EuroBasket 2009. Po Eurobaskecie ani dobrze, ani źle

Michał Owczarek
17.09.2009 21:00
Miejsce 9-10 - taki wynik osiągnęła polska reprezentacja na Eurobaskecie. Turniej pokazał nasze miejsce w europejskiej koszykówce i to, że do czołówki wiele nam jeszcze brakuje. Pytanie, czy ten dystans nasi gracze powinni niwelować pod wodzą Muliego Katzurina?
>> Hotel dla psa i kota

Polska na organizowanym u siebie Eurobaskecie zajęła miejsca 9-12. Po wygranych z Bułgarią i Litwą oczekiwania urosły do niebotycznych rozmiarów, by w środę, w meczu z Hiszpanią przegranym 68:90, z hukiem zlecieć na samo dno. Ale patrząc obiektywnie, ćwierćfinał był poza zasięgiem Polaków. W drugiej fazie turnieju naszymi rywalami zostały czołowe ekipy Starego Kontynentu. Serbowie, choć młodzi (średnia wieku nieco ponad 22 lata), są doświadczeni w grze na euroligowym poziomie i od kilku lat występują razem w reprezentacjach w różnych kategoriach wiekowych. Słoweńcy od dawna decydują o obliczu czołowych klubów Europy. Hiszpanie - to klasa światowa. Do nich wszystkich jeszcze nam brakuje, dlatego turniej zakończyliśmy przed walką o medalowe pozycje.

- Trudno mówić, że to sukces, ale nie uważam też, że ponieśliśmy klęskę. Cel, czyli zbudowanie fundamentu pod dobrą drużynę, został osiągnięty. Graliśmy z najlepszymi na świecie i myślę, że wstydu nie przynieśliśmy - mówi prezes Polskiego Związku Koszykówki Roman Ludwiczuk.

Trener Muli Katzurin z reprezentacją więcej osiągnąć nie mógł, ale wrażenie powinno pozostać lepsze. W trakcie turnieju okazało się, że Izraelczyk nie ma pomysłu na prowadzenie kadry w meczach z czołowymi drużynami, a reprezentację przygotował pod kątem meczu z Bułgarią. Wąska rotacja i gra kontratakiem na początku przyniosły skutek, ale później okazało się, że zmęczenie podstawowych zawodników i szybka gra to za mało na faworytów. Obrona, która w takich turniejach jest podstawą i nadzieją na dobry wynik, w wykonaniu Polaków była katastrofalna.

Katzurin w trakcie meczów nie radził sobie jako trener. Za późno reagował na wydarzenia na parkiecie, nie wyciągał wniosków z popełnianych błędów, niechętnie decydował się na zmiany. A gdy już zmieniał, to chaotycznie. Gdy zespół znalazł się w tarapatach, koncepcja rozgrywania meczu upadła.

Największy zarzut, jaki można mieć do Katzurina po Eurobaskecie, to to, że nie udało mu się stworzyć zespołu. Z drugiej strony, Izraelczyk nie miał łatwego zadania. Czołowi koszykarze bardzo długo zjeżdżali się na zgrupowanie, dopiero na miesiąc przed pierwszym meczem Katzurin miał do dyspozycji wszystkich powołanych. Kadra w najsilniejszym składzie zagrała przed turniejem tylko cztery sparingi, a już w pierwszym meczu turnieju musiało dojść do zmiany w żelaznej pierwszej piątce, i to na kluczowej pozycji - rozgrywającego - kiedy narzekającego na uraz pleców Krzysztofa Szubargę zastąpił Łukasz Koszarek.

- Zbierze się Wydział Szkolenia, który przeanalizuje to, co zostało wykonane. Wskazane zostaną plusy i minusy. Postawimy sobie cel na przyszłość i zobaczymy, co dalej z trenerem. Zanim podejmiemy decyzję, chcę wysłuchać fachowców - mówi Ludwiczuk.

- Drużyna wiele się nauczyła. Wykonaliśmy duży krok, który w przyszłości będzie miał znaczenie - mówi Katzurin.

Tylko czy ta przyszłość będzie należała do Katzurina? Wydaje się, że zmiana na stanowisku selekcjonera jest wskazana. Trener powinien wykrzesać z zawodników maksimum, sprawić, by wznieśli się ponad swoje możliwości. W naszej reprezentacji takich koszykarzy nie było nawet kilku.

W kadrze Katzurina na pewno wykrystalizował się trzon, który może w najbliższych latach decydować o obliczu reprezentacji. Koszarek, Ignerski, Lampe i Gortat - oni będą nadawać ton kadrze. Oczywiście, o ile przyjadą na zgrupowanie. Polska nie zakwalifikowała się bezpośrednio do następnych mistrzostw, zagra w eliminacjach do Eurobasketu na Litwie. Jeszcze nie wiadomo, czy najlepsi będą chcieli poświęcić wakacje walce z europejskimi średniakami.



Więcej o: