Co zostało z Pis-owskiej rewolucji w służbie zdrowia?

Anita Karwowska
29.03.2016 18:34
Kolejka w przychodni

Kolejka w przychodni (WOJCIECH KARDAS)

Darmowe leki dla seniorów będą ledwie symboliczne, za to zniknie z aptek pigułka ?dzień po? bez recepty
Tuż przed świętami Sejm przegłosował ustawę o darmowych lekach dla seniorów. Lista ma obowiązywać dopiero od września. Darmowe leki dla seniorów to jedna z czołowych obietnic z kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości. Z badań wynika bowiem, że część emerytów nie wykupuje recept, gdyż leki są dla nich za drogie.

Bezpłatne miały być wszystkie preparaty. Premier Beata Szydło powtórzyła tę obietnicę w exposé, projekt przygotowuje Ministerstwo Zdrowia. Ale już po wyborach politycy PiS zaczęli przekonywać, że wyborcy, którzy zasugerowali się, że darmowe będą wszystkie leki, sami wprowadzili się w błąd - wbrew intencjom kandydatów PiS.

Dziś szef resortu zdrowia Konstanty Radziwiłł wyjaśnia, że rząd postawił granicę na wieku 75 lat ze względu na gwałtownie rosnące potrzeby dotyczące leków w grupie seniorów powyżej tego wieku. - Możemy uznać, że to właśnie osoby w wieku powyżej 75 lat mają największy problem z dostępem do leków ze względów ekonomicznych - tłumaczył w Sejmie.

Ustawa nie precyzuje, według jakich reguł minister zdrowia ma tworzyć listę darmowych leków. W ostatniej chwili wprowadzono w przepisach zasadę, że ma obowiązywać kryterium efektywności kosztowej. To znaczy, że na liście powinny się znaleźć leki, których skuteczność odpowiada cenie. To z kolei oznacza jednak, że najdroższe leki na pewno nie będą dla emerytów za darmo.

Miliardy na leki

Z danych firmy IMS Health, która zajmuje się badaniem rynku leków w Polsce, wynika, że osoby po 75. roku życia kupują w ciągu roku w aptekach leki na receptę warte 4,3 mld zł. W tym są leki refundowane warte 2,5 mld. Za nie seniorzy płacą tylko 800 mln zł. Pozostałe leki na receptę nie są refundowane - seniorzy wydają na nie 1,8 mld zł. W sumie starsi emeryci płacą za leki dostępne tylko na receptę aż 2,6 mld zł.

Kwota przeznaczona na pomoc finansową dla seniorów nie przystaje do rzeczywistych potrzeb. Na dofinansowanie miało pójść pół miliarda złotych. Ale ostatecznie w budżecie na 2016 r. na darmowe leki zapisano czterokrotnie mniej środków: 125 mln zł. Jeśli policzyć wszystkie osoby powyżej 75. roku życia, to znaczy, że rząd dopłaci im w tym roku do leków średnio 12 zł na miesiąc, a w przyszłym - 16 zł miesięcznie.

Minister Radziwiłł w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" tak tłumaczył zmiany w programie: - Hasła wyborcze muszą być krótkie i siłą rzeczy są uproszczone. 17 proc. pacjentów rezygnuje z wykupienia zapisanych leków. Wśród najstarszych jest ich prawdopodobnie najwięcej. Skupiliśmy się na nich. Ograniczenia wynikają z tego, że gdybyśmy chcieli im dać wszystkie leki za darmo, to budżet by tego nie wytrzymał.

Ulga dla nielicznych

Dopłatę ofiarowaną przez rząd zauważą więc nieliczni. Jak wynika z badania TNS, polski senior wydaje na leki miesięcznie średnio 150 zł, a co czwarty emeryt więcej niż 200 zł. Emeryci przyjmują średnio ponad pięć różnych leków, prawie zawsze przepisanych przez lekarza. Gdy brakuje pieniędzy na wykupienie recepty, biorą mniejsze dawki, pomijają zażywanie leku albo całkiem przerywają terapię.

W Ministerstwie Zdrowia powstaje lista leków, które będą wydawane za darmo. Na razie nie wiadomo, co konkretnie się na niej znajdzie, ale mają to być leki na choroby, które najczęściej dotykają seniorów. To m.in. nadciśnienie, miażdżyca, zapalenie kości i stawów, bóle pleców, cukrzyca, choroby tarczycy, problemy z układem moczowym lub prostatą. Recepty na darmowe leki będą wypisywać lekarze i pielęgniarki podstawowej opieki zdrowotnej. Uprawnienie do wystawienia recepty dla siebie albo rodziny (małżonka, wstępnych w linii prostej oraz rodzeństwa) będą mieć też lekarze posiadający prawo wykonywania zawodu, którzy zaprzestali wykonywania zawodu (bo np. przeszli na emeryturę).

Koniec pigułki "dzień po"

Zmiany w polityce lekowej czekają również młodszych Polaków. Minister zdrowia zapowiedział przed świętami, że za trzy miesiące w polskich aptekach nie będzie już można kupić bez recepty pigułki "dzień po" ellaOne. Środek od kwietnia ubiegłego roku jest dostępny w naszych aptekach dla kobiet od 15. roku życia. Połknięta do pięciu dni po stosunku (im szybciej, tym lepiej) opóźnia bądź zatrzymuje owulację - nie jest to tabletka wczesnoporonna.

Zdaniem ministra Radziwiłła, pigułki mają silne działanie i mogą być potencjalnie niebezpieczne, dlatego wymagają recepty. Resort korzysta z bramki, jaką daje państwom członkowskim Unia Europejska - mimo że w ub. roku Komisja Europejska zezwoliła na sprzedaż bez recepty pigułek ellaOne, to każdy kraj może utrzymać recepty.

Jak wynika z danych portalu GdziePoLek.pl, tabletka "dzień po" była w styczniu najczęściej szukanym preparatem w Polsce. Klienci robią zapasy, żeby zdążyć przed wprowadzeniem recept. Nie odstrasza cena - ok. 130 zł za sztukę.

Inne obietnice PiS

W kampanii wyborczej PiS zapowiadał również, że w ramach reformy służby zdrowia zlikwiduje Narodowy Fundusz Zdrowia i przesunie finansowanie leczenia do budżetu państwa. Zamiast wojewódzkich oddziałów Funduszu pieniądze mieliby dzielić wojewodowie, a wysokość nakładów na zdrowie byłaby co roku ustalana razem z centralnym budżetem. Na razie Ministerstwo Zdrowia nie podnosi tego tematu. Nie ma również decyzji odnośnie do zmian w ustawie regulującej procedurę in vitro. Co prawda, jedną z pierwszych decyzji obecnego ministra zdrowia było wygaszenie od lipca br. rządowego programu refundacji pozaustrojowego zapłodnienia, nie ma jednak na razie - przynajmniej oficjalnie - kroków zmierzających w stronę delegalizacji samej procedury.