GIOŚ chwali się nową aplikacją nt. smogu. "Może wprowadzać w błąd" - ostrzegają ekolodzy

mista
19.01.2016 16:45
Aplikacja 'Jakość powietrza w Polsce' stworzona przez GIOŚ

Aplikacja 'Jakość powietrza w Polsce' stworzona przez GIOŚ (na podst. zdj. AG)

Po jej zainstalowaniu otrzymaliśmy uspokajający komunikat: "stan powietrza dobry". Tymczasem inne podobne aplikacje wskazywały, że powietrze wcale dobre nie jest. Co jest nie tak z nową aplikacją Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, która ma informować Polaków o bieżącym zanieczyszczeniu powietrza?
"Aplikacja jest oficjalną aplikacją Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska" - tak GIOŚ reklamuje swój produkt (darmowy; dostępny na telefony z systemem Android i na iOS). To - trzeba przyznać - wzbudza zaufanie, bo za wiarygodnością danych stoi państwowy urząd. Sprawdziliśmy jak jest w rzeczywistości?

Aplikacja "Jakość powietrza w Polsce" działa jak wiele podobnych, które możemy ściągać na komórki. I podobnie jak konkurencja jej głównym celem jest informowanie użytkownika o aktualnym stanie jakości powietrza w okolicy. Po zainstalowaniu możemy wiec sprawdzać zanieczyszczenie powietrza w miejscu przebywania. Musimy mieć przy tym oczywiście włączony dostęp do internetu i usługi lokalizacyjne. Dzięki temu program może automatycznie ściągać z najbliższej stacji pomiarowej dane dotyczące aktualnych stężeń różnego rodzaju trujących pyłów w powietrzu (np.: PM10, PM2,5, dwutlenku siarki - SO2, dwutlenku azotu - NO2, tlenku węgla - CO, benzenu - C6H6).

Zaczynamy test i... coś tu nie gra

Po zainstalowaniu aplikacji na telefonie otrzymaliśmy jasny komunikat: "Stan powietrza Dobry". Uff odetchnęliśmy z ulgą. Ale zaraz, zaraz. Porównujemy z innymi aplikacjami, które mamy zainstalowane na telefonie i coś nie gra. Inne aplikacje wskazują, że obecnie powietrze mamy nie "Dobre" za to wskazują na jego "umiarkowane" zanieczyszczenie. To nie wszystko. W aplikacji GIOŚ komunikatowi "stan powietrza dobry" towarzyszy kolor zielony, który w "kolorowej" skali jakości powietrza pełni konkretną funkcję utwierdzając w przekonaniu o czystym powietrzu. Tymczasem w konkurencyjnych aplikacjach komunikatowi o "umiarkowanym" zanieczyszczeniu towarzyszy już kolor żółty (w umownej kolorowej skali jest barwą świadczącą o zwiększonym zanieczyszczeniu). Upewniliśmy się, że aplikacje zebrały dane z tej samej stacji pomiarowej w tym samym czasie. O co chodzi?

Dzwonimy do ekspertów

Andrzej Guła, szef Krakowski Alarm Smogowy, mówi, że nie korzysta z aplikacji GIOŚ ale od razu strzela w "dziesiątkę". - Proszę sprawdzić skalę indeksu jakości powietrza na podstawie którego ustalane są komunikaty o wielkości zanieczyszczenia. Aplikacja prawdopodobnie korzysta z polskiego indeksu jakości powietrza, a to jest zupełnie coś innego niż europejski indeks powietrza. Często to co się świeci Europie na czerwono u nas jest pomarańczowe itp. Polska skala rozjeżdża się z europejskimi normami, przez co w Polsce niestety wprowadza się dezinformacje przy informowaniu o stanie jakości powietrza - mówi Gula.

I przesłał nam dwie tabelki (załączamy przy tekście): pierwsza obrazuje w jaki sposób prezentowane są dane nt. jakości powietrza w Polsce, w drugiej - w innych krajach Europy. Jak na dłoni z porównania wynika, że - przykładowo jeśli chodzi o zanieczyszczenie pyłem PM10 (1-godzinne odczyty); >> Według europejskiego indeksu powietrze jest dobre (kolor zielony) gdy jego stężenie nie przekracza 50 mikrogramów/m3, tymczasem w Polsce może sięgnąć nawet 60 mikrogramów/m3 i wciąż powietrze jest "Dobre"; >> Europa uważa, że zanieczyszczenie powietrza jest "Umiarkowane" (kolor żółty) gdy jego stężenie nie przekracza 90 mikrogramów/m3, tymczasem w Polsce może sięgnąć nawet 100 mikrogramów/m3 i wciąż powietrze jest "Umiarkowane"; >> Zgodnie z europejskim indeksem jakości powietrza zanieczyszczenie powietrza jest "Wysokie" (kolor pomarańczowy) gdy jego stężenie wynosi 90-180 mikrogramów/m3, tymczasem w Polsce gdy wynosi 101-140 mikrogramów/m3 GIOŚ informuje, że "Stan powietrza jest Dostateczny". Podobnie polska skala rozjeżdża się z europejską w przypadku innych rodzajów monitorowanych substancji.

- Przyjęte indeksy mają fundamentalne znaczenie bo w oparciu o te skale tworzy się zgoła różne rekomendacje. Przy tym samym zanieczyszczeniu powietrza Europejczycy dostają informację: lepiej nie wychodź z domu, bo powietrze jest mocno zanieczyszczone, a my dostajemy informacje: nie martw się, można biegać ile wlezie, bo jest ok - mówi Guła

"Apelujemy do nich od dawna. Jak grochem o ścianę"

Szef Krakowskiego Alarmu Smogowego podkreśla, że ekolodzy od dawna apelują do GIOŚ by w swoich komunikatach (nie tylko w tej aplikacji, ale też na stronach GIOŚ itp.) zaczął posługiwać się europejskim indeksem powietrza. - Nie rozumiem dlaczego w dobie unifikacji wszystkiego mamy mieć w Polsce inne komunikaty. Polacy nie mają innych płuc niż reszta Europy - mówi. - Jeżeli ta aplikacja ma być faktycznie przydatna i do tego są jakieś europejskie standardy to po co aplikować inny? Ja mogę tylko przypuszczać jakie są intencje, żeby było jak najmniej czerwonego i pomarańczowego. Taka jest trywialna prawda. Urzędnicy nam odpowiadają, że przecież państwa członkowskie same mogą ustalać sobie indeksy. Oczywiście, że mogą, ale to nie znaczy, że to jest dobre - mówi Guła.

Czy można liczyć, że GIOŚ jednak się ugnie i zacznie stosować europejskie standardy? Czy urzędnicy zdają sobie sprawę, że na podstawie ich rekomendacji, które towarzyszą monitom, ludzie podejmują decyzje mogące zaważyć na ich zdrowiu, np. ciężarne wyjdą na spacer, a biegacze pójdą biegać w smogu? Na te pytania nie udało nam się wczoraj uzyskać odpowiedzi. - Ustosunkujemy się do sprawy - zapowiada Magdalena Ciupak-Zarzycka, rzeczniczka GIOŚ.

[Aktualizacja] W czwartek po południu GIOŚ przesłał nam maila

Magdalena Ciupak-Zarzycka, rzeczniczka Głównego Inspektora Ochrony Środowiska przesłała nam swój komentarz, w którym m.in. podkreśla - jak przewidywał Guła - że GIOŚ opiera się na polskim indeksie jakości powietrza, bo jest to zgodne z prawem.

Odpowiedź jest dość obszerna, sporo w niej oczywistości, niezwiązanych z tematem stwierdzeń, ale też subiektywnych opinii związanych z aplikacją. Postanowiliśmy opublikować ją w całości, aby każdy - po ściągnięciu aplikacji GIOŚ - sam mógł wyrobić sobie opinię na temat wspomnianej aplikacji i ocenić czy odpowiedź GIOŚ w ogóle ma sens.

"Informuję iż, GIOŚ opublikował aplikację mobilną "Jakość powietrza w Polsce", w której prezentowane są dane o jakości powietrza wytwarzane w ramach Państwowego Monitoringu Środowiska, dane te prezentowane są m.in. za pomocą polskiego indeksu jakości powietrza opartego na normach jakości powietrza obowiązujących na terenie całej Unii Europejskiej. Projektując Polski indeks jakości powietrza GIOŚ przeanalizował różne indeksy jakości powietrza funkcjonujące w krajach europejskich i na świecie, progi graniczne dla poszczególnych zanieczyszczeń oraz prawidłowość generowanej informacji w odniesieniu do norm oraz wpływu na zdrowie.

Prezentowane dane w sposób prawidłowy odzwierciedlają porównywanie dostępnych norm jakości powietrza do 1-godzinnych stężeń zanieczyszczeń a zarzut niewiarygodności tych informacji jest nieuprawniony.

Odnosząc się do zarzutu zawartego w gazecie dotyczącego stosowanego indeksu jakości powietrza podkreślić należy, iż w przeciwieństwie do sugestii autora, nie ma czegoś takiego, jak jeden europejski indeks jakości powietrza. Jest wiele różnych indeksów jakości powietrza również na poziomie europejskim, część z nich powstała na potrzeby licznych projektów międzynarodowych. Pan Guła, którego wypowiedź została przytoczona w artykule powołuje się na indeks jakości powietrza dostępny na stronie (www.airqualitynow.eu) powstały w ramach projektów CITEAIR, które zakończyły się w 2011 r. Komisja Europejska w roku 2015 rozpoczęła prace nad zaprojektowaniem wspólnego europejskiego indeksu jakości powietrza, a dyskusja na ten temat na poziomie europejskim miała miejsce m.in. w czerwcu 2015 r. podczas warsztatów pt. "EU Air Quality Index", które dotyczyły realizowanego na zlecenie Komisji Europejskiej projektu, którego wynikiem ma być m.in. zharmonizowany europejski indeks jakości powietrza dla kluczowych zanieczyszczeń. Projekt prawdopodobnie zakończy się w lutym 2016 r., a jego wyniki będą konsultowane z Krajami Członkowskimi. Komisja Europejska planuje w przyszłości udostępniać dane na poziomie europejskim za pomocą wypracowywanego obecnie indeksu europejskiego z jednoczesnym pozostawieniem państwom członkowskim UE możliwości wykorzystywania krajowych indeksów.

Nieprawdą jest również, jak napisano w artykule, że "Polska skala rozjeżdża się z europejskimi normami, przez co dezinformuje o jakości powietrza", poziomy dopuszczalne czyli normy określone w prawie polskim i prawie unijnym są takie same i dla pyłu PM10 dotyczą jedynie wartości średniodobowych oraz średniorocznych, a w aplikacji "Jakość powietrza" oraz na portalu "Jakość powietrza" w zakładce "dane Bieżące" prezentowane są dane jednogodzinne. Zgodnie z prawem polskim i unijnym stężenie 50 g/m3 dla doby może być przekroczone przez 35 dni w roku i nie jest to jeszcze przekroczenie normy, dopiero 36 dzień z wartością średniodobowego stężenia pyłu PM10 powyżej 50 g/m3 jest przekroczeniem normy. Zarówno w prawie polskim jak i unijnym nie ma określonego poziomu dopuszczalnego pyłu PM10 dla jednej godziny, a takie wartości są prezentowane w aplikacji "Jakość powietrza" oraz na portalu "Jakość powietrza" w zakładce "dane Bieżące" zatem stwierdzenie, że Polska skala rozjeżdża się z europejskimi normami jest całkowicie nieprawdziwe.

Jednocześnie odnosząc się do zarzutu dotyczącego skali indeksu w naszej opinii niezasadne jest przyjmowanie, iż stężenie jednogodzinne pyłu PM10, którego wartość nieznacznie przekracza 50 g/m3 będzie w powodowało przekroczenie poziomu dopuszczalnego dla całej doby, a w konsekwencji będzie szkodliwe dla zdrowia. Projektując indeks jakości powietrza opieraliśmy się m.in. na prawdopodobieństwie wystąpienia przekroczenia średniodobowego poziomu dopuszczalnego pyłu PM10 i skalę opracowaliśmy biorąc powyższe pod uwagę.

Jednocześnie w odniesieniu do najwyższych stężeń powyżej 140 g/m3, czyli w przedziale "Zły" i "Bardzo zły" uwzględniliśmy obowiązujące w Polsce przepisy odnoszące się do poziomów informowania i poziomów alarmowych dla pyłu PM10. Na poziomie Unii Europejskiej nie określono dla pyłu PM10 takich poziomów.

Nieprawdą jest również stwierdzenie, iż przy wysokich stężeniach pyłu zawieszonego obywatel dostaje informację, że "można biegać ile wlezie bo jest OK" ponieważ już powyżej 60 g/m3 (średnia jednogodzinna) obywatel dostaje informację, iż zanieczyszczenie powietrza może stanowić zagrożenie dla zdrowia w szczególnych przypadkach (dla osób chorych, osób starszych, kobiet w ciąży oraz małych dzieci), a warunki do aktywności na wolnym powietrzu są umiarkowane a wraz z dalszym wzrostem stężenia komunikaty jasno informują o wzroście zagrożenia dla zdrowia.

Jednocześnie informuję, iż zawarte w artykule zestawienie przedstawiające "Indeks jakości powietrza w Polsce" nie jest w pełni zgodne z informacjami prezentowanymi na stronie internetowej GIOŚ, której adres zawarto pod tabelą".


Co na to ekolodzy?

Przesłaliśmy całą odpowiedź Andrzejowi Gule z Krakowskiego Alarmu Smogowego. - Ciężko dyskutować z urzędnikami, którzy mówią, że czarne jest białe, a białe jest czarne. Wszystkie zarzuty co do aplikacji podtrzymujemy - mówi.

Co więc stoi na przeszkodzie, by GIOŚ, który tak upiera się by stosować tylko i wyłącznie polski indeks jakości powietrza, np. dodatkowo prezentował w aplikacji też czystość powietrza wg. europejskiej skali?

Więcej o:
Zobacz także
  • Podziel się