Na mapie Polski pojawi się nowe gigantyczne jezioro. Będzie najgłębsze w Polsce

Michał Stangret
22.04.2016 17:19

PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna

Obecny polski rekordzista - jezioro Hańcza - liczy 108,5 metrów maksymalnej głębokości. Trzeba będzie zmieniać podręczniki. Nowy rekordzista pobije ten wynik dwukrotnie. W monstrualnym zbiorniku zmieści pięć razy więcej wody niż jest w jeziorze Śniardwy
- Prace idą pełną parą, już formujemy zbocza jeziora - mówi nam Iwona Paziak, rzeczniczka PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna. Firma zarządza Kopalnią Węgla Brunatnego Bełchatów, która od 36 lat metodą odkrywkową wydobywa pod Bełchatowem węgiel, głównie na potrzeby tamtejszej elektrowni. Jednym z owoców tych działań jest gigantyczny dół - największa dziura w polskiej ziemi i jedna z największych w Europie. Liczy ponad 12 km długości, 3 szerokości.

Obliczono, że na takiej powierzchni można, by zmieścić 5 tysięcy boisk do piłki nożnej. Gdyby w środku tej wyrwy umieścić Pałac Kultury, to stojąc nad przepaścią trzeba by schylić głowę chcąc zawiesić oko na czubku iglicy. Czubek PKiN jest na wysokości 237 m., a głębokość bełchatowskiej dziury liczy ich w maksymalnym miejscu 280.

Węgiel się jednak kończy, a dziury przecież nikt nie będzie zasypywał. Więc postanowiono zrobić z niej pożytek i zalać teren wodą tworząc gigantyczne jezioro.

Będą jachty, plaże i raj do nurkowania

- Planujemy utworzenie tu pięknych plaż, portu jachtowego, a nawet zatopienie pewnych atrakcji dla pasjonatów nurkowania - mówi Paziak. Ma tu powstać centrum sportowo-rekreacyjne i kulturowe, do tego "ośrodek konferencyjny z zapleczem wystawienniczym", "tereny o funkcjach parkowo-rekreacyjnych", ścieżki spacerowe i rowerowe. O górniczej przeszłości miejsca ma tylko przypominać planowane muzeum górnictwa.



- Poszczególne funkcje zostaną tak rozmieszczone w terenie, aby w maksymalnym stopniu wykorzystać ogromny potencjał krajobrazu poeksploatacyjnego dla uatrakcyjnienia regionu - słyszymy w PGE.

Ośrodek ma tętnić życiem i to cały rok, bo zimą atrakcji też nie zabraknie. Już dziś pobliska Góra Kamieńsk, która powstała z pokopalnianych zwał ziemi i skał wywiezionych, jest ważnym punktem w centralnej Polsce na mapie zimowych atrakcji. To najwyższe wzniesienie w środkowej Polsce (wysokość względna 195 m.), a na nim stok z kilkoma trasami narciarskimi, sztucznym naśnieżaniem, wyciągiem krzesełkowym, orczykowym, torem saneczkowym i zapleczem turystyczno-gastronomicznym.

- Opierając się na doświadczeniach związanych z funkcjonowaniem Góry Kamieńsk, na zwałowisku Pola Szczerców przygotowujemy teren pod trasy narciarskie z myślą o powstaniu tam kiedyś ośrodka sportów zimowych - mówi Paziak.

Pięć razy więcej wody niż w jeziorze Śniardwy

Na wspomnianym Polu Szczerców znajduje się nie tylko zwałowisko, ale też wyrobisko. Drugie po odkrywce na Polu Bełchatów miejsce prac odkrywkowych kopalni. Obie "dziury" są obok siebie (patrz rysunek powyżej) i obie zostaną zalane. W rzeczywistości więc bełchatowskie jezioro będzie systemem dwóch zbiorników. - Będą to dwa, połączone ze sobą najgłębsze jeziora w Polsce. Przewiduje się, że całkowita powierzchnia lustra wody na Polu Bełchatów i Szczerców wyniesie około 3890 ha., a objętość zbiorników wodnych to ponad 3 mld m3 - słyszymy w PGE.

Dla porównania: w największym jeziorze Polski - jeziorze Śniardwy - znajduje się 660 mln m3 wody. Bełchatowski gigant - mimo, że będzie miał 3-krotnie mniejszą powierzchnię od jeziora Śniardwy - pomieści więc prawie 5 razy więcej od niego wody. Właśnie ze względu na wyjątkową głębokość.



