Zaczynali we trójkę 8 lat temu, dziś zatrudniają 150 osób. Netguru tworzy aplikacje dla firm z całego świata

Marcin Kozłowski
29.04.2016 04:00

anksfoto.pl

Współpracują z firmami m.in. z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Bliskiego Wschodu. Zaczynali pod koniec studiów - Wiktor Schmidt studiował automatykę i robotykę na Politechnice Poznańskiej, a Kuba Filipowski - filozofię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 2008 r. wraz z biznesmenem z branży e-commerce Adamem Zygadlewiczem założyli Netguru. W ciągu ośmiu lat nie tylko rozwinęli firmę tworzącą aplikacje internetowe, ale zdobyli uznanie branży, trafiając do rankingów ?Forbesa? i Deloitte.
Z Wiktorem Schmidtem, współzałożycielem Netguru, rozmawiał Marcin Kozłowski

Start-upów w Polsce powstaje wiele. Dlaczego Wy w 2008 roku, uznaliście, że wam się uda?

Nie zwracaliśmy uwagi na koniunkturę, nie zastanawialiśmy się, czy czas jest odpowiedni. Po prostu chcieliśmy to zrobić.

Pierwszy klient?

Pierwszym poważnym klientem była Agora [wydawca m.in. metrocafe.pl]. Stworzyliśmy w 2008 r. podróżniczy portal społecznościowy Kolumber.pl.

Dziś Netguru to biura w siedmiu miastach w Polsce, zatrudnionych ok. 150 osób. Sporo tego...

Na samym początku nie mieliśmy takich planów i ambicji. W pewnym momencie jednak zorientowaliśmy się, że dobrze nam idzie. Zaczęliśmy planować, patrzeć na liczby, realnie zastanawiać się nad wizją na dłuższy okres. Po kilku latach doszliśmy do wniosku, że z Netguru może powstać naprawdę duża firma.

Potrzebny był kapitał, zewnętrzny inwestor?

Nie. To, co robimy, to usługi, które poza talentem nie wymagają dużych pieniędzy. Naszym narzędziem pracy są komputery i dostęp do internetu. Inwestycje są minimalne.

Realizujecie projekty dla firm z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Irlandii, Hong Kongu, Stanów Zjednoczonych. Jak zdobywa się takich klientów?

Działamy w stu procentach zdalnie. Zdalnie sprzedajemy nasze usługi, zdalnie kontaktujemy się ze zleceniodawcami. Rynek jest obecnie globalny. Trudno wobec tego zastanawiać się nad tym, dlaczego ktoś wybrał firmę z innego kraju, skoro wydała się ona najlepszym dostawcą usług, których dana osoba poszukuje. Konkurujemy jakością, dobrą komunikacją, talentem. Jednocześnie jesteśmy tańsi niż firmy z Europy Zachodniej lub Stanów Zjednoczonych.



Z jakiego projektu jesteście najbardziej dumni?

Pracujemy dla firmy, która zarządza rowerami miejskimi w największych miastach w Stanach Zjednoczonych, m.in. Nowym Jorku czy Chicago. Tworzymy aplikację mobilną, która umożliwi wypożyczenie roweru za pomocą telefonu. Innym ciekawym projektem jest start-up z Libanu, który założył platformę dla dziennikarzy - Transterra Media. Dziennikarze-freelancerzy mogą publikować na tej platformie materiały z miejsc zapalnych na Bliskim Wschodzie. A te materiały mogą być potem kupowane przez agencje informacyjne i koncerny medialne. Z Transterra Media korzysta m.in. Al-Jazeera, NBC czy CNN.

A co było największą porażką?

