Dojdzie, nie dojdzie, dojdzie...

Kinga Graczyk
15.12.2009
Poczta Polska działa coraz gorzej - oddziały są zamykane, skrzynki na listy likwidowane, a kilkadziesiąt tysięcy przesyłek co roku znika bez śladu. Spółka wypłaca niezadowolonym klientom odszkodowania, ale winnych nie szuka




Raport Najwyższej Izby Kontroli ocenia Pocztę Polską bezlitośnie. Spółka jest fatalnie zarządzana, nieracjonalnie zatrudnia pracowników i źle rozlicza się z firmami wykonującymi jej usługi. Efektem jest 215 mln zł strat, jakie zanotuje w tym roku. Zdaniem kontrolerów NIK, spółka sama jest winna swojej złej sytuacji finansowej.

98 proc. skarg klientów dotyczy nieterminowego dostarczania listów i paczek. NIK zbadała 14 oddziałów regionalnych spółki oraz 17 rejonowych. W żadnym z nich listy nie były dostarczane na czas! Nic dziwnego, że wiele firm wybiera konkurencję - według danych NIK, z takiego powodu "rozwód" z Pocztą wzięła aż jedna trzecia ankietowanych instytucji. Sytuacja z roku na rok się pogarsza, choć jednocześnie spada liczba nadawanych listów i paczek, a rośnie cena usług. Poczta straciła już przewagę na rynku paczek (ponad połowa wysyłana jest za pośrednictwem prywatnych firm) oraz przesyłek reklamowych (ponad 70 proc. spółek nie korzysta z jej usługi).

W aż 11 oddziałach, które odwiedzili kontrolerzy, monitoring i zabezpieczenia nie działały tak jak powinny. W jednej z opolskich filii Poczty drzwi wejściowe wykonane były ze sklejki, którą bez trudu można było wyważyć. Z kolei w Toruniu oddział PP nie miał żadnego alarmu, zamiast kamery wisiała atrapa.

W 2008 roku pracownicy PP sprzeniewierzyli prawie pół miliona złotych z pieniędzy np. za opłaty. Za 40 tysięcy zgubionych przesyłek Poczta wypłaciła 5,5 mln zł odszkodowań. Mimo to, władze spółki nie są zainteresowane łapaniem i karaniem osób odpowiedzialnych za kradzieże i zniszczenia.

Raport NIK zmieni raczej niewiele. Rok temu UOKiK ukarał Pocztę Polską 6,7 mln zł grzywny za to, że naruszyła zbiorowe interesy konsumentów właśnie nieterminowością czy nierzetelnością. Ale spółka się odwołała. Teraz NIK we wnioskach pokontrolnych domaga się od władz PP m.in. prowadzonej "z głową" polityki kadrowej czy poprawienia jakości usług po to, by ograniczyć choćby ilość awizowanych przesyłek.

- Odniesiemy się do raportu po dokonaniu jego analizy - zapewnia Michał Dziewulski z biura prasowego spółki. I dodaje, że Poczta pracuje nad poprawą jakości usług, bo wdraża "koncepcję pocztowego systemu logistycznego na lata 2007-2015".

Marek Zuber, analityk Dexus Partners:

Na nieuchronną klęskę Poczty Polskiej jako firmy składa się wiele czynników. Po pierwsze fakt, że zarząd firmy co chwilę się zmienia - jak zarządy wszystkich spółek skarbu państwa. Po drugie - każdy z tych zarządów ma związane ręce, bo poważniejsze decyzje wymagają akceptacji Ministerstwa Infrastruktury. Dlaczego więc Poczty po prostu nie sprzedać? Odpowiedź jest prosta - nikt normalny nie kupi spółki z tak silnymi związkami zawodowymi. To hamulec wszelkich zmian, reform, bez których PP skończy jak stocznie. A wielkimi krokami zbliża się pełne uwolnienie rynku usług pocztowych, które nastąpi w 2012 roku. Jeśli do tego czasu nic się nie zmieni, Poczta padnie, bo nie wytrzyma konkurencji firm porządnie zarządzanych.