Oto przesłane nam przez PGE szczegółowe dane dot. obu połączonych zbiorników:

>>Jezioro na wyrobisku odkrywki "Bełchatów": maks. głębokość 205 m; powierzchnia lustra wody: 1691 ha; objętość zbiornika: 1323 mln m3;
>>Jezioro na wyrobisku odkrywki "Szczerców": maks. głębokość: 165 m; powierzchnia lustra wody: 2200 ha; objętość zbiornika: 1752 mln m3.

Dla porównania maksymalna głębokość Hańczy, która jest dziś najgłębszym jeziorem w Polsce, to 108,5 m, a jej średnia głębokość wynosi nieco ponad 38 metrów. Za to średnia głębokość jeziora, które powstanie na wyrobisku Pola Bełchatów sięgnie 79 metrów.

Prace już trwają

Na pierwszy rzut pójdzie Pole Bełchatów. Ostatnie maszyny wydobywające tam węgiel mają opuścić dziurę do 2020 roku. Ale już dziś na placu robót towarzystwo, które przypomina im o czekającym je końcu. Podczas gdy z jednej strony sprzęt ciężki wciąż przebija się przez warstwy ziemi i skał by zebrać resztki brunatnego urobku, z drugiej strony wyrwy, inne maszyny już przygotowują wyrwę na życie po śmierci formując zbocza przyszłego jeziora.

Roboty jest sporo trzeba przygotować teren, choćby po to by zapobiec ryzyku obsuwania się zboczy w trakcie zalewania. - Gdybyśmy to zrobili w sposób nieodpowiedzialny moglibyśmy doprowadzić do katastrofy ekologicznej - mówi Paziak. Dlatego trzeba wyprofilować skarpy, zabezpieczyć ich stateczność, wyprofilować linie brzegowe, wypłycić wyrobiska.

Właściciel terenu zapowiada, że wypełnianie wyrobiska Pola Bełchatów rozpocznie się w 2026 r. i potrwa aż do 2058 roku. Jezioro powstanie więc za 42 lata.

Co z Polem Szczerców? Zakończenie jego eksploatacji PGE planuje na 2040 rok, w 2048 r. rozpocznie się proces wypełniania go wodą, a jezioro ma być gotowe w 2062 roku.



Dlaczego tak długo i skąd wziąć wodę?

Jak słyszymy w PGE dziś wyrobiska są systematycznie odwadniane, bo inaczej zewsząd zalałyby je wody gruntowe. - Wyłączenie odwodnienia spowoduje samoczynne napełnianie się wyrobisk różnymi wodami. Jednak aby ciśnienie spływowe wód działające na skarpy od zewnątrz, nie spowodowało utraty jego stateczności, zbiornik musi być jednocześnie wypełniany wodami od wewnątrz - mówi PGE.

W kopalni wciąż trwają prace nad dokumentacją techniczną. - Stale trwają prace koncepcyjne, dotyczące szczegółów tego zadania. Trudność planowanej rekultywacji wodnej polega na tym, że będziemy mieli po raz pierwszy w kraju tego typu przedsięwzięcie i to na tak dużą skalę. Tak duży i głęboki zbiornik pokopalniany jeszcze nie powstał. W tej skali nikt przed nami tego nie robił - mówią.

Jedną z branych pod uwagę możliwości jest przekierowanie do zbiorników pobliskiej rzeki Widawki, do której dziś odprowadzana jest woda z kopalni. Takie rozwiązanie umożliwiłoby wymianę wody w akwenach, co zapobiegłoby np. ich zarastaniu.



Choć PGE przyznaje, że właśnie pozyskanie ogromnych ilości wody stanowi podstawowy problem projektu, to jedno jest pewne: ich zalewanie musi być mocno rozciągnięte w czasie. - Chodzi m.in. o to by zbocza zaprzyjaźniły się z wodą. Cały proces będzie stale monitorowany pod względem oddziaływania środowisko, tak by wszystko przebiegło bezpieczne dla środowiska i dla okolicznych mieszkańców - mówi Paziak.

Co z wpływem jeziora na środowisko?