Popełniamy dużo błędów. Tworzyliśmy Netguru nie mając pojęcia o zarządzaniu, sprzedaży. Wszystkiego uczyliśmy się stopniowo. Ważne, by wyciągać z tego wnioski. I tak było na przykład z naszym myśleniem o skali działalności. Przez pierwsze lata wychodziliśmy z założenia, że jesteśmy firmą z Polski, a zatem pracujemy tylko na lokalnym rynku, a nasza strona internetowa musi funkcjonować w języku ojczystym. Zmieniliśmy to myślenie. Stwierdziliśmy, że możemy być firmą globalną, która tak się złożyło, że ma siedzibę w Polsce. Zrozumieliśmy, że jesteśmy takim samym graczem jak inni na całym świecie.

W ubiegłym roku firma doradcza Deloitte umieściła Netguru na piątym miejscu w rankingu najszybciej rozwijających się spółek Europy Wschodniej. Zostaliście także laureatami tegorocznych nagród Diamenty Forbesa.

Te rankingi biorą pod uwagę przede wszystkim wzrost przychodów, a to jest coś, co nam udało się osiągnąć. Na pewno jednym z głównych czynników sukcesu jest w tym przypadku współpraca z zagranicznymi kontrahentami, która dała nam dużego kopa. Pozwoliło nam to rozwijać się dużo szybciej niż innym firmom w Polsce, które pracują przede wszystkim dla klientów polskich. Mają zatem dużo mniejszy rynek, z którego mogą czerpać zlecenia.

Rośnie presja, by zarabiać jeszcze więcej?

Tego oczekuje od nas nasze biznesowe otoczenie. Presja jest, ale wynika ona z tego, że mamy podstawy i fundamenty, by dalej rosnąć. Wiem, że możemy. Gdybyśmy tego nie robili, byłoby to zmarnowaniem okazji. Wynika to jednak z naszych wewnętrznych odczuć, nie mamy przecież zewnętrznego inwestora, który rozliczałby nas z wyników.

Sprzedacie Netguru gigantowi internetowemu?

Mieliśmy już propozycje sprzedaży firmy. Jesteśmy gotowi na rozmowy z każdym, kto ma konkretny i sensowny plan na połączenie lub przejęcie, które miałoby sens i przyniosłoby satysfakcjonujące efekty. Na razie jednak nie mamy takich planów. Jeszcze bardzo dużo możemy zrobić, wciąż w skali całego rynku jesteśmy malutcy.

To do czego dążycie?

W tym roku chcemy utrzymać ok. stuprocentowy wzrost, jaki odnotowywaliśmy przez ostatnie trzy lata. Cel długoterminowy to tworzenie fajnych projektów dla ciekawych klientów. To, jak będziemy się rozwijać, zależy tylko i wyłącznie od naszych chęci i umiejętności, bo na rynku jest dla nas miejsce.



W wywiadach często zaznaczacie, że staracie się stworzyć pracownikom dogodne warunki.

Promujemy styl pracy będący kontrą do tego, co często widzi się w korporacjach - ludzie pracują po 12 godzin dziennie, nie mają czasu na hobby, przyjemności, rodzinę. Dbamy o to, by w Netguru czas pracy wynosił ok. 40 godzin tygodniowo, a pracownicy nie siedzieli po nocach i nie musieli robić nadgodzin. Nie da się pracować kilkanaście godzin na dobę w sposób produktywny. Potrzebny jest odpoczynek i regeneracja. Długo, to nie znaczy efektywnie.

Na stronie internetowej otwarcie piszecie o zarobkach. Macie wielu chętnych?

Wyrobiliśmy sobie jako pracodawca pozytywny wizerunek i rzeczywiście mamy dużo zgłoszeń. Staramy się być taką firmą, w której ludzie chcieliby pracować. W końcu to, co sprzedajemy, to wiedza i umiejętności zatrudnianych przez nas specjalistów. Nie mamy potrzeby szukania pracowników poza Polską - w kraju można znaleźć bardzo mądrych ludzi ze sporym talentem i umiejętnościami. Pod tym względem nie mamy się czego wstydzić.

  • Podziel się