Po piwie na rower nie wsiadaj

Mariusz Jałoszewski, ms
08.04.2009 00:00
Za jazdę rowerem pod wpływem alkoholu nadal będzie grozić kara więzienia. Wczoraj (07.04) Trybunał Konstytucyjny nie zgodził się, by pijanych rowerzystów traktować tak jak pijanych pieszych, czyli łagodniej, choć za kratami siedzi już więcej skazanych za pijaństwo rowerzystów niż kierowców
>> Partie stracą miliony i billboardy



To ważny wyrok. Nie zmienia on nic w systemie prawnym, ale jest ważną lekcją prawa dla milionów Polaków. Któż nie lubi bowiem w słoneczny dzień wsiąść dla relaksu na dwa kółka i pedałować przed siebie. A wielu z nas podczas rowerowej przejażdżki dla umilenia czasu wypije łyk piwa lub wina. Trybunał Konstytucyjny jednoznacznie to teraz rozstrzygnął: pijany rowerzysta zarówno w mieście, jak i na drodze wiejskiej popełnia przestępstwo. I jest większym zagrożeniem dla bezpieczeństwa niż zamroczony alkoholem piechur. Bo rowerzysta porusza się szybciej. Prędzej zmienia też kierunek, przez co jest bardziej nieprzewidywalny i łatwiej mu spowodować wypadek. Mało tego. Pijany lub odurzony narkotykami cyklista zagraża nie tylko kierowcom samochodów, ale też pieszym i samemu sobie.

O łagodniejsze kary dla rowerzystów upominał się prezes Sądu Rejonowego we Wschowie w Lubuskiem. Uznał on, że przepis kodeksu karnego, który zakłada tak surowe kary, jest niesprawiedliwy. Bo pijany pieszy, który również stwarza zagrożenie na drodze, dostanie grzywnę lub co najwyżej trafi na 14 dni do aresztu. Zgodnie z prawem popełnia bowiem wykroczenie. A podchmielonemu rowerzyście grozi nawet rok odsiadki i w celi siedzi z prawdziwymi przestępcami.

Dwa tysiące skazanych

Efekt? Obecnie w więzieniach przebywa już 2 tys. osób za jazdę rowerem po pijaku. To recydywiści, którzy za kierownicę po promilach złapali po raz kolejny i znowu wpadli na patrol policji.

- Teraz mamy w celach więcej pijanych rowerzystów niż kierowców - zauważa Luiza Sałapa, rzecznik Centralnego Zarządu Służby Więziennej.

Jednym z takich miejsc jest zakład karny w Białej Podlaskiej, gdzie siedzą głównie rowerzyści z terenów wiejskich.

- Społeczeństwo oczekuje od nas, że osoba, która trafia do zakładu karnego, wyjdzie przynajmniej nie bardziej zdemoralizowana, niż weszła. W przypadku rowerzystów to trudne, bo oni tu nie pasują. Są uciążliwi społecznie, ale nie groźni - mówi Krzysztof Kowaluk z zakładu karnego w Białej Podlaskiej. - Ci więźniowie nie sprawiają kłopotów. Często pracują na wolności. Mam jednak wrażenie, że nie rozumieją, za co spotkała ich kara. Przecież w ich wsiach zawsze się piło i jeździło potem rowerem.

Abolicji nie będzie

Trybunału nie przekonało jednak tłumaczenie sędziego ze Wschowy. Uznał je za "uproszczone". - Nie może sam fakt poruszania za pomocą mięśni stanowić o podobieństwie między pieszym a rowerzystą - stwierdzili wczoraj (07.04) sędziowie.

Wyrok rozwiał nadzieję tysięcy już skazanych lub oskarżonych, którzy liczyli na łagodniejsze kary. Na przykład pan Henryk spod Warszawy. W święta Bożego Narodzenia wypił z kolegami z tej okazji po pracy kilka głębszych. W drodze do domu musiał przejechać kawałek drogi powiatowej. Miał pecha. Trafił na patrol policji, która miała akcję przeciw pijanym rowerzystom. Ze strachu dobrowolnie poddał się karze. Zamiast więzienia dostał słoną grzywnę i ponad 100 godzin prac społecznych na rzecz gminy. Stracił też na kilka lat prawo jazdy.

Z orzeczenia Trybunału cieszy się za to policja. - Nie chciałbym być kierowcą samochodu, który ma do wyboru zderzenie z pijanym rowerzystą, drzewem lub wjechaniem do rowu - mówi Marek Konkolewski, z biura ruchu drogowego Komendy Głównej Policji. Przypomina, że rowerzysta ma na drodze takie sama prawa i obowiązki jak kierowca, a pieszy nie. Poza tym piechur nie ma, jak przekonywał sąd, taryfy ulgowej na drodze, bo jeśli spowoduje wypadek, to też jest karany.

Stróże prawa uważają także, że Polska nie jest jeszcze gotowa na złagodzenie sankcji dla rowerzystów. Nadal jest bowiem przyzwolenie na jazdę pod wpływem alkoholu, zwłaszcza po zakrapianych imprezach rodzinnych czy dyskotekach. Piją nie tylko na wsi, ale i w mieście. Ze statystyk policyjnych wynika, że w ubiegłym roku skazano 52 tys. takich cyklistów (o 15 tys. mniej niż pijanych kierowców), a rok wcześniej 72 tys. Takie statystyki to m.in. zasługa ekspresowych sądów. Ale nie każdy rowerowy rajd wężykiem kończy się więzieniem. Większość wyroków zapada w zawieszeniu. Warto też pamiętać, że taka kara grozi za przekroczenie 0,5 promila alkoholu we krwi (mniej więcej dwa piwa). Jazda po jednym piwie (od 0,2 do 0,5 promili) to wykroczenie, które kończy się grzywną lub aresztem. Ale co najgorsze, w obu wypadkach sąd zabiera prawo jazdy, co dla wielu jest już bardzo dotkliwą sankcją.

Są jednak szanse, że państwo ulży trochę cyklistom. Od września drobni przestępcy, zamiast siedzieć w więzieniu, będą mogli dostać elektroniczną obrożę. Dzięki temu nie stracą pracy i kontaktu z rodziną. Ale w ramach takiej kary będą musieli np. siedzieć po kilka godzin w domu lub chodzić na obowiązkowe terapie odwykowe. Śledzić ich będzie centrum monitoringu, do którego trafi impuls z obroży.

Marcin Czajkowski, Masa Krytyczna

W UE limity alkoholu dla rowerzystów są wyższe. Śledzimy regularnie zagraniczną prasę i nie widzimy, żeby liczba wypadków z tego powodu rosła. Wyrok Trybunału idzie w drugą stronę - zaostrzmy sankcję. To bez sensu. Po pierwsze, kosztuje państwo majątek, po drugie, odciąga policję od poważnych przestępstw - dużo łatwiej zatrzymać pijanego kierowcę roweru niż samochodu. Dochodzi do absurdu: z powodu ostrych przepisów zdarzało mi się, że gdy wypiłem piwo na wycieczce rowerowej, zostawiałem rower pod knajpą i wracałem po niego rano.

Jacek Czachor, motocyklista

Zgadzam się z tym przepisem. Pijany rowerzysta to bardzo duże zagrożenie. Oczywiście, są różne sytuacje. Osoba po trzech piwach na ścieżce rowerowej jest mniejszym zagrożeniem niż pijany na nieoświetlonej wiejskiej drodze. Ale nie można przecież wprowadzić dwóch przepisów. Zapewniam, że kierowca motocykla ma tak samo mało czasu na reakcję jak kierowca samochodu. Dodatkowo motocykl dużo trudniej opanować. Alkoholizm to, niestety, nasza zmora. Dlatego surowo karałbym też pijanych pieszych. Przecież zataczająca się, nieoświetlona osoba na poboczu drogi to zagrożenie dla każdego spokojnie jadącego kierowcy.

Czy wsiadanie na rower po jednym piwie powinno być karane? Pisz: metro@agora.pl