- Na etapie poprzedzającym napełnianie zbiornika zostaną wykonane analizy dotyczące sposobu napełniania i funkcjonowania zbiornika, aby zapewnić prawidłowe funkcjonowanie jeziora w przyszłości - dodaje Magdalena Kula, szefowa departamentu komunikacji w PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna.

Dodaje, że jezioro, które powstanie na terenie wyrobisk, można porównać z podobnymi zbiornikami funkcjonującymi za naszą zachodnią granicą. - W niemieckich likwidowanych kopalniach powstały zbiorniki wodne, które według naszej wiedzy mają bardzo pozytywny wpływ na środowisko naturalne. W rejonie zbiorników następuje rozwój flory i fauny uatrakcyjniając przyległe tereny nie tylko przyrodniczo, ale również turystyczne. Następuje dynamiczny rozwój bazy wypoczynkowej, turystycznej, a nawet sportowej - mówi Kula.

Ktoś pytał o zgodę lokalne samorządy?

Pomysł na gigantyczne jezioro nie wziął się z sufitu. PGE przyznaje, że zalanie wodą wyrobisk poeksploatacyjnych tej wielkości, jest jedynym właściwym sposobem ich rekultywacji. Choć kwestie finansowe są na etapie przygotowywania i obliczania, to PGE - mimo, że jest właścicielem terenu - nie jest jedyną stroną projektu. Żywo zainteresowane postępami prac są lokalne samorządy, a szczególnie gmina Kleszczów, na terenie której znajduje się kopalnia.

Tak, tak chodzi o ten sam Kleszczów, który od lat prowadzi w ogólnopolskim rankingu najbogatszych samorządów w Polsce zostawiając w tyle największe aglomeracje (pod względem dochodu samorządu per capita). Niespełna 5-tysięczna gmina co roku dostaje wielomilionowe zastrzyki z tytułu podatków od zlokalizowanej na tym terenie Kopalni Węgla Brunatnego Bełchatów i Elektrowni Bełchatów. Samorządowcy z Kleszczowa nie od dziś wiedzą, że ciepłe dochodowe źródełko mocno się zmniejszy po likwidacji kopalni. I nie od dziś przygotowują się na nową rzeczywistość robiąc co można by ściągać inwestorów.

Perspektywa powstania jeziora jest samorządowcom na rękę, bo oznacza dodatkowe wpływy z turystyki, ale jest też sporo znaków zapytania



Rozmawiamy z Jerzym Strachockim, rzecznikiem gminy Kleszczów

Michał Stangret: Jaki jest udział gminy w projekcie związanym z przyszłym jeziorem?

Jerzy Strachocki: - Inicjatywa powstania zbiornika wyszła z PGE, ale współpraca gminy z PGE jest i będzie niezbędna przy opracowywaniu konkretnych dokumentów, takich jak np. plan zagospodarowania przestrzennego. W opracowywanej od ubiegłego roku strategii rozwoju gminy Kleszczów do roku 2030 jest już mowa o tworzeniu przyszłej strefy wypoczynku, a jeden z celów zapisanych w projekcie strategii to "gmina jako rozwijające się centrum wypoczynku nad powstającym Jeziorem Kleszczowskim". Dodam, że zgodnie z dotychczasową strategią (obowiązującą do tego roku) gmina skupiała się głównie na tworzeniu stref przemysłowych, bo taki kierunek rozwoju gminy był wyznaczony jako priorytetowy. Aby móc wykorzystać przyszłe jezioro i jego potencjał turystyczny gmina już teraz zaznacza to w nowej strategii rozwoju. Ze względu na odległą przyszłość w szczegóły na tym etapie nie będziemy wchodzić. Ale chcemy poznawać sprawy rekultywacji wyrobiska kopalni w kierunku wodnym i inne możliwe do zastosowania rodzaje zagospodarowania terenów byłych kopalń odkrywkowych, bazując na cudzych doświadczeniach.

Na przykład jakich?

- Już dwa lata temu Kleszczów był miejscem organizacji polsko-niemieckiego forum, gdzie naukowcy, samorządowcy i przedstawiciele kopalń spotkali się, by omawiać temat związany z rekultywacją terenów pogórniczych, głównie na przykładzie tego, co już zrobiono w Niemczech i w oparciu o doświadczenia niemieckiej firmy LMBV, wyspecjalizowanej w zagospodarowywaniu terenów po dawnych kopalniach odkrywkowych. Radnym naszej gminy i samorządowcom z sąsiednich gmin - bo oni też są żywo zainteresowani przyszłym jeziorem - pokazywane były przykłady wykorzystania takich terenów.

W Niemczech odbywało się to w dużo trudniejszych hydrologicznie terenach, bo w rejonie Łużyc poziom wód gruntowych jest bardzo wysoki. Burmistrz miasta Großräschen Thomas Zenker , który też był na tym forum, mówił m.in. o tym, że wypełnienie wyrobisk wodą spowodowało mocne podniesienie się wód gruntowych, także w rejonach zurbanizowanych. Trzeba było sobie radzić z tym problemem.

Jak będzie w przypadku Jeziora Kleszczowskiego?

- Dopóki odkrywka funkcjonuje i woda jest wypompowywana przez studnie głębinowe to jest wszystko w porządku. Natomiast kiedy wody gruntowe się podnoszą to mogą pojawiać się różne niespodzianki, także związane z osiadaniem terenu. Wszystkie te aspekty techniczne kopalnia musi uwzględniać w swoich planach i cieszymy się, że robi to z tak dużym wyprzedzeniem, żeby nie było niespodzianek, gdy zbiornik zacznie się wypełniać.



Temat jest ciągle w fazie rozpoznawania ze strony gminy. Czekamy na kolejne działania PGE w zakresie konsultacji i wymiany informacji. Zwracamy uwagę przede wszystkim na potencjał turystyczny związany z powstaniem Jeziora Kleszczowskiego. Jedyny duży zbiornik wodny w najbliższym rejonie to Jezioro Sulejowskie na Pilicy, które już ma swoją pozycję na mapie turystyczno-rekreacyjnej województwa łódzkiego. Potencjał zbiornika na terenie naszej gminy może być znacząco większy. Linię brzegową trzeba dobrze rozplanować, żeby zmieścić tam różne rodzaje aktywności.

Gmina dołoży się do tworzenie jeziora?

- Obowiązujące prawo nakłada obowiązek finansowania rekultywacji trenów po wyeksploatowanych złożach na przedsiębiorstwo, które je użytkowało, więc o udziale finansowym gminy na tym etapie nie możemy mówić. Gmina tworzy budżety roczne i tzw. WPF (wieloletnią prognozę finansową). Aktualny WPF nie przewiduje wydatków odnoszących się do rekultywacji terenów po kopalni. Kopalnia ciągle funkcjonuje, a węgiel z odkrywki na naszym terenie będzie jeszcze wydobywany przez kilka lat.

Jezioro spowoduje, że zostaniecie gminą turystyczną?

- Przemysł nadal będzie podstawą lokalnej gospodarki. Kleszczowskie Strefy Przemysłowe, które już zostały utworzone, nadal będą zagospodarowywane. Powstanie Jeziora Kleszczowskiego będzie uzupełnieniem obrazu gminy o "element rekreacyjny". Od kilku lat Urząd Gminy wraz z Fundacją Rozwoju Gminy Kleszczów skupia się na tworzeniu stref przemysłowych.

Do dziś fundacji udało się ściągnąć ok. 25 firm. Zatrudniają od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu osób. Inwestorzy z Niemiec, Austrii, Finlandii, Hiszpanii, Portugalii, Francji i Szwajcarii, obecni na naszym terenie, a także inwestorzy polscy działają np. w branży materiałów budowlanych. Na naszym terenie produkowano są płyty kartonowo-gipsowe, kleje, tynki i zaprawy budowlane, farby i styropian. Prowadzona jest też produkcja polietylenowych rur do wodociągów i kanalizacji, produkcja kosmetyków i chemii gospodarstwa domowego. Dwie firmy działają w branży konstrukcji stalowych, jest też duży producent opakowań miękkich dla przemysłu spożywczego. W ostatnich latach pojawiły się kolejne branże, np. odlewnia i walcownia aluminium oraz zakład branży spożywczej. Niedawno podpisaliśmy umowę z inwestorem z Ukrainy (będzie produkować maszyny dla rolnictwa), pojawi się producent modyfikowanej celulozy. W sumie pracę w dotychczas otwartych firmach znalazło już blisko 2,5 tys. osób.

Zobacz więcej na temat:

Zobacz także
  • Podziel się

Polecamy