Daliśmy się zgrillować

Michał Stangret
20.05.2008 00:00
Grillowanie to dla Polaków coś więcej niż jedzenie: to ideologia i my ją pokochaliśmy
Zobacz jak urządzić garden party - przepisy kulinarne, pomysły na wystrój ogrodu, zastawa, przydatny sprzęt: Wielka majówka - pomysł na piknik

- Nie grillujesz, nie jedziesz - krzyczy reklama producenta brykietów na stacji benzynowej. - Wrzuć mnie na ruszt - zachęca ponętna brunetka na billboardzie producenta wędlin. - Sezon grillowy bez bólu głowy - zachęca broszurka tabletek na kaca. Lada dzień wyjedziemy na drugi majowy długi weekend, zatem firmy sprzedające produkty związane z grillowaniem wytoczyły działa.

Producenci przypraw, mięs, keczupów, musztard, piwa, naczyń jednorazowych, węgla, ogrodowych stolików, baldachimów, hamaków i węży ogrodowych - dla których hipermarkety przygotowały specjalne działy pod szyldami "Wszystko do grilla" - mają o co walczyć. Jak się ocenia, do września Polacy przejedzą i przepiją przy rusztach blisko 8 mld zł (dane Eurostatu). Jeszcze trzy lata temu było to nieco ponad 6 mld zł.

Zwyczaj grillowania staje się elementem naszej kultury. W zeszłym roku przeciętny mieszkaniec miasta uczestniczył w czterech spotkaniach przy ruszcie (dwa razy więcej niż pięć lat temu), a aż połowa - pytana o ulubiony sposób spędzania weekendu - na pierwszym miejscu wymienia grill z rodziną lub znajomymi.

O grillowy fenomen zapytaliśmy socjologów. Jak przekonują, grillowanie to dla Polaka coś więcej niż jedzenie: to ideologia i my ją pokochaliśmy.

Plemienne ognisko

- Grillowanie przyszło z Zachodu i wyjątkowo dobrze trafiło w naszą obyczajowość i charakter - mówi prof. Zbigniew Nęcki. Według niego w pierwszej kolejności Polaków do grilla zachwyciła magia ognia: - Mamy jako naród skory do emocji, popędliwy, ale też bardzo towarzyski, wiele z człowieka pierwotnego, a dla niego ogień był świętością, jako centrum przeżycia grupowego. Ludzie pierwotni gromadzili się przy ognisku, dziś tego substytutem jest grill: żar, węgielki, ogień. Grill rodzinny jest dla nas symbolem ogniska rodzinnego, gdzie odnajdujemy spokój. Natomiast grill dla znajomych to nic innego jak ognisko plemienne, podczas którego się integrujemy - mówi.

Zabawa dla snobów

Prof. Krzysztof Łęcki uważa, że organizowanie grillów dla znajomych zaspokaja naszą potrzebę "pokazania się". - Żeby zaprosić znajomych na grilla, trzeba mieć przynajmniej kawałek ziemi, a to przy dzisiejszych cenach nieruchomości może być symbol wyższego statusu. Gdy Kowalski kupi działkę, to najczęściej pierwszą rzeczą, którą robi, jest zaproszenie znajomych na grilla, by się pochwalić. Nie tylko działką, ale też rodziną, dziećmi. Grill utrwalił nam się jako synonim arkadii i szczęśliwości, bo takie właśnie obrazki tam widzimy - mówi.

Lekko, łatwo i przyjemnie

Nie zgadza się z tym prof. Janusz Czapiński: - Z tym snobizmem to przesada. Lubimy robić grilla, bo łatwo go zaaranżować, produkty można kupić półgotowe. A po całotygodniowej pracy wolimy odpocząć, niż się męczyć. To fajna zabawa, w której wszyscy mogą brać udział: dorzucać coś na ruszt lub przewracać na drugą stronę kawałki mięsa.

Samiec z widelcem

Prof. Nęcki: - We współczesnym polskim wydaniu grill to przede wszystkim zabawa dla samców. To oni poczuwają się, by stać za rusztem, a kobiety w tym nie uczestniczą, są ozdobą grilla. Często przywilej stania za grillem zachowuje dla siebie sam pan domu. To on chce być mistrzem ceremonii i obdzielać innych pożywieniem. Polak może dać w ten sposób innym sygnał: patrzcie, ja tu rządzę.

Specjaliści nie mają wątpliwości: Polacy szybko nie przestaną grillować. To już za bardzo wrosło w naszą tradycję, a my kochamy polską tradycję.

---
Czekamy na Wasze opinie: metro@agora.pl