Chcą zarobić na Małyszu

Łukasz Jachimiak
26.05.2010 21:00
Adam Małysz trenuje w Szczyrku na nartach krótszych o 5 cm. - Przystosował się błyskawicznie - mówi Robert Mateja. - Jest w niemal olimpijskiej formie - dodaje Jan Szturc. Ale na pytanie, dlaczego Międzynarodowa Federacja Narciarska zmienia przepisy, nikt nie zna odpowiedzi. A jak nie wiadomo o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze
Od poniedziałku nasz dwukrotny wicemistrz olimpijski z Vancouver ćwiczy na rozbudowywanej skoczni, która w równym stopniu co igielitem, pokryta jest błotem. Ale Małyszowi oswajającemu się z nartami, które z Finlandii przywiózł mu trener Hannu Lepistö, to nie przeszkadza. Co innego pomysły Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Jej działacze uradzili, że już od letniej Grand Prix, która rozpocznie się w sierpniu, wszyscy zawodnicy będą skakali na krótszych nartach i w nowych kombinezonach. - FIS nigdy nie pyta zawodników o zdanie. A my uważamy, że zmiany nie posłużą ani widowiskowości, ani bezpieczeństwu - narzeka Adam.

FIS zapewnia, że chodzi mu o zdrowie skoczków. I dlatego długość nart będzie wynosić 143, a nie jak dotąd 146 proc. długości ciała zawodnika. W przypadku Małysza różnica wynosi dokładnie pięć centymetrów.

- Musiałbym przytyć trzy kilo [teraz waży 54 kg], żeby zachować stare narty. To dużo. Przyzwyczaiłem się do swojej diety i nie chcę jej zmieniać - mówi Małysz. Podobnie myślą jego rywale. - Z tego, co wiemy, wielu zawodników zdecyduje się na jeszcze krótsze narty niż te 143 proc. - mówi Mateja.

Nowe narty skrócą skoki, ale przyczynią się do wzrostu prędkości osiąganych przez skoczków na progu. - Dwa, trzy lata temu w Planicy na dojeździe mieliśmy prędkość 98-99 km/h. W marcu jeździliśmy już 106 km/h, a teraz to będzie nawet 108-109 km/h. Gdzie tu bezpieczeństwo? - denerwuje się Małysz.

Przy prędkości dochodzącej na rozbiegu do 110 km/h, zawodnik będzie lądował, lecąc ponad 140 km/h. - Ciężko ląduje mi się już przy prędkości 125 km/h. Potrzebna jest dyskusja na temat tych zmian - twierdzi mistrz olimpijski Simon Ammann.

Co na to FIS? Wszystko załatwić ma kombinezon. Strój skoczka musi być skrojony tak, by w każdym miejscu ciała odstawał na dokładnie sześć centymetrów. - Przez to powierzchnia nośna kostiumu będzie większa niż dotychczas - mówi Szturc. A to znaczy, że kombinezon spowolni skoczka. - Zgoda, tak się stanie. Ale wyobraźmy sobie, że zawodnik napije się wody i w trakcie pomiaru będzie miał mniej luzu niż 6 cm. Co wtedy? Dyskwalifikacja? Durnych przepisów nie należy wdrażać - twierdzi Małysz.

- Trudno mi powiedzieć, czym sugerował się FIS, wprowadzając tak radykalne zmiany. Ale uwagę zwraca to, że trzeba od nowa kompletować cały sprzęt. Może to nacisk firm, które go produkują? - zastanawia się Szturc.

Kombinezon kosztuje ok. 350 euro. Podobnie para nart. Każdy zawodnik musi mieć i kilka kostiumów i kilka par "desek". W kadrze każdej reprezentacji znajduje się od kilku do kilkudziesięciu zawodników regularnie startujących w oficjalnych zawodach FIS, jak Puchar Świata i Puchar Kontynentalny. Kilka tysięcy euro na nowy sprzęt wydać muszą więc zarówno Małysz, Ammann i Gregor Schlierenzuaer, jak i Krzysztof Miętus czy Marcin Bachleda. A to znaczy, że do producentów sprzętu już teraz zaczynają płynąć miliony euro.

Adam sobie poradzi

Z Robertem Mateją, asystentem Hannu Lepistö, rozmawia Łukasz Jachimiak

Jak wyglądały pierwsze skoki Małysza na nowych nartach?

- Bardzo dobrze. Już bodajże za trzecim razem wiedział, jak wyjść z progu i jak się ułożyć w locie.

Myśli pan, że Adam do zmian w przepisach przystosuje się szybciej niż inni?

- On już przeżył sporo zmian i cały czas był w czołówce, jego plusem jest też doświadczenie sprzed dwóch lat. Wtedy, pracując nad jednym z elementów technicznych (chodziło o wyższe trzymanie bioder w locie), Adam skakał na nartach o dziewięć centymetrów krótszych niż konkursowe. Sam wiem, że nie ma wielkiego problemu z przyzwyczajeniem się do krótszych "desek". Tylko skacze się krócej.

FIS twierdzi, że skoki trzeba skrócić, bo są niebezpieczne. Ale jednocześnie godzi się na przebudowę skoczni w Vikersund, bo chce lotów na 250. metr.

- No właśnie, to jest presja kibiców. Każdy, kto ogląda zawody, chce, żeby skoki były jak najdłuższe. Myślę, że zimą jury będzie ciągle podnosić rozbieg, zwiększać prędkość, robić wszystko, żeby skoki były dalekie.

Po co więc to wszystko?

- Też się zastanawiamy (śmiech). Nie rozumiemy nic poza tym, że narty nie mogą być dłuższe niż 143 proc. długości ciała, a chcąc mieć te przepisowe 143 proc., trzeba mieć współczynnik BMI 20. Z tego, co wiemy, rywale nie zamierzają tyć, wielu zdecyduje się nawet na jeszcze krótsze narty.

Jak często FIS sprawdza BMI i długość nart?

- Tu się nic nie zmieniło, po każdym konkursie przeprowadzana jest kontrola. Czasem sprawdzany jest tylko kombinezon, czasem zawodnik wchodzi na wagę w sprzęcie. Powiedzmy, że w butach, kasku, kombinezonie i z nartami Adam ma ważyć 57 kg. Jeśli ważyłby mniej, musiałby znów skracać narty.

W weekend Małysz leci do tureckiej Antalyi na kongres FIS, by wspierać kandydaturę Zakopanego jako organizatora mistrzostw świata w 2015 roku. Co planujecie po powrocie?

- Mamy podobny cykl jak w zeszłym roku, po każdym tygodniowym zgrupowaniu kolejny tydzień Adam będzie spędzał w domu. Będziemy bazować na polskich skoczniach, a w drugiej połowie czerwca i we wrześniu pojedziemy do Finlandii, gdzie poza zgrupowaniami będą badania.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl