"Zjawa", "Marsjanin" i Rocky Balboa. Złote Globy z niespodzianką

Maja Staniszewska
11.01.2016 16:00

LUCY NICHOLSON/REUTERS

Rozgrywająca się w ośnieżonej głuszy "Zjawa" i kręcony na pustyni "Marsjanin" To zwycięzcy tegorocznej gali Złotych Globów
Złote Globy, czyli nagrody Hollywoodzkiego Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej, to tradycyjnie dobry prognostyk najważniejszych nagród sezonu, czyli Oscarów. To także, jak mówią bywalcy gali ich wręczenia w hotelu Beverly Hilton w Beverly Hills, "najlepsza impreza w mieście". A to za sprawą jednego drobnego szczegółu - alkoholu. Szampan (i nie tylko) leje się na Złotych Globach strumieniami. Szczegół drugi już nie jest taki drobny - waży pewnie z 90 kg. To prowadzący po trzyletniej przerwie tegoroczną galę brytyjski komik Ricky Gervais, człowiek nieustraszony w obrażaniu. Co prawda obiecał, że w tym roku postara się być miły, ale nic z tego nie wyszło. Wbijał szpile wszystkim - od Caitlyn Jenner ("zrobiła wiele dla osób transseksualnych, ale nie za wiele dla kobiet kierowców) przez Jennifer Lawrence ("jak 25-latka może przeżyć za 25 mln dolarów rocznie?) po Bena Afflecka ("Matt Damon to jedyna osoba, której Ben Affleck pozostał wierny"). Niestety nie robił tego równie inteligentnie jak Tina Fey i Amy Poehler w ubiegłym roku, a nadużywanie przez niego wulgaryzmów szybko stało się męczące. Na szczęście to nie Ricky był najważniejszy tego wieczoru.

Gwiazdą okazał się Leonardo DiCaprio, który zdobył trzeci w karierze Złoty Glob, tym razem za rolę w "Zjawie", survivalowym dramacie Alejandro Gonzáleza Inárritu o człowieku szukającym zemsty na ludziach, którzy zostawili go na pewną śmierć. Jego dość nieoczekiwane zwycięstwo, podobnie jak już całkowicie nieoczekiwane zwycięstwo "Zjawy" w kategorii Najlepszy Dramat, sprawiło, że ożyły dyskusje, czy aktor w końcu dostanie Oscara. Łącznie "Zjawa" otrzymała trzy nagrody. Dwie trafiły z kolei do "Marsjanina" nominowanego w kategoriach komediowych. Opowieść Ridley'a Scotta o astronaucie, który zostaje sam na Marsie, została Najlepszą Komedią, a grający kosmicznego Robinsona Matt Damon - najlepszym aktorem komediowym.

Wśród aktorek za rolę dramatyczną wyróżniono 26-letnią Brie Larson wcielającą się w więzioną matkę małego chłopca w filmie "Pokój", a za rolę komediową 25-letnią Jennifer Lawrence grającą wynalazczynię "cudownego mopa" w filmie "Joy".

Kolejne niespodzianki przyszły w kategorii aktorów drugoplanowych, gdzie Sylvester Stallone otrzymał pierwszą w swojej karierze poważną nagrodę aktorską za rolę Rocky'ego Balboa w filmie "Creed: Narodziny legendy". Dziękując za nią, 69-letni Sly przyznał, że często rozmawia ze swoim "wyobrażonym przyjacielem" Rockym. Najlepszą drugoplanową aktorką została zaś prawdziwa weteranka Złotych Globów (11 nominacji) Kate Winslet za rolę Joanny Hoffman, jedynej osoby, która potrafiła postawić się założycielowi filmy Apple w filmie "Steve Jobs". Dzięki temu swój moment na Złotych Globach miał "Titanic", ponieważ oboje głównych aktorów z tego filmu otrzymało statuetki i można ich było roześmianych zobaczyć razem za kulisami.

Ale to nie był koniec zaskoczeń. W kategoriach telewizyjnych zwyciężyły również produkcje, które mało kto obstawiał. Najlepszym serialem dramatycznym został premierowy "Mr. Robot", opowieść o pewnym hakerze z Ramim Malekiem w roli głównej i nagrodzonym Christianem Slaterem w roli drugoplanowej. Pokonała m.in. kultową "Grę o tron". Wśród seriali komediowych wygrała zaś produkcja Amazona "Mozart in the Jungle", w której występuje, również wyróżniony Złotym Globem, Gael Garcia Bernal.

Ostatnią niespodzianką było zwycięstwo Lady Gagi w kategorii Najlepsza Aktorka w Miniserialu lub Filmie Telewizyjnym, za występ w "American Horror Story: Hotel". Najlepszy Aktorem w Miniserialu lub Filmie Telewizyjnym został zaś najnowszy ulubieniec internetu, gwiazdor "Gwiezdnych wojen: Przebudzenia Mocy", Oscar Isaac.

Czy Złote Globy okażą się celną zapowiedzią Oscarów? Częściowo dowiemy się tego już w czwartek, kiedy zostaną ogłoszone nominacje do nagród Akademii.