Dawid Podsiadło: Wiem, o czym śpiewam. Każdy wers odzwierciedla moje życie

Konrad Wojciechowski
17.01.2016 18:00
Dawid Podsiadło

Dawid Podsiadło (LUKASZ CYNALEWSKI)

Dawid Podsiadło przebiera się za dresiarza i śpiewa o tym, co go naprawdę boli. Dlatego piosenki z płyty ?Annoyance And Disappointment? są tak osobiste, a nie pretensjonalne
Z Dawidem Podsiadłą rozmawia Konrad Wojciechowski

Nagrałeś drugą solową płytę, która w tytule informuje o irytacji i rozczarowaniu. Poprzednio śpiewałeś o szczęściu. Który wizerunek Dawida Podsiadły jest prawdziwy?

- Myślę, że oba, z tą różnicą, że pasują do innych okresów mojego życia. Co do samej muzyki, nie zmieniłem wiele w sposobie pracy nad płytą, choć rzeczywiście jest ona inna. Piosenki opowiadają o tym, co aktualnie zaprząta mi głowę. Ale chcę podkreślić, że ani na płycie "Curly Heads", ani przy moich solowych projektach, nie wchodzę w jakąś rolę.

Czyli teledysk do piosenki "W dobrą stronę", w którym udajesz młodocianego bandytę, należy oglądać z przymrużeniem oka?

- Absolutnie tak. Zagrałem postać Roberta, który ma całkowicie inny światopogląd od mojego. Niemniej chciałem poczuć tę postać, bo nadszedł taki moment w moim życiu, żeby powiedzieć, co mnie boli, a nie śpiewać na tematy uniwersalne. Chciałem powiedzieć coś konkretnego. To ja zasugerowałem ekipie, by główny bohater teledysku był dresiarzem. W pierwszej części klipu Robert przeżywa odkupienie swoich win, rodzaj sądu ostatecznego, za krzywdy, które wyrządził ludziom. Druga część odsłania, jakie to były postępki, ale też uświadamia, że chłopak się pogubił i że nie jest zły do szpiku kości.

A tobie zdarzyło się zrobić w życiu coś, z czego dziś nie jesteś dumny?

- Było kilka takich sytuacji, które zostawiły we mnie traumatyczne ślady i. dobrze, że tak się stało, ponieważ teraz potrafię odróżnić dobro od zła.

Jakieś konkrety?

Jako młody chłopak bawiłem się z kolegami ogniem i z tego powodu przyjechała parę razy straż pożarna [śmiech]. Podbieraliśmy też sklepikarzowi jabłka ze straganu. Nie było internetu, więc sami sobie szukaliśmy rozrywki.

Sporo biograficznych wątków z okresu po przeprowadzce do Warszawy zawarłeś w piosence "Bela". Dobrze ci się mieszka w stolicy?

- Każdy wers odzwierciedla moje życie, wiem, o czym śpiewam. W piosence jest mowa m.in. o wodzie, która leje się z balkonu nade mną. To też nie zostało zmyślone - to sprawka moich sąsiadek z góry, które interweniowały, kiedy późnym wieczorem ze znajomymi głośno rozmawialiśmy u mnie na balkonie. Kolega zaczął śpiewać i chlusnęła na nas woda z wiadra. Postanowiłem o tym napisać, bo ta reakcja w sumie nas rozbawiła. Mam nadzieję, że sąsiadki usłyszą tę piosenkę, uśmiechną się i trochę mnie polubią.

Ty za to najwyraźniej polubiłeś śpiewanie po polsku, co do tej pory nie było takie oczywiste. Dlaczego odważyłeś się na ten krok?

- Obejrzałem film dokumentalny o Amy Winehouse, który bardzo mnie poruszył. Padło tam kilka ważnych zdań, choćby ta, że artysta przestaje być prawdziwy, jeśli ktoś pisze za niego piosenki. To mnie w pewien sposób dotknęło, ugodziło ego, ambicję, bo poczułem, że moja wiarygodność może być zagrożona. A jeśli przestanę w siebie wierzyć, ludzie to wyczują. Dlatego sam zabrałem się za pisanie tekstów, a że - jak już wspomniałem - nie chciałem wypowiadać się na tematy uniwersalne, czemu sprzyja pisanie po angielsku, napisałem więcej polskich piosenek. Jestem zadowolony z efektu końcowego, ponieważ wyszło osobiście, a nie pretensjonalnie.

Zdarza ci się gościnnie śpiewać na płytach innych artystów - ostatnio u Paricka The Pana w piosence "Niedopowieści" oraz w "Lifeboat" z Lilly Hates Roses. Łatwo decydujesz się na takie "skoki w bok"?

- Znam oba zespoły, szanuję ich muzykę, więc mogłem zgodzić się w ciemno. Nad innymi propozycjami dłużej się zastanawiam, dokładnie przysłuchuję piosence. A decyzja nie zawsze zależy ode mnie, bo jestem zależny od formalnoprawnych zobowiązań wobec mojego wydawcy i od jego planów promocyjnych.

Udział w piosence Dawida Podsiadły gwarantuje sukces na listach przebojów?

- Wątpię, żebym miał takie przełożenie, że samo moje nazwisko wpływa na podniesienie jakości piosenki. Ale lubię współpracę z innymi artystami - każdy wpuszcza mnie na chwilę do swojego świata, każdy na innych prawach. Niektórzy dają wolną rękę i mogę z ich piosenką zrobić, co tylko uważam za stosowne, inni nie życzą sobie żadnych zmian. A ja, cóż, próbuję jak najwięcej zostawić tam siebie.