Pamiętamy o Osieckiej

Dorota Szymborska
29.09.2010 20:10
Agnieszka Osiecka

Agnieszka Osiecka (Fot. MICHAŁ MUTOR)

Festiwal jej imienia nosi nazwę ?Pamiętajmy o Osieckiej?, ale to wezwanie wzięli sobie do serca nie tylko Polacy. W Osieckiej zakochani są również... Norwegowie. Artyści ze Skandynawii wystąpili w środę na 13. edycji festiwalu, która rozpoczęła się w środę w Warszawie
- Pewnego dnia do fundacji "Okularnicy" przyszedł wiking z gitarą. Powiedział, że chce przetłumaczyć piosenki Osieckiej na norweski. Nazywał się Jorn Simen Overli. Czemu nie? Przecież ten pomysł bardzo spodobałby się mamie - opowiadała "Gazecie Wyborczej" Agata Passent.

Overli zaprosił do współpracy norweskich i polskich artystów, między innymi laureatkę festiwalu z 2002 roku Joannę Lewandowską-Zbudniewek. Tak powstał projekt Karuzela Group. Skąd w Norwegii zainteresowanie polską poezją i piosenką? Overli wyjaśnił to prosto: - Wy, Polacy, jesteście zbyt skromni. A macie wspaniałych artystów i twórców, których warto znać.

Sam interesuje się polską sztuką od lat 80. ubiegłego wieku, kiedy w Krakowie był na koncercie trzech bardów: Jacka Kaczmarskiego, Przemysława Gintrowskiego i Zbigniewa Łapińskiego. Po nim zaprosił Łapińskiego na wspólne występy w Norwegii. Po pewnym czasie dołączył do nich Kaczmarski.

Dla Jorna od początku ważne były zarówno nuty, jak i słowa. Tłumaczył na norweski teksty piosenek i to nie tylko tych wykonywanych przez przyjaciół, lecz także przez Ewę Demarczyk czy Włodzimierza Wysockiego. Wreszcie odkrył twórczość Agnieszki Osieckiej. Jej teksty także przetłumaczył na norweski, ale jak podkreśliła Agata Passent, nie są to zwykłe tłumaczenia. Polscy artyści pomogli mu poznać kontekst powstania poszczególnych piosenek, dzięki czemu zachowany został właściwy nastrój każdego tekstu.

A skąd nazwa Karuzela Group? - Wciągamy, jak na karuzelę, ludzi i piosenki, które kochamy - wyjaśniła Tora, wokalistka zespołu.

Występ norwesko-polskiej grupy to niejedyne niezwykłe wydarzenie towarzyszące 13. edycji festiwalu. Staszek Soyka jakiś czas temu postanowił napisać muzykę do mniej znanych utworów Agnieszki Osieckiej. - Jej teksty są takie "niepolskie". Często mają w sobie refleksję krytyczną, ale bez krztyny jadu - twierdzi Soyka. Artysta zaśpiewa je w Och-teatrze, i to dwa razy: 2 października o godz. 17. i 20. Widzowie, którzy mimo wszystko odejdą od kasy z kwitkiem, mogą pocieszyć się, kupując płytę Staszka Soyki "...Tylko brać", która ukazała się 15 września.

A 1 października czeka nas kolejna ważna premiera - niezwykłej i bardzo osobistej książki "Listy na wyczerpanym papierze". To korespondencja Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory, dwojga poetów, którzy "przez jakiś czas nie widzieli poza sobą świata", jak powiedziała Magda Umer. Właśnie ona, przyjaciółka obojga autorów, zajęła się ułożeniem listów, a także opatrzyła je komentarzami i przedmową. Chciała je wydać dopiero po swojej śmierci, bowiem nie była pewna, czy publikacja takiej książki nie sprawi nikomu przykrości. Jednak Agata Passent namawiała ją, by zrobić to teraz. Ostatecznie przekonała panią Magdę sama Agnieszka Osiecka, która napisała kiedyś: "Malwy po chatach kwitną i bledną, po sześciu latach nic już nie jest tragedią". Do wyjątkowo pięknie wydanej książki dołączona jest płyta, więc po przeczytaniu listów, możemy ich posłuchać. Nagrali je specjalnie dla nas Magda Umer i Piotr Machalica.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl