żeby WOŚP kojarzył się z pewną abstrakcją. Stąd też w naszych grafikach tak wiele kolorów.

- A "Mierzmy wysoko"? To ma być hasło Finału czy inspiracja na życie?

To jest tak, że jakiś czas temu krzyknąłem "do końca świata i jeden dzień dłużej". To hasło wryło się bardzo w świadomość społeczną. Określa nasz stosunek do czasu - bardzo dużo i jeszcze ciut. Ja lubię abstrakcję, ale przez te wszystkie lata to się totalnie zmienia. Jak robiłem program "Róbta co chceta, czyli rock'and'rollowa jazda bez trzymanki", to do głowy by mi nawet nie przyszło, że ktoś może próbować ukręcić wokół tego bicz na mnie, że to jest anarchia, dewaluacja wartości i nihilizm. Trzeba być szaleńcem, żeby tak to interpretować. Ktoś bardzo ważny, jak arcybiskup Życiński dodał "i kochajta". Mi się to średnio podobało, ale była na to pozytywna reakcja ludzi.

Kiedy teraz mówimy "Mierzymy wysoko" to jest w tym powiedzeniu siła, która pokazuje, że nie warto zatrzymywać się na przeciętności. Mierzymy wysoko w naszych aspiracjach, chcemy tworzyć nowe rzeczy i zaskakujemy. A na samym końcu - mierzymy wysoko, bo nikt na świecie nie robi takiej akcji jak my. W tym 40-milionowym kraju wszyscy Polacy, czy nas lubią czy nie lubią - wszyscy wiedzą o co chodzi. To jest tak, że czy lubisz Orkiestrę czy nie i czy lubisz Jurka Owsiaka czy nie, to ona dotyka każdego Polaka. Jestem pewien, że każdy z nas jakby się chwilę zastanowił to wśród swoich bliskich znalazłby osoby, dla których graliśmy. Siostra ma dzieci? To z pewnością były objęte programem przesiewowych badań słuchu. Chodzą do szkoły? To pewnie miały zajęcia z pierwszej pomocy w ramach programu Ratujemy i Uczymy Ratować.

Ostatnio zadebiutowałeś na Facebooku. I jak?

W pewnym momencie internet dotknął mnie swoim hejterstwem i nienawiścią - bezpośrednio mnie i moją rodzinę. Bardzo krzywdząco i niesprawiedliwie. Powiedzieliśmy sobie, że na głupotę nie ma lekarstwa, ale z oskarżeniami będziemy walczyć. Bez wahania mogę jednak powiedzieć, że internet w 95 proc. nam pomaga. To 5 proc. to jest hejt i mowa nienawiści, z którą zmagają się ludzie na całym świecie.

Do Facebooka długo mnie namawiano. Nie miałem pojęcia jak się za to wziąć. Jednak po kilku miesiącach mam ponad 40 tysięcy polubień. Początki były trudne - ludzie koniecznie chcieli mi coś napisać na tablicy lub w komentarzach. Wprowadziłem zasadę - wszyscy są tam u mnie gośćmi, jeżeli z czymś się nie zgadzają, to niech piszą, jednak bez obrażania siebie nawzajem. Nawet z dyskusji z wrogami, też trzeba używać słów parlamentarnych.

- Czym się dzielisz ze swoimi obserwatorami?

Pokazywałem kolekcję obrazów, komentowałem książki. Jednak największe emocje wzbudziły moje wspomnienia i aktualności finałowe. To zaczęło ludzi interesować. Post o aukcjach WOŚP miał prawie 1 700 000 zasięgu! Zdziwiłem się jaki to może mieć odbiór. Ludzie często dostają impulsu. Ktoś się wypowie negatywnie o Orkiestrze na Facebooku i natychmiast dostajemy wiadomości "dzięki wam moje dziecko żyje".

Z założenia Facebook więc mi służy - szukam fajnych zdjęć i fajnych opowieści. Ale się nie zachłystuję. Nie jestem człowiekiem, który siedzi cały czas z włączonym komputerem. Zaglądam tam raz dziennie i się za każdym razem dziwię: ile osób to zobaczyło.

Odnoszę wrażenie, że Orkiestra doskonale wykorzystuje potęgę internetu...

Bo to jest potęga. Dla nas w Fundacji jest on priorytetowy. Dlatego będziemy jednocześnie prowadzić transmisję Finału w telewizji i w internecie, dzięki temu przez cały czas można zobaczy co się dzieje w studio. Mamy to przećwiczone, ponieważ przystanek Woodstock jest tak również transmitowany.

W tym roku na Facebooku powstało wiele wydarzeń pod hasłem: dam dwa razy więcej na WOŚP. To przełoży się na tegoroczną zbiórkę?

My się wstrzymujemy przed podkręcaniem tej sytuacji. Kiedy ludzie tak piszą jest nam bardzo miło, ale uciekamy przed oświadczeniami. Rok temu czytaliśmy, że zakładano też strony "Nie dam na Owsiaka". Wszystkim tłumaczymy: jak chcesz nas wesprzeć, to wesprzyj, nie musisz krzyczeć, że dasz dwa razy więcej. W tym roku faktycznie buchnęło pozytywną mocą. Czy to się przełoży? Ja myślę, że tak. To jest ciekawe, bo im dziwniej dzieje się w naszym kraju, tym bardziej ludzie są z Orkiestrą. Tym bardziej, że zeszły rok to była trochę stagnacja - były sztaby, byliśmy po boksowaniu się o czas antenowy. Bo to nie jest tak, że telewizje marzą o tym, żeby nas transmitować przez cały dzień. Finał kosztuje telewizję ok. 800 tys. zł, a my przyprowadzamy do nich sponsorów dających kwoty 1 100 000 - 1 200 000 tysięcy złotych, więc bilans jest dodatni, co rozwiewa te wszystkie legendy, ile telewizja wydaje na finały.

Hejt?

Orkiestra skumulowała wszystkie napięcia, które są wokół nas. Niestety teraz polaryzacja Polaków jest bardzo widoczna. Ja się z tego nie cieszę, bo odgrodziliśmy się od siebie grubą kreską. A ja jestem z pokolenia, które dużo rozmawiało przy stole, także o polityce. Nawet mając przeciwbiegunowe pojęcia o świecie. I nigdy nie pamiętam, żeby dochodziło wówczas do karczemnych awantur.

Życzę wszystkim wzajemnej serdeczności i wzajemnego szacunku. Dzięki, że gracie z Orkiestrą! Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Więcej o: