Inwazja brytyjskiej muzyki na Torwarze. Wystąpią Hurts i Years & Years!

Konrad Wojciechowski
13.03.2016 16:00
Hurts

Hurts (mat. prasowe)

Zapowiada się brytyjski początek tygodnia w Warszawie. W poniedziałek w Hali Torwar wystąpi grupa Hurts, a we wtorek zagra tam Years & Years.
Oba zespoły mają ze sobą wiele wspólnego. Po pierwsze brytyjski rodowód, po drugie zbliżone upodobania muzyczne, gdyż chętnie korzystają z zasobów elektroniki o synthpopowych odcieniach. I wreszcie po trzecie - są niemal równolatkami. Hurts powstał w Manchesterze w 2009 roku, a Years & Years ukonstytuował się ledwie rok później.

W wyścigu fonograficznym zdecydowaną przewagę mają Theo Hutchcraft i Adam Anderson, bo grupa Hurts wydała już trzy albumy, ostatni - "Surrender" - przed rokiem. Z 2015 roku pochodzi też debiutancka płyta Y&Y "Communion".

W muzyce londyńczyków aż roi się od różnorodności. Mamy singlowe przeboje ("King" i "Desire"), ewidentne ukłony w stronę muzyki R'n'B ("Workship"), fortepianową balladę, która pozwala złapać oddech po odurzającej dawce bitów ("Eyes Shut") czy interesującą próbę połączenia white reggae z elektroniką ("Border"). I jeszcze ciekawostka - w piosence "Without" wokalista Y&Y Olly Alexander śpiewa bardzo lirycznie, niemal jak Sting w "Fields Of Gold".



Na "Communion" próżno szukać jednak kawałka "Gifts", czyli pierwszej w ogóle piosenki, którą muzycy zagrali na próbie, kiedy spotkali się. po raz pierwszy. A nie została nagrana, ponieważ miała ewidentnie indierockowe pochodzenie, a dziś Y&Y grają inaczej. Zresztą Olly z kolegami często utylizują swoje piosenki, jeśli uznają, że nie są dość dobre, żeby się nimi publicznie chwalić. Tak było podczas pracy nad "Communion". - Powstało chyba z tysiąc utworów. Musieliśmy odrzucić bardzo dużo piosenek, ponieważ wymagaliśmy od siebie, że robimy najlepsze, na jakie nas stać. Wszystko musiało być spójne i na równym poziomie - opowiadał w wywiadach klawiszowiec Emre Türkmen.

Moda na Years & Years zaczęła się tak naprawdę na początku zeszłego roku, a to za sprawą stacji BBC, która przyznała zespołowi nagrodę "Sound Of" dla jednego z ciekawszych debiutantów na rynku muzycznym. W marcu 2015 laureaci opublikowali pierwszy singiel "King" i z marszu podbili szczyty list przebojów w Wielkiej Brytanii! Teledysk do tej piosenki prezentuje się niezwykle efektownie, a występujący w nim muzycy siłują się z grupą gimnastyków, jakby testowali możliwości grawitacji.



Duet Hurts - mimo ciut większego doświadczenia - muzycznie ciągle poszukuje. Po wydaniu "Surrender" na Hutchcrafta i Andersona posypały się gromy za brak piosenek aspirujących do miana przebojów. Wprawdzie nie zabrakło aluzji do dyskotekowych melodii charakterystycznych dla lat 80., jednak krytycy kręcili głowami (nie, nie z podziwem, z niedowierzania), że płyta Hurts nie jest wolna od kiczu i egzaltacji.



Theo i Adam od siedmiu lata robią w popie bliskim twórczości Depeche Mode czy Pet Shop Boys. Ich muzyka nie stara się być odkrywcza, choć zdarza się, że jest przebojowa. To właśnie na pierwszej płycie "Happiness" muzycy opublikowali utwór "Wonderful Life", zawieszając sobie poprzeczkę naprawdę wysoko. Drugi album "Exile" już nie sprostał oczekiwaniom tej części słuchaczy, która domaga się wyłącznie przebojów, ale to nie oznacza, że duet z Manchesteru przestał się podobać. Podokładano tu więcej gitar, syntezatory nabrały industrialnej barwy, a fani popu byli zachwyceni z powodu utworu "Help", w którym gościnnie zaśpiewał słynny Elton John.

Jednego Hutchcraftowi i Andersonowi odmówić nie sposób - może nie dostali w genach wielkiego talentu muzycznego, ale wszelkie braki i niedociągnięcia nadrabiali ciężką pracą. A trzeba jeszcze pamiętać, że żaden z nich nie ma dyplomu potwierdzającego ukończenie szkoły muzycznej. Ale to nie szkodzi, bo ani Elton John, ani Kylie Minogue nie protestowali zachęcani przez Theo i Adama do współpracy.

Theo ma nad Adamem tę przewagę, że trochę wcześniej poznał Polskę. Spędził tu jednego lata kilka tygodni ciurkiem, udzielając w szkole w Puławach lekcji angielskiego. Podczas koncertu w Warszawie znów będzie w swoim pedagogicznym żywiole, a publiczność pod sceną pewnie śpiewająco będzie powtarzać angielskie słówka.

Więcej o: